Pokazywanie postów oznaczonych etykietą logan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą logan. Pokaż wszystkie posty

sobota, lutego 22, 2014

X-Force: sex, przemoc i Wolverine

Znowu to samo ;) Wściekły Logan i jego nigdy nie stygnące pazury. Do tego dochodzi Domino - naprawdę bardzo współczesna babka, która wie, czego chce i nie zastanawia się długo, by to wyartykułować, gafa z ciężarówką pełną pieniędzy, pościg i krew, którą lepiej byłoby przekazać na do centrum krwiodawstwa, niż tak bezmyślnie rozlewać po chodnikach. Czyli podsumowując, mamy tu seks, przemoc, pieniądze i to by było chyba wszystko, co potrzebne przeciętnemu czytelnikowi, żeby go zachęcić do sięgnięcia po to "dzieło".  Wszystko, na pewno ? No oczywiście, że nie. Jest tam przecież jeszcze Wolverine - niegdyś powściągliwy na wielu płaszczyznach wielbiciel samotnych rozmyślań, teraz szalejący żądzą cięcia mięsa kogut, na którego zdają się lecieć wszystkie kury w okolicy.

Dobrze, brzmi tak, jakby mi się ta powiastka w ogóle nie podobała, a przecież tak nie jest. Prawdą jest, że gdyby nie rysunki Gabrielle dell'Otto to nawet bym nie pofatygowała się zajrzeć do środka tej historyjki, ale patrzcie na to :


I tak wyglądają wszystkie strony. Makaroniarz ma naprawdę talent i warto się zaopatrzyć w ten komiks chociażby z tego tylko powodu.  Po zapoznaniu się ze wszystkimi trzema częściami historii stwierdzam, że mimo "błędów i wypaczeń", tudzież kontynuacji procesu bezczeszczenia rewelacyjnej postaci, jaką jest Rosomak, komiks da się czytać i nie jest taki zły. Jest on zabawny, łatwy w odbiorze i tak naprawdę służy rozrywce, więc oczekiwanie od niego jakichś niesamowitych ambitnych sztychów byłoby nadużyciem. Wolverine jest rozbrajający ze swoją graniczącą z groteską gburowatością, Domino powala swobodą bycia, historia się sama wręcz połyka i pięknie ogląda. Dobra lektura przed snem, na pewno nie znudzi.

A najbardziej, pomijając oczywiście wspaniałe rysunki dell'Otto, podobało mi się pikantne zakończenie z tematycznym podtekstem opowieści, gdy Domino i Logan odjeżdżają nowym wozem.
dobry komiks to dobre zakończenie

"Now. Just relax and keep your eyes on the road...". 

Czasem, zakończenia bywają najciekawszą częścią opowieści ;).


Skany pochodzą z komiksu X-Force Sex and Violence 1-3, 2010
autorzy: Yost, Kyle, dell'Otto


wtorek, stycznia 07, 2014

Śmiertelne wyzwolenie - pazury Logana na piersi Ororo

W 1993 roku, gdy TM-SEMIC rzucił do kiosków dwa zeszyty ambitniejszych opowieści z serii X-Men, nie mogłam sobie  darować koszmarnej przemiany, jaką przeszła bogini burz Storm. Numer 3/93 otwiera przepełniona bólem wędrówka bohaterki przez afrykańską pustynię, gdzie doświadcza ona wizji, będących odzwierciedleniem jej pragnień, obaw, rekapitulacją jej ostatnich doświadczeń. Jedną ze scen, które wtedy przykuły moją uwagę była ta, gdzie Wolverine przyłożył pięść do piersi Storm, oferując swoją gotowość do wysunięcia śmiercionośnych pazurów i uwolnienia jej od wszelkich ziemskich męczarni. "Koniec z Bólem i Strachem". 

Ororo doświadcza rozmaitych wizji na pustyni, widzi swoich kolegów  z X-Men, w tym Logana, który oferuje jej nietypową pomoc w rozwiązaniu wszelkich problemów. Rozwiązanie ma charakter ostateczny.

