Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marvel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marvel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, października 14, 2014

Fantastyczna Czwórka Uzasadniona Interwencja

Na Fantastyczną Czwórkę czekałam z wielkim zaciekawieniem. Poza jednym Megamarvelem z lat 1990-tych no i oczywiście jednym z poprzednich wydań WKKM  , o ile dobrze pamiętam, nie miałam styczności z tą grupą. 
Pierwsze wrażenie ? 
Wspaniały zapach farby drukarskiej ..... serio - uwielbiałam i uwielbiam - ten zapach to zapach dzieciństwa, chodziaż niektórzy popularnie nazywają to "smrodem". hmmmm

No więc okładka tego dzieła prezentuje się następująco : 


Gorące kolory i najbardziej charakterystyczny członek grupy zajmujący w kolosalnym biegu 1/2 obrazka obiecują sporą dawkę emocji i akcji.  Już na pierwszych stronach komiksu czytelnik zostaje przeniesiony do wymyślonego państwa Latverii, graniczącego z Węgrami (przy czym, nie wiedzieć czemu, Węgrzy przedstawieni są mało przyjaźnie. Praktyczni twórcy woleli nie naruszać chyba innych państw, bo przecież dla wielu przyjaciół zza Oceanu Węgry są tak samo mitologicznych krajem jak Latveria, wystarczy przypomnieć sobie to 

Oprócz wspaniałego zapachu i specyficznego stosunku do Węgrów, moją uwagę przykuły dwie strony, na których zupełnie dwie różne postaci, a minowicie Nick Fury (z lewej) i  Reed Richards (z prawej) wyglądają dokładnie tak samo. Ha, nie żeby to była dla mnie nowość, że bohaterowie komiksów to w wielkie, wielojajowe rodzeństwo z wielu kreatywnych ojców, ale myślę, że przy takim zestawieniu, fajnie byłoby te osoby trochę zróżnicować, aby nie godziło w moje zmęczone oczy (chociażby poprzez odwrócenie postaci w drugą stronę). Czepiam się ? Ano czepiam, późno jest ....


Kto ma ochotę na spotkanie z Panem Bogiem ? No tak, Fantastyczna Czwórka w tym komiksie odwiedza zaświaty bez umierania, a ze spotkania z Wszechmogącym zabiera na ziemię podarunek w postaci wspólnego portretu stworzonego dłonią Naczelnego Architekta. To zbyt fantastyczne, aby mogło być prawdziwe - a jednak się zdarzyło w komiksie Fantastyczna Czwórka Uzasadniona Interwencja od Hachette.

Wracając na ziemię ( a raczej przed wyruszeniem z niej - na samym początku) - tutaj kadr - jeden z tych, które lubimy w komiksach najbardziej. Ben Grimm atakuje węgierski czołg. 
Fajne ujęcie :) 
Polecam. 



Czy mi się ten komiks podoba ? Jest kilka fajnych momentów, przyjemny zapach druku  i urok kartkowania. Niestety nie jestem związana "emocjonalnie" z żadną z postaci, chociaż na pewno Ben Grimm zasługuje na uwagę. Podróż w zaświaty to całkiem ciekawy i zaskakujący element, tak irracjonalny, że aż dziwi, że połączenie dwóch skrajnie fantastycznych światów może budzić takie emocje. A jednak, jesteśmy przyzywczajeni do człowieka - skały burzącego mury własnym ciałem, latających dziewcząt i człowieka - gumy , oraz zmyślonego kraju Latverii, umiejscowionego na rzeczywistej mapie świata,  rządzonego przez gościa w masce, dysponującego bronią atomową,  ale wszystkie te postaci są tak fantastyczne, że nie nie możemy się pogodzić z tym, że mogłyby odwiedzać Piekło i Niebo, a do tego spotkać samego Pana Boga, który wygląda jak stróż nocny i szkicuje rzeczywistość zwykłym ołówkiem.

Lubię zaskoczenia, dlatego komiks polecam!

piątek, września 26, 2014

Spider-man o kopiowaniu cudzych pomysłów

WAvengers Ucieczka - nareszcie dowiadujemy się, że pseudonim artystyczny skopiowała Spider Woman bez wiedzy i zgody początkowego pomysłodawcy.


Skan pochodzi z WKKM - Hachette, Avengers - Ucieczka



sobota, marca 01, 2014

Thor - W poszukiwaniu bogów Dan Jurgens i John Romita Jr.


Z wielką nieśmiałością podchodzę do pisania o komiksach, które mi się nie spodobały. Pierwszy mój odruch, jaki następuje po uczuciu zniesmaczenia, to próba odnalezienia cech pozytywnych. Tak, komiks ma takie. Jest ładnie wydany, na dobrym papierze i ma twardą okładkę, do tego rysunki Romity nie są aż tak nieznośne, jak w przypadku starych X-Men. Szczególnie jego przedstawienie Odyna wyróżnia się pozytywnie. Do zdecydowanych plusów można zaliczyć gościnną wizytę Avengers, Submeriner'a i Herkulesa :).
Thor, Subariner i wodna poszukiwaczka miłosnych przygód


Herkules - bawidamek

Komiks wygodnie trzyma się w dłoniach i przyjemnie kartkuje, a fragment grafiki na grzbiecie uzupełni obrazek, dla którego niektórzy zbierają wszystkie tomy kolekcji, nawet takie, które im nie przypadają do gustu. Na pochwałę zasługują także wizualne i tekstowe dodatki do komiksu.
Nie lada tarapaty - Thor w objęciach morskiej bestii ....Niewiasta : "Wiem tylko, dumny wojowniku, że po niekończącej się samotności, mam męża, którego pragnęłam od tak dawna!" - Mężny Thor daje odpór "Nigdy! Pókim zdolny do Walki i mam własną wolę, nie poddam się!" - tekst godny Szekspira !

Przebrnąwszy przez lekturę tego dzieła, niestety zadaję sobie to jedno pytanie "ale o co właściwie biega ?" . To podstawowa wada tego wydania, bo rysunków i tekstu mamy na 7 części, a jakby tak dobrze wycisnąć, to nie wiem czy w 1 zeszycie nie byłoby na ten tom zbyt wiele miejsca.
Thor poległ .....przyjaciele z Avengers opłakują

Thor w objęciach Heli ....czy to już koniec ? 

Prawie "martwemu" bogowi gromów, przychodzi z pomocą Marnot


Zastanawiam się, co tak naprawdę powodowało decydentami w Marvela, że zdecydowali się umieścić tę historię w kolekcji. To zagadka dla mnie i wyzwanie, które na pewno będzie mnie męczyło przez pewien czas, aż do chwili, gdy któreś pięknego dzionka, siądę i przetrawię ten tomik raz jeszcze. W poszukiwaniu "bogów"......
Thor i uzurpator ....
Nie wiem dlaczego, ale akurat tę "pozcyję" siedzącą znajduję niezwykle zabawną ....nie wiem, ale może prawa fizyki nie przeszkadzają gromowładnemu ? Cóż, za paliwo się nie płaci, gdy jazdę funduje Mjolnir ....


Postać Thora nie jest mi całkiem obca, ale nie jest mi tak bliska, jak innych supermocarzy. Thor z racji sprawowanego "urzędu" jest nieco bardziej poważną figurą niż większość superbohaterskiego światka, ma skłonność do patosu i trochę więcej niż inni honoru. Kto po raz pierwszy ma okazję się spotkać z Thorem, zdecydowanie powinien sięgnąć po inny tytuł z jego udziałem.


Cytaty i grafiki pochodzą z :
Kolekcja Hachette, Tom 27
Thor W poszukiwaniu Bogów
Autorzy: Dan Jurgens, John Romita Jr.
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela


sobota, lutego 22, 2014

X-Force: sex, przemoc i Wolverine

Znowu to samo ;) Wściekły Logan i jego nigdy nie stygnące pazury. Do tego dochodzi Domino - naprawdę bardzo współczesna babka, która wie, czego chce i nie zastanawia się długo, by to wyartykułować, gafa z ciężarówką pełną pieniędzy, pościg i krew, którą lepiej byłoby przekazać na do centrum krwiodawstwa, niż tak bezmyślnie rozlewać po chodnikach. Czyli podsumowując, mamy tu seks, przemoc, pieniądze i to by było chyba wszystko, co potrzebne przeciętnemu czytelnikowi, żeby go zachęcić do sięgnięcia po to "dzieło".  Wszystko, na pewno ? No oczywiście, że nie. Jest tam przecież jeszcze Wolverine - niegdyś powściągliwy na wielu płaszczyznach wielbiciel samotnych rozmyślań, teraz szalejący żądzą cięcia mięsa kogut, na którego zdają się lecieć wszystkie kury w okolicy.