Scena rozgrywa się się tylko w głowie Storm. Brutalność Wolverine'a znajduje swój przejaw w ukazaniu go jako cynicznego, pozbawionego skrupułów człowieka, którym w głębi serca nie jest, a co jest jedynie interpretacją Ororo. To niezwykle ciekawe, gdyż w komiksowej rzeczywistości,  Logan jest daleki od propagowanie tego typu rozwiązań, szczególnie względem przyjaciół.

Skan pochodzi z komiksu TM-SEMIC X-Men 3/93

niedziela, grudnia 29, 2013

Ukojenie w Sercu Bestii - Do czego Wolverine potrzebuje małych dziewczynek ?

"Tam w środku musi być coś z człowieka. I to coś jest przerażone, i cierpi, a ja tego czegoś nie zostawię na pastwę losu" 

(Wolverine nr 39, Wolverine Essential tom 2, wydanie Mandragora).

Gdybyście musieli zostawić swoją 5-letnią córeczkę pod opieką jednego, wybranego superherosa ze świata Marvela, kogo byście wybrali na bodyguarda ? Scenarzyści już od dawna, bo od lat 1980-tych, przekonują czytelników, że najlepszą supernianią dla dzieci jest Logan, który nie tylko ma wszelkie predyspozycje techniczne do przeprowadzenia skutecznej obrony pociechy, ale i potrafi nawiązać z nią niespotykaną wręcz więź uczuciową. Małe dziewczynki uwielbiają Wolverine'a, nawet jeżeli początkowo się go trochę boją, potrafią mu w końcu zaufać i polubić. 

Jak to możliwe, że "najniebezpieczniejszy człowiek na ziemi", mający za sobą traumatyczne doświadczenia życiowe, żłopiący piwsko cysternami, palący jak lokomotywa, nie przebierający tak w środkach, jak i w słowach, może być kojarzony jako idealny kompan i opiekun niewinnych, kilkuletnich dzieci?  To nie jest pomyłka. Autorzy w różnych okresach podrzucali i nadal podrzucają Rosomakowi takie na przykład LeeLee czy Elsie Dee w opałach, którymi ten się natychmiast zajmuje, i to z największym poświęceniem oraz zaangażowaniem, narażając własne, nie takie łatwe, życie. Czy Wolverine ma coś przeciwko wcielaniu się w rolę niani ? Ależ skąd. Nawet jeżeli splot wydarzeń zmusi go do wychrząkania kilku dźwięków dezaprobaty, nie są one wyrazem jego prawdziwych uczuć. Tak naprawdę, dusza Logana jest  niezwykle delikatna, efemeryczna niczym srebrna pajęczyna ("gentle soul", jak to określiła kiedyś Jean Grey) i jeżeli na pierwszy rzut oka tego nie widać, to tylko dlatego, że dostępu do niej broni pokryta skorupą i zawsze jakimiś świeżymi strupami, szorstka powierzchowność. Wnętrze Rosomak to taka perła, ukryta w muszli. Albo skarb, zazdrośnie strzeżony przez ziejącego ogniem smoka. Nie każdy może się do tego skarbu zbliżyć i podziwiać jego piękno. Mogą to zrobić jedynie ci, którzy mają klucz, którym  są najczęściej czystość, niewinność  i dobroć. Któż może mieć więcej tych cech niż dzieci, a szczególnie dzieci płci żeńskiej ? W błędzie byłby ktoś, kto by twierdził, że są one jedynie biernym obiektem obrony. Tak naprawdę pełnią one ważną funkcję w życiu Wolverine'a - są balsamem dla jego duszy, leczą jego poharatane myśli, łatają krwawiące blizny. Wolverine bardzo ich potrzebuje, bo w pewien sposób, odzwierciedlają to, czego bardzo mu brakuje, czego pragnie, z czym chciałby się identyfikować,  co jest jego drugą prawdziwą, acz schowaną za parawanem codzienności naturą. To dlatego tak łatwo mu się otworzyć na te małe istoty, zrozumieć ich ból, strach, pocieszyć, pozyskać ich zaufanie i uczucie. Logan korzysta przy tym ze swej emocjonalnej inteligencji. 

Logan to postać bogata wewnętrznie, wydająca się przeżywać wszystko z niespotykaną intensywnością. To emocjonalna bomba. Dla stworzeń cierpiących jest boleśnie czuły, dla jednostek wrogich staje się żywym demonem zniszczenia, gotowym je rozszarpać gołymi zębami ( o pazurach nawet nie ma co wspominać). Ma w sobie niezbadane pokłady wrażliwości i dobroci, ale nigdy ckliwości. Oczy dziecka dostrzegają w Loganie dobrą duszę, gdyż dzieci widzą więcej niż dorośli, nie są skażone złymi wzorcami, jakimi nasiąka każdy z latami. W obecności dzieci Wolverine czuje się chyba lepiej, bezpieczniej pod każdym względem, nie tylko fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym. Wie, że ze strony tych istot nie może go spotkać nic złego. Tak samo nie może czuć się w obecności dorosłych, którzy wielokrotnie zawiedli go w przesłości. Z dziećmi szybko nawiązuje wspólny język, jest szczery i czuły, potrafi docenić dziecięcą czystość i delikatność.  Ponieważ dziećmi są przeważnie dziewczynki, te piękne i dobre cechy ulegają jeszcze spotęgowaniu. Chłopcy szukają wojny, dziewczynki miłości. To dlatego Rosomaka zestawia się z tymi drugimi. 

W komiksach często Logan przedstawiany jest jako rosły, nieokiełznany, dziki (półnagi) i brutalny mężczyzna, który trzyma za rękę małą, niewinną i przerażoną dziewczynkę. Łączy ich jednak coś więcej niż uścisk dłoni. Obie kontrastujące  sylwetki mają ze sobą więcej wspólnego niż widać to gołym okiem. Łączy ich czystość dusz i łagodność wnętrza. Kontrast jest więc podwójny. Ich fizyczne przeciwieństwa skontrastowane są z podobieństwem natury i umysłów.  Logan wielokrotnie podkreślał, że wbrew pozorom, nie jest ani maszyną, ani potworem, tylko człowiekiem. Człowieczeństwo jest dla niego ogromnie ważne, a najlepiej demonstruje się ono właśnie w ten sposób. Okazując drugiej osobie, słabszej i cierpiącej pomoc i współczucie, stajemy się lepszymi ludźmi. Czy te dwie splecione dłonie nie są tego przypieczętowaniem ?

O czym chcą nam powiedzieć autorzy, przedstawiający Logana trzymającego za rękę jeszcze jedną małą dziewczynkę ? 
Jesteśmy fizycznie inni, ale łączy nas coś, czego nie można dostrzec gołym okiem.
Nie jestem bestią, jestem człowiekiem.
Jesteśmy podobni, potrzebujemy się nawzajem.

LeeLee i Logan. Okazuje się, że nie tylko Rosomak pomaga małym dziewczynkom, ale i one pomagają Rosomakowi. 


Lee Lee zaopiekowała się Loganem, dała mu miejsce do spania i napoiła. Wszystko co może zrobić mała dziewczynka dla cierpiącego człowieka. 

Sekundę wcześniej, zanim Wolverine zszedł na dół do tej restauracyjnej piwnicy, by uratować małą, przerażoną dziewczynkę, zdążył wybebeszyć pazurami bandę ludzkich bestii na górze. Rosomak szybko przechodzi ze stanu "szał berserka" do stanu "anielskiego" , w zależności od tego, czego wymaga sytuacja. To są jego naturalne, niemal odruchowe zachowania.


Dla niewinnych i cierpiących - oczy Anioła Stróża; oczy które widzą ból i dzielą go z ofiarą, odczuwając go niemal fizycznie .....
- Proszę Pana, czy mogę zadać pytanie
- Pewnie kochana. 
- Czy Pan ....Czy Pan jest Spider- Manem ? 
.........





- Nie kochanie, Spider Man to mięczak....


Mała Po, kolejna dziewczynka, która potrzebuje pomocy Logana ......a ten zrobi dla niej prawie wszystko.