Dobrze, brzmi tak, jakby mi się ta powiastka w ogóle nie podobała, a przecież tak nie jest. Prawdą jest, że gdyby nie rysunki Gabrielle dell'Otto to nawet bym nie pofatygowała się zajrzeć do środka tej historyjki, ale patrzcie na to :


I tak wyglądają wszystkie strony. Makaroniarz ma naprawdę talent i warto się zaopatrzyć w ten komiks chociażby z tego tylko powodu.  Po zapoznaniu się ze wszystkimi trzema częściami historii stwierdzam, że mimo "błędów i wypaczeń", tudzież kontynuacji procesu bezczeszczenia rewelacyjnej postaci, jaką jest Rosomak, komiks da się czytać i nie jest taki zły. Jest on zabawny, łatwy w odbiorze i tak naprawdę służy rozrywce, więc oczekiwanie od niego jakichś niesamowitych ambitnych sztychów byłoby nadużyciem. Wolverine jest rozbrajający ze swoją graniczącą z groteską gburowatością, Domino powala swobodą bycia, historia się sama wręcz połyka i pięknie ogląda. Dobra lektura przed snem, na pewno nie znudzi.

A najbardziej, pomijając oczywiście wspaniałe rysunki dell'Otto, podobało mi się pikantne zakończenie z tematycznym podtekstem opowieści, gdy Domino i Logan odjeżdżają nowym wozem.
dobry komiks to dobre zakończenie

"Now. Just relax and keep your eyes on the road...". 

Czasem, zakończenia bywają najciekawszą częścią opowieści ;).


Skany pochodzą z komiksu X-Force Sex and Violence 1-3, 2010
autorzy: Yost, Kyle, dell'Otto


sobota, lutego 15, 2014

ach te głupie samochody - Hulk w Niemym Krzyku

Zawsze gdy mam się niepochlebnie wypowiedzieć na temat przeczytanego komiksu, atakują mnie wyrzuty sumienia. Nie umiem pisać scenariuszy, nie umiem rysować i żaden ze mnie krytyk. Ale jako czytelnik, na szczęście, mogę powiedzieć, że coś mi się podobało, albo nie. Nie ważne czy mam rację, ważne, że mam prawo do kręcenia nosem, nie rozumienia, nie dostrzegania niuansów.

W tomie 7 WKKM - HULK "Niemy Krzyk" nie mogłam niestety dostrzec subtelności, które pomogłyby mi w pozytywnym odebraniu tego dzieła. Komiks jest pięknie narysowany, tak pięknie - to mogę stwierdzić z całą stanowczością, jednak jest fabularnie nudny. Przykro mi - nie lubię się nudzić i nie lubię pisać, że coś było nudne, ale w tym konkretnym przypadku nie mogę powiedzieć niczego innego. Pierwszy raz przebrnęłam przez ten tom kilka tygodni temu i mając niepokojące uczucie niezadowolenia, postanowiłam dać mu szansę raz jeszcze i spróbować wgryźć się w lekturę ponownie. Za drugim razem nie dobrnęłam do połowy.

Może jest to moja wina. Może. Po prostu Hulk nigdy nie należał do moich faworytów. Nie lubię bohaterów, którzy są głupi. Lubię dowcipne, inteligentne, nawet czasem złośliwe i podstępne postaci. Oczywiście alter ego Hulka uchodzi być może za inteligentną postać, jednak jego podstawowa, zielona wersja już nie i w tym problem.  To prawda, że Hulk miał w tym komiksie dowcipne przebłyski, np. tutaj.

"Nawet głupie auto nie jest dosyć głupie, by próbować rozjechać Hulka. To Pewnie głupi człowiek w środku."

Niestety tygrysy oczekują czegoś więcej. Myślę, że lektura tego komiksu skusi mnie do bliższego przyjrzenia się Hulkowi jako postaci. Wierzę, że analiza jego przeszłości i zapoznanie się z wcześniejszymi komiksami z jego udziałem pomoże mi lepiej zrozumieć tego bohatera, a co za tym idzie, polubić jego przygody. Byłoby super gdybym za ileś tam lat mogła znowu sięgnąć po te wydanie i uznać, że to naprawdę ciekawa / zabawna opowieść. 

Na chwilę obecną postrzegam te wydanie jako "brzydkie kaczątko w ciuchach od Prady i z torebką Louis Vuitton". Chodzi oczywiście o rysunki, które są cudowne. Bardzo mi przypominają ołówek John'a Byrne'a, którego uwielbiam. 

Gdybym miała jeszcze coś dobrego powiedzieć o tym wydaniu, to pewnie wspomniałabym o ciekawym spotkaniu Namora i Dr. Strange'a. 


Skany pochodzą z tomu 7 WKKM.
Hulk - Niemy Krzyk
Peter David, Dale Keown,
Hachette - Wielka Kolekcja Komiksów Marvela


czwartek, lutego 06, 2014

Ultimate Spider-Man Moc i Odpowiedzialność -stare rzeczy opowiedziane od nowa

Zawsze lubiłam Spider-Mana, toteż album "Moc i Odpowiedzialność" przyjęłam bardzo ciepło. Zarówno szata graficzna, jak i objętość cieszyć powinny każdego fana pająka. Peter Parker to jeden z tych bohaterów, którzy potrafią rozbawić. Nawet jeżeli przygody nie zawsze są w 100% wciągające, to drobne żarciki i uszczypliwości Spidey'a wynagradzają niedociągnięcia.

Zarówno pod względem genezy, jak i ubioru Pająka, autorzy nie zagalopowali zbyt daleko z wyobraźnią. Może to i dobrze, zbyt drastyczne zmiany genezy bohatera mogłyby zniechęcić czytelników do postaci, którą pokochali taką, jaką ona jest. Tak więc na początku Peter Parker to zwykły nastolatek  z typowymi problemami dla swego młodego wieku. Los chce, że w szkole jest kujonem, dobrze mu idzie w przedmiotach ścisłych, gorzej w sporcie. Ma sympatię - Mary Jane i chyba także swoich idoli, a ich portrety rozwiesza w swoim pokoju, jak inni młodzi ludzie. A propos, wiecie może kto to taki na tym obrazku z lewej ?

Czy o Albert Einstein jest idolem nastoletniego Spider  Mana ? 

Oto winowajca wszystkiego, pajęczak "OO":
napakowany jakimś strasznym świństwem pająk, obiekt badawczy  o kryptonimie "OO",  który użarł tytułowego bohatera
Niezły okaz, co ?

Wskakuje na Petera i kąsa go w dłoń. Na początku jest ból, osłabienie i ciemność, ale dzięki temu wydarzeniu wkrótce Peter odkrywa, że  wreszcie może postawić się dręczącym go, silniejszym i bardziej wysportowanym kolesiom:


Jest nie tylko silniejszy, zwinniejszy, ale i zostaje obdarzony niezwykłym, pajęczym zmysłem ostrzegawczym.

Jeden za fajniejszych epizodów opowieści, to moment, gdy szkoła Petera zostaje zaatakowana, a nasz dzielny bohater chce natychmiast włączyć do akcji człowieka pająka. Dobra, dobra, ale jak tu się przebrać, żeby nie wzbudzać podejrzeń ?


Wszystkich wielbicieli Spidey'a ucieszy na pewno fakt, że nieco zaproblemowiony nastolatek, wraz z kostiumem Pająka przywdziewa jego wdzięczne poczucie humoru:


SPIDER-MANIE! - Welcome Back Home ! 