Mała Po uwielbia Logana
Wspaniała historia Logana i małego Androida Elsie Dee, który został zaprojektowany, żeby zniszczyć Wolverine'a. Wolvie ratuje małą z pożaru, nie wiedząc, że to pułapka i z ogromną troskliwością przytula ją do siebie, zapewniając, że wszystko jest już w porządku. Mała, mimo że jest androidem, jest wzruszona okazanymi uczuciami i odwzajemnia się Loganowi, pokonując program, który miał doprowadzić do wybuchu i zniszczyć Rosomaka. Cała opowieść ciągnąca się przez kilka zeszytów jest wciągająca i ciekawa. Logan wyczuwa, że mała Elsie Dee nie jest zwykłym "robotem" i jest przekonany, że tkwią w niej ludzkie uczucia, czego dała dowody. Logan, jako jedyny, traktuje androida jak normalne, czujące  i myślące stworzenie, któremu przysługują takie same prawa, jak każdemu człowiekowi. Inni postrzegają dziewczynkę jako zwykłego robota napakowanego niebezpieczną elektroniką.

"Tam w środku musi być coś z człowieka. I to coś jest przerażone, i cierpi, a ja tego czegoś nie zostawię na pastwę losu" 

Elsie Dee: "To nie w porządku ....tełaz, kiedy ktoś się o mnie zatłoszczył, wszystko musi się skończyć" (Wolverine nr 39, Wolverine Essential tom 2, Mandragora )


"Tam w środku musi być coś z człowieka. I to coś jest przerażone, i cierpi, a ja tego czegoś nie zostawię na pastwę losu" (Wolverine, nr 39, Wolverine Essential tom 2, Wydanie Mandragora )

"Ty to umiesz postępować z kobietami Logan..... w każdym wieku i w każdej postaci." ( Wolverine, nr 39, Wolverine Essential tom 2, Wydanie Mandragora )

Wolverine" Ona jest inna" . ...."Ten mały robot też ma uczucia".
Mała Energizer, którą polscy czytelnicy znają z opowieści "Wounded Wolf" (Ranny Wilk, X-Men nr 3/93, Tm-Semic 1993) to kolejna mała dziewczynka, która pomaga Rosomakowi i nawzajem. Początkowy strach i przerażenie, zastąpiony jest stopniowo rodzącym się zaufaniem dziewczynki do dzikiego, brutalnego mężczyzny.

Współczucie. Gdy inni widzą w Tobie zagrożenie i bestię, niektórzy potrafią dostrzec, że cierpisz . 

Troska, współczucie, zrozumienie, dialog ....ból i strach - wszystko co nas łączy, to co nas czyni ludźmi, to co nas zbliża do siebie. 
Zaufanie.


Niebezpieczeństwo z zewnątrz.

Człowieczeństwo, strach,  zaufanie. Początek przyjaźni ? 
Logan jest niezwykłą postacią. Najczęściej scenarzyści starają się uwypuklić jego zwierzęcą naturę, która w istocie drzemie gdzieś bardzo blisko pod powierzchnią i najłatwiej ją sprowokować. Sam bohater nie lubi tej części siebie. Na ironię, jest on bardziej ludzki i wrażliwy, niż znakomita większość jego kolegów po fachu. Nie jest to jednak pretekstem do tego, żeby się miał patyczkować z tym czy innym kolesiem. Logan jest brutalny i bezkompromisowy, "najlepszy w tym co robi", a robi to często. Źli ludzie budzą w nim demona, zwykli ludzie nieufność, dzieci i cierpiący dobroć oraz współczucie.
Z uwagi na częste przedstawienia Logana jako rozjuszonej, opętanej szałem bestii, małe dziewczynki wydają się stanowić najbardziej jaskrawy kontrast dla tej części jego fizyczności, która jest najbardziej powierzchowna, ale i najmniej mówiąca o nim, jako o człowieku. Tymczasem dusze tych dzieci są jakby lustrzanym odbiciem tego, co Wolverine skrywa wewnątrz.

Czy się z tym zgadzacie?

Skany z następujących komiksów:
- X-Men 3/93 Tm-Semic
- Essential Wolverine t. 2, Mandragora
- Wolverine / Hulk, Mandragora
- Wolverine Vol.2 nr 181
- Giant Size Wolverine nr 1 / 2006

poniedziałek, grudnia 16, 2013

Wolverine & Hulk Sześć Godzin - czy Logan potrzebuje plastrów opatrunkowych ?

Nie miałam ochoty czytać tego komiksu, doprawdy. Odstręczały mnie kreskówkowe rysunki  i postać Hulka .....dobry miłosierny, znowu zieloniec.  Jak wrzuciłam w internet nazwisko rysownika, stwierdziłam, że nie koniecznie rysunki są tak bezpłciowe,  a kolory, które są zwyczajnie pastelowo mdłe i ciężko się na to patrzy. Tyle narzekania. Sama historia jest wciągająca i nie żałuję wieczornej lektury. Poznajemy tu chłopca, którego xxxxx  i który xxxx. Na swej drodze spotyka on Hulka (Bannera) i xxxx. Pod koniec do akcji włącza się także Wolverine, który xxxxx i ostatecznie staje do walki ze swoim starym przeciwnikiem Shredderem (co za pseudonim -  wymowny!). Wynik pojedynku jest jak zwykle jedyny możliwy i słuszny. Na fniszu pozostaje jeszcze jeden adwersarz - zielony Hulk .... .

W ten sposób niewinne ukąszenie węża stało się pretekstem do niejednego wysunięcia pazurów przez naszego ulubieńca Logana, dzięki czemu czytelnik stał się świadkiem tańców - szturchanych, ciętych i przeklinanych.

Wszystko pięknie ładnie, tylko się zastanawiam, co robią na koniec plastry na buzi Wolverine'a ?


Nie chcę być męcząca, ale z tego co wiem, jest to zwyczajne marnotrawstwo materiału. Przecież wiadomo, że Hulk spuścił Rosomakowi manto, a i tak to nie zdało się na wiele wobec Logana  zdolności samouzdrawiania. Plasterki są z resztą symboliczne i tak nie byłyby w stanie zakryć obrażeń, jakich doznał Logan w trakcie pojedynku.

Jakaś ciekawa postać  w komiksie  ?
O tak - Shredder. Strasznie brzydaśny typ, mówię Wam. Jeżeli ktoś powinien sobie zrobić plastyczną operację lub wstrzykiwać botox, to na pewno ten gość.

Tutaj Shredder nozycoręki w akcji (myślę, że już z grubsza wiadomo, czym się zajmuje) :

Na pewno godne uwagi są okładki Simona Bisley 'a. Miodzio!



Wolverine uwielbia spokój, ale rzadko jest mu dane go zaznać. Kłopoty jakoś same go znajdują.



Polecam komiks w wersji kolekcjonerskiej, w twardej okładce  i na kredowym papierze. Rysunki może nie powalają, ale fabuła jest ciekawa. Dla fanów Logana i Hulka.


HULK Wolverine Sześć Godzin
Bruce Jones - scenariusz
Scott Kolins - rysunki
Orkanaugorze - tłumaczenie
Okładka - Simon Bisley
Wydanie: Mandragora 2006
Nakład: 500 sztuk


środa, listopada 06, 2013

Dlaczego Wolverine jest pijany w Tajnej Wojnie ?

Zanim przeczytałam komiks Tajna Wojna, przekartkowałam go porządnie, a uwagę moją natychmiast przykuł dosyć głupkowato się zachowujący Logan. Facet pojawia się nagle wychodząc z pokładowego wuceta i sypie porąbanymi tekstami, strzela głupkowate miny, o tak ....

No ok, myślę sobie, jedną z wielu twarzy Rosomaka, jest twarz niepoprawnego żartownisia, jednak jego żarty zawsze miały swoje miejsce i czas, były uzasadnione i nie tak przygłupawe .... przecierałam oczy ze zdziwienia, gdy po chwili dotarło do mnie, że .....Wolverine po prostu się urżnął na biedronkę ;))). Na szczęście, uffff...odetchnęłam z ulgą, bo w takim razie ....wszelkie dziwaczne odzywki mają już wytłumaczenie i w moich oczach nabierają zupełnie innego wyrazu.  Hurra - taki Wolverine to już zupełnie normalny Wolverine, bowiem każdemu może się zdarzyć i gadać od rzeczy!
Ale, prawie w tej samej chwili zadaję sobie pytanie "A właściwie to dlaczego Logan jest pijany?", pytanie zasadne, gdyż z innych komiksów pamiętam, że ten gość jest na alkohol odporny, nad czym sam często  i głośno ubolewa. Zobaczcie, nawet Peter Parker (aka Spider Man ) nie krył zdumienia widząc najpopularniejszego członka X-Men w takim stanie:


Co się stało, że Wolverine nagle się zaprawił ? Czyżby stracił swoje zdolności mutanta ? No oczywiście nie. Pytanie to pewnie krąży po głowie wielu czytelników, o ile tylko znają oni odrobinkę tę barwną postać. Cóż wszystko musi mieć swoje wytłumaczenie. Dla mnie najprostszym jest chęć wprowadzenia przez scenarzystów elementu zaskoczenia dla czytelnika i rozruszania jego przywykłej do starych schematów wyobraźni. Wolverine, najprawdopodobniej na dłuższą metę nie może pozostać pijany, tak jak ma to miejsce w przypadku przeciętnego Nowaka, jednak może w chwili intensywnego spożycia mocniejszego alkoholu, odczuwa w głowie lekki szmerek, co się przekłada na takie, a nie inne, rubaszne zachowanie. Możliwe, że nie zobaczymy Logana zbitego z nóg gdzieś pod drzewem, ani słaniającego się po podłodze z upojenia. Chwilowe łaskotki w głowie to zupełnie inna sprawa, tak jak to,  że nasz ulubiony bohater może być przejechany walcem, a po pewnej chwili znowu rzuca się w wir walki. Taka chwilowa słabość - uniemożliwiająca przez krótki okres czasu stawianie czoła przeciwnościom.  Prosto to sobie wywiodłam, co nie?

Pijany Logan jest zabawny - zachowuje się jak niepokorny nastolatek i zupełnie nie przypomina poważnego, pochmurnego Wolverine'a. Rwanie laluni z obsługi - rewelka :

No a co poza tym ? Pomijając świetnie przedstawionego Wolviego, który, jak dla mnie przynajmniej, mógłby tak wyglądać już do końca świata  - ze swoją rozwichrzoną, niesforną czupryną i prawdziwie zawadiackim lookiem ....jak tutaj :

lub tutaj:

....trzeba przyznać, że komiks został namalowany boooosko. Ilustracje po prostu zapierają dech w piersiach. Tajna Wojna jest najzwyczajniej w świecie pięknym komiksem. Dlaczego ? Bo malował ją chłopak z Włoch - Gabrielle dell'Otto, a któż lepiej od Włochów zna się na pięknu i sztuce ? Prawdziwy rarytas dla oczu ...looknijcie na Daredevil'a szarżującego pośród bezkresów marvelowskiej nocy :


Sama lektura komiksu jest porywającym doświadczeniem. Wartka, trzymająca w napięciu akcja, udane dialogi i ciekawe zakończenie + wspomniane rewelacyjne rysunki to chyba wystarczająca rekomendacja. Naprawdę świetnie się bawiłam i dlatego zdecydowanie i gorąco polecam - nie tylko fanom świata Marvel.
Ten właśnie album, jak na razie, stawiłabym w ścisłej czołówce komiksów wydanych do tej pory przez Hachette w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Ściślej to ujmując jest to dla mnie na razie numer 2, zaraz po Mrocznej Phoenix.

Skany zaczerpnięte z 17-tego Tomu Tajna Wojna, Hachette, seria - Wielka Kolekcja Komiksów Marvela.

niedziela, października 27, 2013

Dlaczego Wolverine jest taki wysoki w X-Men Z jak Zagłada ?

 

To nie pierwszy raz, gdy scenarzyści liftingują Rosomaka. Oprócz liftingów komiksowych, największym liftingiem był ten filmowy, gdzie w roli Rosomaka obsadzono Hugha Jackmana. Czy nie można było znaleźć odpowiednio niskiego, przystojnego aktora, czy też obawiano się, żeby film i sceny nie wypadły po prostu śmiesznie ? Hugh Jackman to normalnego wzrostu mężczyzna, tymczasem Wovie ma ok. 160cm wzrostu. Jak tak sobie patrzę na ten kadr z leśnej sceny, rzeczywiście mam wrażenie, że ten chwilowy upgrade Wolverine'a nie zaszkodził mu. W końcu nie wyglądałoby to poważnie, gdyby obok Jean postawić takiego "kurdupla", jak Logan. 