Odkurzona opowieść o genezie jednego z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów wszech czasów była naprawdę udaną lekturą. Komiksy są przede wszystkim po to, żeby cieszyły i ta historia spełnia to zadanie doskonale. Czytelnik otrzymał coś nowego, ale jednocześnie w takiej formie, że może czuć się jak w domu. Optymistyczny, pozytywny komiks.

skany pochodzą z albumu:
Ultimate SPIDER-MAN Moc i Odpowiedzialność
Brian Michael Bendis i Mark Bagley
Kolekcja Hachette, tom 25, 2013

wtorek, stycznia 07, 2014

Śmiertelne wyzwolenie - pazury Logana na piersi Ororo

W 1993 roku, gdy TM-SEMIC rzucił do kiosków dwa zeszyty ambitniejszych opowieści z serii X-Men, nie mogłam sobie  darować koszmarnej przemiany, jaką przeszła bogini burz Storm. Numer 3/93 otwiera przepełniona bólem wędrówka bohaterki przez afrykańską pustynię, gdzie doświadcza ona wizji, będących odzwierciedleniem jej pragnień, obaw, rekapitulacją jej ostatnich doświadczeń. Jedną ze scen, które wtedy przykuły moją uwagę była ta, gdzie Wolverine przyłożył pięść do piersi Storm, oferując swoją gotowość do wysunięcia śmiercionośnych pazurów i uwolnienia jej od wszelkich ziemskich męczarni. "Koniec z Bólem i Strachem". 

Ororo doświadcza rozmaitych wizji na pustyni, widzi swoich kolegów  z X-Men, w tym Logana, który oferuje jej nietypową pomoc w rozwiązaniu wszelkich problemów. Rozwiązanie ma charakter ostateczny.

Scena rozgrywa się się tylko w głowie Storm. Brutalność Wolverine'a znajduje swój przejaw w ukazaniu go jako cynicznego, pozbawionego skrupułów człowieka, którym w głębi serca nie jest, a co jest jedynie interpretacją Ororo. To niezwykle ciekawe, gdyż w komiksowej rzeczywistości,  Logan jest daleki od propagowanie tego typu rozwiązań, szczególnie względem przyjaciół.

Skan pochodzi z komiksu TM-SEMIC X-Men 3/93

poniedziałek, listopada 11, 2013

Banner - Hulk Uczłowieczenie Bestii Brian Azzarello Richard Corben

Jakoś nigdy nie przepadałam za Hulkiem. Duży, zielony i głupi. Człowiek-demolka poszukujący samego siebie i wiecznie borykający się z własnym alter ego. Do tego mało przystojny i rzadko dowcipny. Wszystko czego nie lubię w superbohaterskich opowieściach. Ostatnio miałam okazję zapoznać się dwoma komiksami poświęconymi Hulkowi - "Niemy Krzyk" i "Planeta Hulka" wydanymi w ramach cyklu Wielka Kolekcja Komiksów Marvela. O ile ten drugi tytuł uznałam za godny uwagi,  o tyle ten pierwszy nie powalił mnie. No i w takim to właśnie klimacie postanowiłam sięgnąć po nieco dłużej obecną na polskim rynku lekturę pt. Banner autorstwa duetu Brian Azzarello & Richard Corben. Mój egzemplarz do elegancko wydany  w 2006 roku album w twardej okładce, prezentujący się tak :

Tył okładki komiksu Banner, wydawnictwo Mandragora, Twarda oprawa

Front okładki komiksu Banner, wydawnictwo Mandragora, Twarda oprawa

Długo się czaiłam do tego komiksu. Po pierwsze zniechęcała mnie trochę groteskowa kreska Corbena, po drugie sceny z szalejącym Hulkiem wydawały mi się tak sztampowe i przytłaczające, że nie sądziłam, że jest w tej opowieści jeszcze miejsce na cokolwiek innego. No i myliłam się. "Do not judge the book by the cover", jak to mówią. Nie jest to może wielkie dzieło, ale na pewno ciekawa lektura, tak pod względem rysunków, jak i scenariusza. Już sama okładka zdradza nam, że historia do lekkich i przyjemnych nie należy - opowiada o cierpieniu człowieka, które polega na niemożności ucieczki od tkwiącego w nim zielonego demona. Bezsilność  i trawiące go poczucie winy, za czyny, których popełnienia nie pamięta, ale co do których jest pewien, że są jego dziełem, prowadzi go do podjęcia rozpaczliwych kroków. Banner jest osamotniony i nikt go nie rozumie. Nikt nie może go zrozumieć.

Jego zielona natura stała się przekleństwem i przez nią stał się on przedmiotem w rękach militarnej machiny, która cynicznie wykorzystuje go do własnych celów i jest odpowiedzialna za tragiczne wydarzenia mające miejsce na stronach komiksu. Po przeczytaniu tej opowieści z satysfakcją stwierdziłam, że nie jest to jeszcze jedna, prosta nawalanka, jak zasugerowały mi to niektóre wymowne sceny.

Tutaj kilka słów o moich bannerowych impresjach - kilka punktów, które uważam za istotne, by o nich napisać.

1. 
Wszyscy szukają Bannera. Banner wymknął się spod kontroli, uciekł i jest ścigany przez armię. Nawet Hulk go poszukuje, który jako postać gdzie indziej pierwszoplanowa, tutaj zepchnięty jest na dalszy tor. To że Bannera poszukuje Hulk jest oczywiście zabawne. Jeszcze zabawniejsze jest to, dlaczego go poszukuje. W trzecim rozdziale jest scena, gdzie Samson tłumaczy zielonemu osiłkowi, jak dotrzeć Bannera:

- "(Banner) jest blisko, bardzo blisko, ale się chowa. Widzisz, bardzo się Ciebie boi i wyjdzie dopiero wtedy, jak się uspokoisz"

W tym momencie Hulk wpada w szał i ciska rozmówcą przez okno. Nie spodobała mu się trafna odpowiedź Samsona.
Tak naprawdę nie wiemy dokładnie do czego jest Hulkowi Banner potrzebny - scenarzyści tego wprost nie podali nam na tacy. Można się jedynie domyślać, że Hulk nie czuje się dobrze w swojej dzikiej, nieokiełznanej postaci i w podświadomości poszukuje uspokojenia, łagodniejszej formy, którą jest Banner. Ponieważ czytelnik wie, że Hulk i Banner to ta sama osoba w innej postaci, mamy do czynienia z prawdziwie komiczną sytuacją. Możemy ten epizod odczytywać jako "poszukiwanie samego siebie" lub "poszukiwanie spokoju i ukojenia swego cierpienia". Hulk poszukuje Bannera, bo w ten sposób zazna spokoju, a Banner gdy jest już Bannerem, poszukuje rozwiązania swych rozterek, które dochodzą do głosu, gdy wraca mu pamięć i świadomość - pragnie umrzeć, a sprawiając sobie ból poprzez nieudaną próbę samobójczą rozpętuje piekło i budzi uśpionego Hulka. W ten sposób mamy do czynienia z błędnym kołem.

2.
W komiksie nie pada pseudonim zielonego wcielenia Bannera -  "Hulk".
Opowieść o Bannerze czyli Hulk bez Hulka, ale z Hulkiem w tle. Hulk utożsamiany jest z beztroskim, zielonym stworem siejącym pożogę wszędzie tam, gdzie się pojawi. To pocieszna postać, silna, groźna, nieokiełznana, ale wciąż nie jest brana na poważnie. Hulk to postać z komiksów "dla dzieci", osobistość niezbyt poważna, fikcyjna, sztuczna, wyimaginowana. Banner natomiast jest człowiekiem z krwi i kości, ze wszystkimi tego słowa konsekwencjami. W poważnej opowieści o poważnych sprawach nie ma miejsca na komiksowego, tańczącego tu i tam Hulka. Jedynie w czwartym rozdziale Samson stwierdza, że

-"nie ma szans, żeby on (=Banner) mógł zahulkować"

Nie możemy mieć  o to pretensji do twórców. Opowieść jest o Bannerze i tylko o Bannerze. Hulk to produkt uboczny, przyczyna utrapień. Hulk nie jest bohaterem, herosem. Jest problemem.