czwartek, października 03, 2013

X-Men The Dark Phoenix Saga - sentymentalny powrót do dzieciństwa

Nic nie dzieje się z przypadku. A może to właśnie przypadki są cegiełkami, z których zbudowane jest nasze życie?
Pamiętam jakby to było dzisiaj,  gdy na wystawie kiosku zobaczyłam niesamowitą, złowieszczo wyglądającą, ale piękną kobietę - stała pełna nienawiści w oczach, ze ściśniętymi zębami,  w czerwieni i ogniu, przybrana w nieziemski strój, gotowa do ataku, gotowa do niszczenia. To była Phoenix na cudownej okładce polskiego wydania X-Men nr 1/93, które było zamknięciem jednej z najbardziej znanych opowieści w historii amerykańskiego komiksu o superbohaterach. Ja oczywiście tego wszystkiego wtedy nie wiedziałam, widziałam tylko przepiękną okładkę,  zupełnie odmienną od całej reszty, co natenczas widywałam w kioskach. Chodziłam wtedy do podstawówki, był początek lat 1990-tych, okresu powolnego wychodzenia z prl-owskiej szarzyzny, więc temu, co przed chwilą napisałam można dać wiarę.  Bez względu na to, nadal i dzisiaj uważam, że jest to najpiękniejsza komiksowa okładka, jaką znam. Popatrzcie tylko, jak wspaniale się prezentowała po rozłożeniu :
Tm-Semic, The Dark Phoenix Saga, X-Men nr 1/93
Opakowanie było doskonałe, połknęłam przynętę, kupiłam komiks i ...nigdy nie żałowałam nabytku. Od tego momentu stałam się wierną czytelniczką nie tylko historii o mutantach, ale także opowieści o Spider-manie, Batmanie, Supermanie oraz innych komiksowych postaciach, nie tylko z Ameryki. Na tamte czasy możliwości zakupu komiksów były bardzo ograniczone, a moim marzeniem było zdobycie oryginalnych zeszytów z X-men oraz brakujących numerów już wydanych przez Tm-semic. Nie było to dla mnie osiągalne, więc pocieszałam się tym, co wydawano w Polsce na bieżąco. Próbowałam różnych serii, jednak to właśnie X-men darzyłam największym, niemal fanatycznym uwielbieniem, które po wielu latach, przerodziło się w niesłabnący sentyment, czego najlepszym dowodem jest ten oto post.  Z tamtego beztroskiego okresu pamiętam dwa tytuły, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci - The Dark Phoenix Saga wydana częściowo przez Tm-Semic oraz Szninkiel duetu Rosinski / Van Hamme.

Saga o Phoenix jest dla mnie szczególną opowieścią, gdyż od niej zaczęła się moja przygoda z komiksem jako gatunkiem.  Uwielbiałam czarujące postaci, władającą ogromnymi mocami Storm, przyciągającego uwagę Watchera,  a szczególnie niezwykle staranne rysunki John'a Byrne, które zdecydowanie wyróżniały się na tle tego, co można było spotkać w innych superbohaterskich opowieściach, już nie wspominając o Tytusie, Romku i Atomku, które były przecież opowiastkami z zupełnie innego wymiaru. Polski numer X-men 1/93 to był dla mnie najpiękniejszy komiks w moim rosnącym zbiorku, nieustannie celebrowany, przeglądany i czytany, trzymałam go w specjalnym miejscu, żeby się nie zabrudził i w ogóle, żeby nic mu się złego nie przydarzyło. Wkrótce jednak z wielkim smutkiem przyjęłam do wiadomości fakt, że kolejne numery X-men to skok w czasie, co oznaczało, że kolejne przygody wspaniałej grupy mutantów nie są bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z Sagi, a pan redaktor Wróblewski dwoił się i troił, aby na jednej stronie opowiedzieć czytelnikom co się działo z mutantami przez następnych 5-10 lat. Bardzo mi brakowało rysunków Byrne oraz starej wersji afrykańskiej piękności  - Storm, która straciła swoje moce, przerobiła się na punka i strasznie zhardziała. Subtelna bogini burz przeszła nieodzowną metamorfozę, update do wersji nadającej się do przetrawienia przez dorastającego czytelnika komiksów w latach 1980-tych. C'est la vie. Na szczęście pojawiły się inne ciekawe osobistości jak Gambit czy Rogue.   Tak się zawsze śmieję, że na tym właśnie polega przewaga komiksów o superbohaterskich drużynach, gdyż scenarzyści zawsze mogą uśmiercić część zespołu, inną część wskrzesić lub wprowadzić nowe postaci  i wciąż będziemy mieli ten sam komiks, jego kontynuację i dynamiczny rozwój. W dużo gorszym położeniu są twórcy komiksów o Batmanie czy Supermanie, bo uśmiercenie bohatera na fest byłoby równoznaczne z zamknięciem tytułu. Z Mutantami jest inaczej. Odeszła Jean Grey, przyszła Kitty Pryde - Umarł Król, niech żyje Król! Sama historia.