3.
Kto jest dobry, a kto zły? Kto jest bestią, kto ofiarą ?
To pytania, jakie zadałam sobie po przeczytaniu komiksu, którego pierwsze stronice przywitały mnie obrazkami szalejącego Hulka, rozwalającego co popadnie, niszczącego wszystko co tylko się znajdywało w zasięgu jego zielonych pięści. Pierwsze skojarzenie - rozjuszona bestia. W miarę jak zagłębiałam się w lekturze, wyłaniał się zupełnie inny obraz sytuacji. Zielona Bestia, tak, ale tylko pozornie - tak naprawdę drobny, przerażony człowiek, który nie jest w stanie samodzielnie kontrolować swojego drugiego wcielenia. Cierpi i nie ma wpływu na poczynania Hulka. Banner jest ofiarą, wykorzystany przez maszynerię militarną, budzi współczucie. No dobrze, ale co z tymi wszystkimi ludźmi, którzy polegli pod gruzami, osieroconymi lub pokaleczonymi na całe życie dziećmi? Ich krew ma na rękach armia, która usiłuje wykorzystać Bannera do swoich tajnych projektów. Bezkompromisowe i cyniczne zachowanie przedstawicieli wojska zdecydowanie wskazuje na nich, jako winnych wszystkich wypadków i nieszczęść, których wykonawcą był Banner-Hulk wbrew własnej woli. Armia nie troszczy się o ludzi, którzy ucierpieli w następstwie hulkowego szału, nie mają wyrzutów sumienia, martwią się jedynie o to, jak zatuszować całą sprawę, by prasa i opinia społeczna odebrała wszystko tak, jak należy.



Banner nie kontroluje się, nie ma władzy nad Hulkiem, a gdy się  w niego bez własnej woli przeistacza, zapomina o tym, co robił. Sumienie go gryzie, nie jest w stanie tego wszystkiego znieść. Hulk poszukuje Bannera, Banner ukojenia bólu, a bezwzględni przedstawiciele władz, mają w nosie dramat człowieka, którego należy leczyć. Zamiast udzielić mu pomocy, doprowadzają do serii tragicznych zdarzeń, poświęcając wiele ludzkich istnień.



Banner opowiada, jak  został zrzucony na ziemię przez samolot wojskowy; nie mówi "wojskowy" i nie mówi "zrzucony", ale używając opisów sugeruje wprost, że został wykorzystany do eksperymentu wojskowego, w wyniku którego zginęło wiele niewinnych osób. Za działalność Hulka odpowiedzialność spoczywa na barkach wojska.

5.
Komiks nie jest przegadany, nie obfituje w słowo pisane, ale tam, gdzie już coś jest wtłoczone w usta bohaterów, ma to swój konkretny cel. Dowcipne kwestie postaci są moim zdaniem bardzo ważną częścią każdego utworu - pozwalają nam na zaczerpnięcie świeżego powietrza, odprężenie się, znalezienie tego, po co przyszliśmy - rozrywki. Bardzo cenię sobie żarty sytuacyjne i zabawne dialogi, których w Bannerze doszukamy się w paru miejscach. To miłe, szczególnie w utworze traktującym o sprawach poważnych.

Jest to całkiem dobra lektura, którą można polecić wszystkim. W jej trakcie zdążyłam polubić osobliwe rysunki Corbena, doceniłam dowcipne teksty i czytelność przesłania, które mam nadzieję, dobrze pojęłam.
Komiks zaskoczył mnie pozytywnie - nie jest przydługaśny, przynudnawy, przemoralizowany.  Nie bez satysfakcji dodam, że udało mi się z tego wszystkiego wyłuskać dla siebie samej jeszcze jedną, uniwersalną prawdę o świecie, w jakim żyjemy. Bestie często się kryją w ludzkiej skórze, a my nie zawsze je dostrzegamy, oceniając wydarzenia po pozorach. Nie mamy wyboru, gdyż ten najczęściej jest dokonywany za nas, gdzieś na górze - prasa i telewizja nie są, wbrew temu, co się sądzi, oknem na świat, ustami wolności - są to narzędzia do manipulacji i przedstawiają rzeczywistość tak, jak  chcą tego ci, którzy nimi rządzą.  Nie zawsze jest bestią ten, kto ma pazury i krew kapiącą z pyska, nie zawsze barankiem ten, który chodzi w baraniej skórze. Jakie to proste w komiksach, jak trudne w życiu.....

Skany pochodzą z komiksu
BANNER, Brian Azzarello, Richard Corben, wydawnictwo Mandragora 2006

sobota, listopada 02, 2013

X-Men 136 1980 Dark Phoenix Saga and Crisis on Infinite earths - okładki, inspiracje, nawiązania

Dlaczego The Dark Phoenix Saga to klasyka gatunku ?  Może kawałek odpowiedzi to okładka 7 części Crisis on Infinite Earths, wydanej w 1985 roku. Widzimy tam Supermana trzymającego w ramionach martwą Supergirl. Co w tym nadzwyczajnego ? Otóż okładka ta jest niemal wierną kopią okładki zeszytu nr 136 X-Men, wydanego pięć lat wcześniej. Wygląda to w ten sposób  :

The Uncanny X-Men nr 136 / 1980 - The Dark Phoenix Saga oraz Crisis on Infinite Earths nr 7/1985 biją po oczach podobieństwem. 
DC czerpie inspirację od Marvel ?
Trudno w tym przypadku mówić o "podobieństwie" - jest to zmodyfikowana kalka. Także  i tło obydwu okładek jest łudząco podobne, chociaż w przypadku tego późniejszego komiksu, za Supermanem stoi znacznie więcej postaci.

To piękny i dobitny przykład na to, jak ważnym dziełem w historii komiksu była opowieść o Mrocznej Phoenix. Bez wątpienia wszelkie nawiązania  i podobieństwa spotykane w komiksach nie są przypadkowe. Podobnież, jak ta okładka "Buffy, postrach wampirów" .


Dzisiaj co i rusz, autorzy starają się uśmiercić jakiegoś bohatera, częściowo lub całkowicie, (nawet sama Phoenix - Jean Grey, ma już za sobą wiele zmartwychwstań i zgonów), licząc na sukces komercyjny i wstrząśnięcie czytelnikiem. Nawet jeżeli taka śmierć jest dobrze wyreżyserowana i przełknięta przez odbiorców, nie ma takiego samego oddźwięku, jaki pewnie by miała 30 lat temu. 
Obecnie, śmierć w komiksach jest elementem powszechnie spotykanym, a nie zawsze tak było. Dawniej śmierć, narkotyki czy homoseksualizm były tematem tabu. M.in. z tego względu, odejście ważnego członka drużyny X-Men - Jean Grey / Phoenix, mogło być swoistym trzęsieniem ziemi w 1980 roku. Sukces jaki odniosła opowieść starano się później wielokrotnie powielić, dlatego dusza Jean Grey do dnia dzisiejszego nie może zaznać spokoju, a dramatyczne zakończenia rozmaitych historyjek wysypują się scenarzystom jak z rękawa. 

Na okładce Crisis on Infinite Earths nr 7 osobisty dramat Supermana trzymającego Supergirl jest na pewno nie mniejszy niż Cyclopsa niosącego martwą Jean pięć lat wstecz, jednak jego wymiar dla czytelnika może być zupełnie inny. Supergirl nie była tak ważną postacią dla odbiorców, jak dla Człowieka ze Stali. Supergirl nie była Phoenix i umarła jako ta druga. 

Nieważne co zrobisz i jak zrobisz, ważne żebyś to zrobił jako pierwszy. Wtedy inni będą to powielać, licząc na podobny sukces, a ty dzięki nim otrzymasz przymiotnik "klasyczny".

Znacie więcej takich komiksowych - okładkowych nawiązań ? (Niekoniecznie X-Men). 

czwartek, października 17, 2013

Silver Surfer Przypowieść o tłumie i mamieniu Top Komiks 1/99 Tm-Semic

Silver Surfer "Przypowieść" ukazał się w wydaniu Mega Komiks numer 1/99. Do zalet tego komiksu należą niesamowicie piękne rysunki Moebiusa oraz cały pakiet mądrości  i nauk, którymi ma być napakowany czytelnik po jego przeczytaniu.


Silver Surfer Przypowieść, rysunki Moebiusa są piękne ....


Silver Surfer Przypowieść, piękna kreska i kolory komiksu .

Nie jest to niestety komiks, który się czyta dla rozrywki, w sensie akcji, zabawnych dialogów, nietuzinkowych postaci o skomplikowanych rysopisach. Tego tu nie ma, bo komiks jest przypowieścią, a celem tejże jest przekazanie odbiorcy jakiejś ogólnej prawdy, nauki moralnej poprzez posłużenie się alegoriami, symbolami, schematami. Utwór cechują patetyczne dialogi, pozbawione ozdobników, sztywne postaci  - symbole, pełniące określone funkcje. Wątki poboczne zredukowane zostały do minimum. Występujący bohaterowie nie są tu sobą, tzn. każdy z nich, także sam Silver Surfer, ilustrują pewne postawy lub pojęcia występujące w realnym świecie. Wszyscy poza jednym - tłumem, który jest taki sam w komiksie, jak i w realnym życiu - ślepy, głuchy i głupi. Im większy tłum, tym większy problem.

Galactus -  nie jest Galactusem, ale może symbolizować cokolwiek, co ludzi omamia swoim ogromem, obietnicami, wspaniałością,  do tego stopnia, że nie są w stanie racjonalnie postępować i myśleć. Może być to siła polityczna, religijna,  polityk lub media jak gazety, radio, telewizja, których moc jest tak ogromna, że  tłum ślepo wierzy w to, co jest im mówione i postępuje zgodnie z otrzymanymi wskazówkami.


Calton - uosabia wszystkich, którzy podczas jakichkolwiek zmian (politycznych, prawnych, religijnych ....) oportunistycznie przyłączają się do nowego układu, głównie dla własnych, spodziewanych korzyści.
"Kiedyś moją tele-mszę oglądały miliony...ale widownia jest zmienna. Tracę swoich wiernych. Galactus pomoże mi to zmienić".
Z drugiej strony, pod koniec komiksu Calton zmienia swoją postawę z przyczyn osobistych. Wskutek śmierci swojej siostry, zmienia poglądy i od tego momentu symbolizuje powtórnie nawróconego, rozczarowanego człowieka, "głos rozsądku", któremu opadły łuski z oczu.

Elyna - ilustruje opór wobec nowego. Podczas gdy tłum ślepo jednoczy się w głupocie i zaślepieniu, by wielbić i wyznawać nowe, szalone idee, ona wie, że to nie jest właściwe i stara się temu samodzielnie sprzeciwić, co jest z jednej strony szaleństwem, z drugiej zaś nadzieją, że nie wszystko stracone i pozostali jeszcze ludzie o czystych sercach i umysłach

Silver Surfer - odgrywa rolę mesjasza, szczególnie jest to widoczne w jednej scenie, gdy jego sylwetka przybiera kształt ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa, a słowa bezpośrednio nawiązują do Biblii.
Silver Surfer - Przypowieść; sylwetka bohatera przypomina ciało ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa.  Wypowiadane słowa są nawiązaniem do  Pisma Świętego. 
 "Sądzą, że jestem bezbronny, gdyż nie oddaję ciosów. Nie śmiem bowiem użyć kosmicznej mocy przeciwko nim. Nie są źli...jedynie zbłądzili. I zaprawdę nie wiedzą, co czynią."  
W ten sposób Silver Surfer wciela się w lidera światłości - istotę niemal boską, która nie przyłącza się do nowego nurtu, sprzeciwia się mu, próbuje walczyć i namawia na walkę innych, jednocześnie pozostając w znakomitej mniejszości, nie zrozumiany i odrzucony przez zaślepiony tłum.


Jakie myśli chcą nam przekazać autorzy?
Komiks jest przepełniony moralizatorskimi kwestiami, z których każda mogłaby wymagać osobnej analizy lub przytoczenia, jak chociażby ta: "Jeżeli zrezygnujemy z walki tylko dlatego, że szansa na zwycięstwo jest nikła, odwaga przestanie istnieć. Niech cel wyznacza nam drogę, nie przeciwności."

.Najważniejsza moim zdaniem nauka lub raczej przekaz utworu jest taki, że ludzie mają tendencję do ulegania, nie tylko wobec "bogów", ale także przekonań, układów politycznych, mediów - wszystkiego, co w jakikolwiek sposób mami i wabi pięknym słowem. Prawdziwe niebezpieczeństwo jest w tłumie, który ślepo wierzy w to, co jest mu mówione - śpiewa, wrzeszczy  i modli się jednym głosem, a każdy odrębny pogląd czy "głos rozsądku" traktuje jako herezję. Powody tego stanu rzeczy są różne - niekiedy winne są temu zwykłe zaślepienie i głupota ("I zaprawdę nie wiedzą, co czynią"), innym razem chciwość i samolubne dążenie do osiągania krótkotrwałych korzyści materialnych.  W takich wypadkach należy się temu przeciwstawić, nie wszyscy bowiem ulegają tłumowi. Ci którzy potrafią spojrzeć trzeźwo na problem, mają obowiązek stawić jakikolwiek opór, bez względu na spodziewane szanse powodzenia, ponieważ nawet porażka może obudzić innych ze śmiertelnego letargu. Brak działania na pewno nie pomoże zwalczyć problemu.


Komiks przypadł mi do gustu, szczególnie wspaniałe rysunki Moebius'a robią wrażenie. Nie bez znaczenia jest też całkiem uniwersalny przekaz autorów. Ale czy nie dałoby się zrobić czegoś lepiej ? Myślę, że nic by się nie stało, gdyby forma była bardziej przystępna. Twórcy wyszli z założenia, że o poważnych sprawach, należy mówić poważnym tonem i z tej przyczyny, dialogi są patetyczne, skostniałe, wszelkie nauki bezceremonialnie podane na tacy. Osobiście wolałabym, aby cały morał był rozłożony na większej ilości stron, okraszony humorem i zabawnymi wstawkami oraz ozdobiony ciekawymi postaciami. Dla mnie miarą geniuszu jest mowa bez słów, rzeczy trudne przeplatać śmiechem, pozwalać odbiorcy domyślać się, płakać, radować i pytać.

Wszystkie skany i cytaty pochodzą z polskiego wydania komiksu:
Mega Komiks 1/99, Silver Surfer - Przypowieść.
Autorzy: Stan Lee, Moebius

czwartek, października 03, 2013

X-Men The Dark Phoenix Saga - sentymentalny powrót do dzieciństwa

Nic nie dzieje się z przypadku. A może to właśnie przypadki są cegiełkami, z których zbudowane jest nasze życie?
Pamiętam jakby to było dzisiaj,  gdy na wystawie kiosku zobaczyłam niesamowitą, złowieszczo wyglądającą, ale piękną kobietę - stała pełna nienawiści w oczach, ze ściśniętymi zębami,  w czerwieni i ogniu, przybrana w nieziemski strój, gotowa do ataku, gotowa do niszczenia. To była Phoenix na cudownej okładce polskiego wydania X-Men nr 1/93, które było zamknięciem jednej z najbardziej znanych opowieści w historii amerykańskiego komiksu o superbohaterach. Ja oczywiście tego wszystkiego wtedy nie wiedziałam, widziałam tylko przepiękną okładkę,  zupełnie odmienną od całej reszty, co natenczas widywałam w kioskach. Chodziłam wtedy do podstawówki, był początek lat 1990-tych, okresu powolnego wychodzenia z prl-owskiej szarzyzny, więc temu, co przed chwilą napisałam można dać wiarę.  Bez względu na to, nadal i dzisiaj uważam, że jest to najpiękniejsza komiksowa okładka, jaką znam. Popatrzcie tylko, jak wspaniale się prezentowała po rozłożeniu :
Tm-Semic, The Dark Phoenix Saga, X-Men nr 1/93
Opakowanie było doskonałe, połknęłam przynętę, kupiłam komiks i ...nigdy nie żałowałam nabytku. Od tego momentu stałam się wierną czytelniczką nie tylko historii o mutantach, ale także opowieści o Spider-manie, Batmanie, Supermanie oraz innych komiksowych postaciach, nie tylko z Ameryki. Na tamte czasy możliwości zakupu komiksów były bardzo ograniczone, a moim marzeniem było zdobycie oryginalnych zeszytów z X-men oraz brakujących numerów już wydanych przez Tm-semic. Nie było to dla mnie osiągalne, więc pocieszałam się tym, co wydawano w Polsce na bieżąco. Próbowałam różnych serii, jednak to właśnie X-men darzyłam największym, niemal fanatycznym uwielbieniem, które po wielu latach, przerodziło się w niesłabnący sentyment, czego najlepszym dowodem jest ten oto post.  Z tamtego beztroskiego okresu pamiętam dwa tytuły, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci - The Dark Phoenix Saga wydana częściowo przez Tm-Semic oraz Szninkiel duetu Rosinski / Van Hamme.

Saga o Phoenix jest dla mnie szczególną opowieścią, gdyż od niej zaczęła się moja przygoda z komiksem jako gatunkiem.  Uwielbiałam czarujące postaci, władającą ogromnymi mocami Storm, przyciągającego uwagę Watchera,  a szczególnie niezwykle staranne rysunki John'a Byrne, które zdecydowanie wyróżniały się na tle tego, co można było spotkać w innych superbohaterskich opowieściach, już nie wspominając o Tytusie, Romku i Atomku, które były przecież opowiastkami z zupełnie innego wymiaru. Polski numer X-men 1/93 to był dla mnie najpiękniejszy komiks w moim rosnącym zbiorku, nieustannie celebrowany, przeglądany i czytany, trzymałam go w specjalnym miejscu, żeby się nie zabrudził i w ogóle, żeby nic mu się złego nie przydarzyło. Wkrótce jednak z wielkim smutkiem przyjęłam do wiadomości fakt, że kolejne numery X-men to skok w czasie, co oznaczało, że kolejne przygody wspaniałej grupy mutantów nie są bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z Sagi, a pan redaktor Wróblewski dwoił się i troił, aby na jednej stronie opowiedzieć czytelnikom co się działo z mutantami przez następnych 5-10 lat. Bardzo mi brakowało rysunków Byrne oraz starej wersji afrykańskiej piękności  - Storm, która straciła swoje moce, przerobiła się na punka i strasznie zhardziała. Subtelna bogini burz przeszła nieodzowną metamorfozę, update do wersji nadającej się do przetrawienia przez dorastającego czytelnika komiksów w latach 1980-tych. C'est la vie. Na szczęście pojawiły się inne ciekawe osobistości jak Gambit czy Rogue.   Tak się zawsze śmieję, że na tym właśnie polega przewaga komiksów o superbohaterskich drużynach, gdyż scenarzyści zawsze mogą uśmiercić część zespołu, inną część wskrzesić lub wprowadzić nowe postaci  i wciąż będziemy mieli ten sam komiks, jego kontynuację i dynamiczny rozwój. W dużo gorszym położeniu są twórcy komiksów o Batmanie czy Supermanie, bo uśmiercenie bohatera na fest byłoby równoznaczne z zamknięciem tytułu. Z Mutantami jest inaczej. Odeszła Jean Grey, przyszła Kitty Pryde - Umarł Król, niech żyje Król! Sama historia.

Moje uwielbienie dla drużyny mutantów trwa już ponad 20 lat - aż trudno mi samej w to uwierzyć, ale to niestety prawda ;). Wiele się od tamtego momentu zmieniło, nie tylko w X-men, ale i w mojej głowie, gdyż widzę dzisiaj, jak odmiennie postrzegam ówczesnych bohaterów. Postacią, która urosła w moich oczach jest Wolverine, zdołałam docenić i polubić Nightcrawlera, mój stosunek do Cyclopsa nie zmienił się - uważam go za tak samo nieciekawą postać, jak dwie dekady temu. Najwięcej punktów straciła u mnie Storm. Bez względu na to, czytając raz po raz jakieś współcześniejsze przygody tej drużyny, odnoszę wrażenie, że tamta historia o Phoenix, to był naprawdę kawał dobrej roboty. Na pewno częściowo winny jest temu sam czar dzieciństwa, który bezwiednie wypacza nasze postrzeganie świata i każe patrzeć na wszystko co przeszłe jak na raj utracony. Nawet jednak, jeżeli spróbuję odrzucić wszelkie sentymenty, stwierdzam z całą stanowczością, że rysunki Byrne'a są wyborne, podobnie jak wspaniale są  nakreślone osobowości i charaktery postaci. Mimo iż ta historia jest starsza ode mnie, uwielbiam ją. Uważam, że jest to opowieść modelowa pod każdym względem i  wszystkie komiksy powinny takie być, pod każdym względem.

A co powinien mieć dobry komiks?
To samo, co każda dobra opowieść. Coś do śmiechu, coś do płaczu, coś do przemyślenia, coś do schowania na później  - coś,  co zawsze się będzie pamiętać. The Dark Phoenix Saga to smutna opowieść z zamierzchłych czasów, gdy komiksy były jeszcze postrzegane jako naiwne historyjki dla dzieci. Nic tam nie działo się na serio. Świat był pełen dobrych superbohaterów, którzy dawali dobry przykład sprawiając manto niegrzecznym złoczyńcom. Były tematy tabu, jak seks, narkotyki i śmierć. To zabawny okres bez kropli krwi i skrawka mięsa, także bez przekleństw,  gdzie mutanci walcząc ze śmiertelnymi wrogami na morzach, lądach i na obcych planetach, zawsze wychodzili z walki w wielkim stylu, niby wygrywając, ale w zasadzie nie robiąc nikomu krzywdy. Nie ważne jak długo i zacięcie Wolverine szalał na stronach komiksu ze swoimi najostrzejszymi na świecie pazurami  - krew nie trysnęła ani razu, ani jeden mózg nie wybuchł na koszulę czytelnika.  Zabawny był ten świat - niby nie było to dawno, ale za to zupełnie inaczej. I nagle w tym irracjonalnym, baśniowym świecie, gdzie nawet złoczyńcom nie może się wiele złego stać, umiera ktoś - Jean Grey, postać pierwszoplanowa, postać dobra i przez wszystkich kochana. To wielki cios dla drużyny, dla wszechświata i dla fana X-Men.  Śmierć Jean jest bezpośrednią konsekwencją jej moralnej degeneracji, pięknie przedstawionej przez scenarzystów na łamach wcześniejszych numerów serii. Za tę demoralizację, za którą winę ponosi Phoenix, jej demoniczne alter ego, Jean musi zostać ukarana. Śmierć milionów niewinnych istnień nie może być przemilczana.  Odchodzi pozytywna postać, w której rośnie pierwiastek zła, stanowiący zagrożenie dla wszystkich. Jean jednak nie umiera z ręki tych, którzy ją ścigali, Jean uśmierciła się sama, rozwiązując problem spędzający sen z powiek wszystkich uwikłanych postaci, a także nie pozwalając na to, by ktokolwiek splamić musiał swe ręce jej krwią. Historia jest bardzo czytelna i wymowna, a do tego pozbawiona patetyczności. Mamy więc chwile smutne, tragiczne zakończenie, które wpłynie na losy wszystkich, mamy też morał i kilka ważnych pytań o istotę człowieczeństwa i cenę poświęcenia. Jakby tego mało, wszystko jest pięknie zilustrowane  wymownymi rysunkami Johna Byrne'a i okraszone zabawnymi dialogami bohaterów, które dla mnie są podstawowym -musiszmieć każdej udanej opowieści. Czy o czymś zapomniałam ? Może tylko nadmienić, że bohaterowie są naprawdę dobrze przedstawieni - każdy ma swój świat, charakter, przyzwyczajenia, obawy, sposób żartowania, indywidualne zalety  i wady, co czyni komiks niesłychanie przyjemnym w odbiorze. Umiejętność przedstawienia postaci jest niesłychanie cenna, bo często stanowi o tym, czy będziemy chcieli śledzić ich przygody, czy też nie. Nad Sagą o Mrocznej Phoenix możemy zarówno zapłakać, jak i pośmiać się z niej, warto się też zastanowić nad morałem i zamknąć komiks na X-Lat, by przeczytać raz jeszcze i sprawdzić, kto się posunął bardziej - bohaterowie opowieści, czy my sami.

Może to tak idealistycznie brzmi, jakbym chciała powiedzieć, że "komiks ten jest bez wad". No cóż, jeżeli nie mogę sobie teraz żadnych wad przypomnieć, to się nie będę wysilać i wymyślać na poczekaniu, coby malkontentom się przypodobać. Na pewno każdy, kto przeczyta tę historię, będzie miał frajdę z lektury i ewentualne niedociągnięcia wyłuska samodzielnie.

Momenty - czyli, pamiętne, zabawne lub z jakiegokolwiek powodu warte przypomnienia sceny z komiksu The Dark Phoenix Saga prezentuję poniżej. Wiele wysiłku kosztowało mnie zrezygnowanie z części wcześniej przygotowanego materiału, gdyż zrozumiałam, że zbyt wiele miejsca poświęcam Wolverine'owi, a nie chciałabym, żeby czytelnicy odnieśli mylne wrażenie, że Saga jest o Loganie, zamiast o Phoenix. Z tego powodu, jeżeli chcecie zapoznać się z resztą czadowych momentów, odsyłam do komiksu. Prezentowane sceny przedstawione są bez zachowania porządku, w tym alfabetycznego ;)

1.
Pisząc o wspaniałości Sagi, zapomniałam wspomnieć o jednej pięknej cesze, która charakteryzuje zarówno tę opowieść, jak i inne  o X-men. W komiksie mnóstwo jest z pozoru nieistotnych wstawek, dodatków, smaczków, bez których w zasadzie fabuła mogłaby się objeść, ale jednocześnie ich brak wpłynąłby negatywnie na wartość i odbiór całości w długim okresie. Przerywniki, które zabierają czasem jeden, czasem dwa lub trzy kadry, pozwalają na wzbogacanie treści o humor, przemyślenia,  budują wizerunek bohaterów przez lata.

Scenka poniżej rozgrywa się w restauracji; podczas gdy Ororo przy stoliczku popijając lemoniadę rozmawia z nowo poznaną mutantką - Kitty Pryde, Wolverine buszuje w dziale z magazynami dla dużych panów - na regale stoją sobie Playboy, Penthouse .... . Logan właśnie przerzuca stronice Penthouse, gdy niegościnny właściciel postanawia go upomnieć, że to nie czytelnia i zanim się poczyta (lub poogląda) to trzeba zapłacić (skąd my to znamy). Wolverine nie przyjmuje takich kazań do wiadomości i już chwycił sprzedawcę za fartuch, aby powiedzieć, co o tym wszystkim myśli i gdyby nie wysłannicy Hellfire Club, pewnie by sobie trochę na nim poużywał. W zasadzie niby nic specjalnego - magazyny dla panów, jak wszędzie i ta sama sroga mina sprzedawcy, gdy się chce skonsumować bez płacenia, ale ile radochy - to wszystko w towarzystwie Logana, jako tło do niezapomnianej historii, jaka się ma dopiero rozegrać. Marvellous!


2. 
Do pamiętnych chwil zaliczam pierwszą małą-wielką akcję Kitty Pryde, gdzie użyła swych zdolności, by na rozkaz Cyclopsa uwolnić członków X-Men, tutaj otwiera klatkę, pozwalając wyjść z niej oszołomionemu Wolverine'owi, po czym stwierdza, że człowiek niewiele wyższy od niej samej ważyć musi chyba z tonę;). Scena jest fantastyczna - drobnej budowy, urocza nastolatka, jeszcze nie bardzo się orientująca w swoich dopiero odkrytych dziwacznych umiejętnościach, ratuje z opresji "starego wyjadacza", który przypomina tutaj niewinne kurczątko, a nie śmiertelnie niebezpiecznego Rosomaka. 


3.
W opowieści, na kolejnych jej stronach pokazany jest w sposób nienachalny, powolny proces demoralizacji Jean przez mieszkającą w niej Phoenix. Rozkład ten zapoczątkował się na długo przed Sagą, a jego przejawami są drobne gesty, czyny, słowa, spojrzenia i myśli bohaterki. 

Tutaj Jean spotyka Emmę Frost, "Jak rozumiem, uważasz się za telepatkę" ....rzuca ambitnej blondynce pogardliwe wyzwanie......... . Ciemna strona Phoenix bierze górę nad delikatną naturą członkini X-Men i jest to szczególnie widoczne nie tylko za sprawą wyniosłego jej tonu , ale i specyficznego zobrazowania sceny przez rysownika.

W tej scenie, kilka stron wcześniej, obserwujemy inny przejaw mocy Phoenix, która bezceremonialnie zatrzymuje wóz z najemnikami Hellfire Club. Sytuacja do której doprowadza jest groźna, a użyte środki niewspółmiernie ostre do okoliczności.  
Phoenix jest wyniosła i wydaje się napawać tą chwilą. Cyclops upomina Phoenix "Coś ty narobiłą? Mówiłem, żebyś zatrzymała ten wóz, a nie zamieniła go w kupę złomu". Phoenix jednak nie czuje skruchy "Te zwierzęta dostały to, na co zasługiwały".

Niszczycielska, żądna zemsty moc Phoenix wzbiera. Ocucona z transu Jean, postanawia brutalnie obejść się ze swoim oprawcą Mastermindem, wysyłając jego umysł w bezkresną podróż po kosmosie, w wyniku czego nieszczęśnik "zamienia sie" w wysuszone warzywo. Dla Phoenix jest to tryumf, który stanowi dla niej źródło przyjemności i jest symptomem jednego z ostatnich stadiów deprawacji osobowości bohaterki przez pozaziemską siłę.

4.
Wolverine w akcji - to jest to ! To chyba mój ulubiony występ Logana ever  - jeszcze tego "ever' nie jestem pewna, jednak faktem jest, że scena poniżej przeszła do historii. Wolverine jest gościem, który jeżeli już upada, to tylko po to, żeby się podnieść. Generalnie w komiksach ląduje na grzbiecie średnio częściej niż inni członkowie grupy, ale po latach stwierdzam, że to tylko dlatego, żeby móc zrobić coś takiego :
 "Dobra frajerzy...pokazaliście, na co was stać! Teraz moja kolej!" I jest git! Tak się kończy numer 132 X-Men. W następnym - 133, mamy samotnego wilka szarżującego po zakamarkach Hellfire Club i obracającego całe towarzystwo cieniasów w perzynę. Logan nie szczędzi nam zawadiackiego humoru i funduje wiele stron akcji, gdzie każdy kadr jest odlotowo czaderski i wart pokazania. Jednak, jak już wspomniałam, nie czas tu i miejsce na wychwalanie wyczynów Rosomaka, wszakże opowieść dotyczy czego innego ;).
Na specjalne uznanie zasługuje scena, gdzie Logan błyskotliwie rozprawia się ze swoim przeciwnikiem wykorzystując nie pazury, a ukryte zdolności negocjacyjno - perswazyjne. W wyniku klarownego przedstawienia sytuacji przez naszego bohatera, zbir z Hellfire Club poddaje się bez walki " Co robisz? Nie podchodź! Poddaję się Poddaję!!! Nie proszę nie!" - krzyczy.  Logan oczywiście dopada paskudnika, który o mały włos nie dostaje zawału serca  - " Spokojnie, koleś. Nie zabiję cię. Nawet nie zrobię ci krzywdy...", a w duchu myśłi " Odkąd przyłączyłem się do X-Men trochę złagodniałęm. Dawniej gnojek nie miałby wyboru."

Cały rozdział będący przedrukiem numeru 133 X-Men jest jak najbardziej godny uwagi, podobnie jak i kolejny, w którym Logan także ma kilka swoich fajowych momentów.

5. 
Czy pamiętacie Nightcrawlera ? W ostatnich przedrukach komiksów amerykańskich, jakie pojawiają się w Polsce, niewiele go widać. Nightcrawler jest z Niemiec i oprócz zdolności teleportacyjnych, akrobatycznych i osobliwego wyglądu, odznacza się szczególnym poczuciem humoru. Tutaj, jest w trakcie ciekawego "pojedynku"z Sebastianem Shawem z Hellfire Club. Lubię tę scenę, gdyż świadczy o niebywale lekkim stosunku "diabełka" do otaczającego świata, który nawet w obliczu zagrożenia, potrafi śmiać się niebezpieczeństwu w twarz. Nightcrawler to naprawdę odlotowa postać i tym bardziej brakuje mi go w ukazujących się u nas komiksach. 
6. 
No i są nasze ptaszki nierozłączki. -  Jean i Cyclops. Los sprawił, że mają chwilę spokoju dla siebie; Jean zachciało się zobaczyć twarzy Scotta ( co nie jest łatwe, bo ten cały czas chodzi i śpi w specjalnych okularach ), zdjęła więc wizjer chroniący przed możliwą tragedią i przy pomocy telekinezy trzymała promienie w ryzach, a potem buzi buzi. To romantyczny moment, kiedy Scott wypowiada w myślach niby nic nie znaczące zdanie " Jak Jean może powstrzymywać tak wielką moc?!" . To prawda moc Jean-Phoenix jest ogromna i jeszcze pewnie nie zdaje sobie sprawy jak ogromna. 
Nie przepadam za Scottem jako postacią, jednak moment jest uroczy, intymny i wymowny. To jeden z niewielu szczęśliwych chwil, które para ta będzie mogła przeżyć razem przed nieuchronnie zbliżającym się finałem.


7. 
To decydujący moment opowieści - burzliwy punkt zwrotny, który zadecyduje losach wszystkich. Niszczycielska, żarłoczna moc osiąga swój szczyt  - Phoenix pochłania gwiazdę, jednocześnie skazując miliony "miłujących pokój" istnień na zagładę. Tak wielka zbrodnia nie może pozostać bez kary. Zaraz po tym, Phoenix unicestwia statek imperium Shi'Ar, stawiając w ten sposób kropkę nad i. Teraz mamy już z górki.  

8. 
Triumfująca Phoenix wraca na ziemię, a tam koledzy z X-men próbują ją ostudzić wszelkimi możliwymi sposobami. Beast nawet skonstruował diadem, którego celem jest ujarzmienie przeciwniczki. Nie jest łatwo walczyć na poważnie z kimś, kto jest Twoją przyjaciółką, za którą cały czas uchodzi Phoenix. Jedynie Wolverine, zdaje się, potrafi rozdzielić te dwie istoty i dosyć zdecydowanie przechodzi do ofensywy, gdy tylko nadarza się taka okazja. "Wszyscy się cackają"  - myśli, wysuwa pazury z zamiarem zakończenia tej kwestii definitywnie i po swojemu bez ceregieli, przeczuwając, że to nie jest "kochana Jean", a niebezpieczna Phoenix. 

Dla Wolverine'a musiała być jeszcze trudniejsza akcja, niż dla innych członków zespołu ....
...no i jak wiemy z komiksu, Logan zawahał się, przez jedną okropną chwilę, gdy nagle przemówiła Jean, tylko po to, by za chwilę znów Phoenix mogła przejąć całą kontrolę nad jej ciałem i umysłem.

9. 
No i pamiętna chwila tuż po tym, jak profesorowi X udało się wyzwolić Jean ze szponów Phoenix. Jean osunęła się na ziemię nagusieńka jak ją Pan Bóg stworzył. "O rety, nie do wiary. Tata się zaczerwienił!" szepcze do siebie w myślach rudowłosa mutantka. Czyż to nie jest surrealizm sytuacyjny?! Uwielbiam takie wstawki - to ogromna siła niemal wszystkich historii o X-men. 

10.
Onegdaj nazywałam go kosmitą - dla mnie wyglądał jak kosmita ze starożytnego Rzymu, a był to po prostu WATCHER, postać która otworzyła i zamknęła ostatni rozdział Sagi o Mrocznej Phoenix. Watcher grzecznie przedstawia się czytelnikowi na samym początku, mówi kim jest i co robi, a robi niewiele, po prostu obserwuje i nie miesza się do spraw, które jego nie dotyczą. Pamiętam, że zawsze ten fragment komiksu wzbudzał we mnie jakiś rodzaj respektu - istota wyższa, nie będąca ani aniołem, ani bogiem, łącząca jednocześnie cechy ich obu, obserwuje i komentuje wydarzenia, nie zamierzając w nich uczestniczyć ani manipulować jakimś tam wihajstrem. To było wielkie - WOW - wreszcie pojawia się jakaś super istota i nie chce nikomu pokrzyżować planów! Watcher, mimo że tylko sobie patrzy, nie jest nierobem. To postać bardzo ważna, bo komunikuje czytelnikowi bardzo istotny przekaz "to co za chwilę się wydarzy, będzie miało ogromny wpływ na losy świata". Dzięki niemu dowiadujemy się, że uczestniczymy w widowisku, prawie jak na meczu piłkarskim, którego wynik będzie decydujący tak dla grających drużyn, jak i kibiców.  


11. 
Charles Xavier wyzywa Lilandrę na pojedynek o życie Jean Grey - "Lilandro  ! Stój! Jean Grey Arin'nn Helar' " - krzyczy, których to słów Cesarzowa nie może zignorować i przyjmuje wyzwanie. .Charles wierzy, że walka będzie uczciwa i że ma szansę na ocalenie w ten sposób swojej uczennicy. Prawda jednak jest taka, że Jean Grey musi zginąć. Pojedynek sie odbędzie, ale wynik jest z góry przesądzony.

12. 
Lilandra dała członkom X-Men jeden dzień na przygotowanie się do pojedynku. Każdy otrzymał swój pokój i wszystko co niezbędne. W tej scenie Jean przychodzi porozmawiać ze Scottem - zdecydowała się walczyć w swoim pierwszym stroju, gdy zaczynała przygodę z X-men jako Marvel Girl. 

"Przebrałaś się za Marvel Girl! Dlaczego?!" - pyta Scott
- "Nie wiem...może to nostalgia? Duma? Zaczynałam jako Marvel Girl i jako ona zakończę"

To wspaniała scena, złowróżebny wstęp do epilogu. 

13. 
Zawsze lubiłam tę scenę - robiła na mnie spore wrażenie. Colossus ściera się z Gladiatorem i w ferworze walki znikają pod gruzami walącej się starożytnej budowli. Wkrótce spod gruzowiska ktoś się powoli wydostaje. Najpierw widać dłoń, potem ramię i tułów i oczom ukazuje się zwycięzca  - Gladiator z Imperialnej Straży. W ten sposób, krok po kroku, scenarzyście wspaniale budują atmosferę nadchodzącego, tragicznego zakończenia. 

14. 
Po serii porażek, jakie ponoszą X-men w pojedynku z Imperialną Strażą, zakończenie wydaje się być oczywiste. Tym bardziej wzruszająca i piękna jest ta scena:
Gesty mówią więcej niż słowa i śledząc opowieść od samego początku, każdy  z łatwością zda sobie  sprawę z beznadziejności tej sytuacji. Mimo kurczących się szans i w obliczu nadciągającej porażki, Scott i Jean nie dopuszczają do siebie najgorszych myśli, przez słowa miłości, domyślnie cedzą niewysłowione sylaby pożegnania, które parują pięknym uściskiem dłoni jakby chcieli powiedzieć "na śmierć i życie". 
- "gotowa?"
- "gotowa?
- "Ruszajmy!"

15.
"Fastball Special" to popisowy numer Colossusa  i Wolverine 'a, podczas którego zazwyczaj rosły i silny człowiek ze stali ciska Rosomakiem w kierunku wrogiego celu. Logan z zawrotną prędkością mknie tam gdzie trzeba  i robi co należy swoimi pazurami, nie patyczkując się z obiektem. Dla wszystkich, którzy znają ten numer i jak on powinien wyglądać, zabawna się okaże scena, gdzie role zostają odwrócone i  to Wolverine podnosi Colossusa i rzuca nim w kierunku wroga. Wolverine uznaje to za konieczność, gdyż obawia się, że znowu może się zawahać w decydującym momencie i nie zadać Phoenix decydującego coup de grâce . Jest przekonany, że Colossus nie związany uczuciowo z Jean, będzie miał mniej skurpułów. 
Scenka zabawna - jest jak śmiech przez łzy, bo rozegrana w obliczu tragedii ....Jean Grey ponownie przeistoczyła się w Phoenix. 


16. 
Finał się dokonał. Jean wie, że jest potworem i Phoenix, która się w niej narodziła, musi zostać unicestwiona. Popełnia samobójstwo, uwalniając w ten sposób swoich kolegów od ciężaru podejmowania najtrudniejszej decyzji w ich życiu, a świat od widma zagłady. Jakkolwiek by nie wyglądała ta scena, jest oczywistym zakończeniem historii ....

17. 
......do której dodaje swoje dwa grosze poznany na wstępie WATCHER, komentując oglądane wydarzenia:. 

"Jean Grey mogła żyć. Stać się Bogiem. Ale dla niej ważniejsze było to, by pozostać człowiekiem - nawet za cenę własnego życia."




Skany pochodzą z X-Men Mroczna Phoenix, komiksu wydanego w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, nakładem wydawnictwa Hachette w roku 2013. Wspaniała przygoda - gorąco polecam. 



see