Moje uwielbienie dla drużyny mutantów trwa już ponad 20 lat - aż trudno mi samej w to uwierzyć, ale to niestety prawda ;). Wiele się od tamtego momentu zmieniło, nie tylko w X-men, ale i w mojej głowie, gdyż widzę dzisiaj, jak odmiennie postrzegam ówczesnych bohaterów. Postacią, która urosła w moich oczach jest Wolverine, zdołałam docenić i polubić Nightcrawlera, mój stosunek do Cyclopsa nie zmienił się - uważam go za tak samo nieciekawą postać, jak dwie dekady temu. Najwięcej punktów straciła u mnie Storm. Bez względu na to, czytając raz po raz jakieś współcześniejsze przygody tej drużyny, odnoszę wrażenie, że tamta historia o Phoenix, to był naprawdę kawał dobrej roboty. Na pewno częściowo winny jest temu sam czar dzieciństwa, który bezwiednie wypacza nasze postrzeganie świata i każe patrzeć na wszystko co przeszłe jak na raj utracony. Nawet jednak, jeżeli spróbuję odrzucić wszelkie sentymenty, stwierdzam z całą stanowczością, że rysunki Byrne'a są wyborne, podobnie jak wspaniale są  nakreślone osobowości i charaktery postaci. Mimo iż ta historia jest starsza ode mnie, uwielbiam ją. Uważam, że jest to opowieść modelowa pod każdym względem i  wszystkie komiksy powinny takie być, pod każdym względem.

A co powinien mieć dobry komiks?
To samo, co każda dobra opowieść. Coś do śmiechu, coś do płaczu, coś do przemyślenia, coś do schowania na później  - coś,  co zawsze się będzie pamiętać. The Dark Phoenix Saga to smutna opowieść z zamierzchłych czasów, gdy komiksy były jeszcze postrzegane jako naiwne historyjki dla dzieci. Nic tam nie działo się na serio. Świat był pełen dobrych superbohaterów, którzy dawali dobry przykład sprawiając manto niegrzecznym złoczyńcom. Były tematy tabu, jak seks, narkotyki i śmierć. To zabawny okres bez kropli krwi i skrawka mięsa, także bez przekleństw,  gdzie mutanci walcząc ze śmiertelnymi wrogami na morzach, lądach i na obcych planetach, zawsze wychodzili z walki w wielkim stylu, niby wygrywając, ale w zasadzie nie robiąc nikomu krzywdy. Nie ważne jak długo i zacięcie Wolverine szalał na stronach komiksu ze swoimi najostrzejszymi na świecie pazurami  - krew nie trysnęła ani razu, ani jeden mózg nie wybuchł na koszulę czytelnika.  Zabawny był ten świat - niby nie było to dawno, ale za to zupełnie inaczej. I nagle w tym irracjonalnym, baśniowym świecie, gdzie nawet złoczyńcom nie może się wiele złego stać, umiera ktoś - Jean Grey, postać pierwszoplanowa, postać dobra i przez wszystkich kochana. To wielki cios dla drużyny, dla wszechświata i dla fana X-Men.  Śmierć Jean jest bezpośrednią konsekwencją jej moralnej degeneracji, pięknie przedstawionej przez scenarzystów na łamach wcześniejszych numerów serii. Za tę demoralizację, za którą winę ponosi Phoenix, jej demoniczne alter ego, Jean musi zostać ukarana. Śmierć milionów niewinnych istnień nie może być przemilczana.  Odchodzi pozytywna postać, w której rośnie pierwiastek zła, stanowiący zagrożenie dla wszystkich. Jean jednak nie umiera z ręki tych, którzy ją ścigali, Jean uśmierciła się sama, rozwiązując problem spędzający sen z powiek wszystkich uwikłanych postaci, a także nie pozwalając na to, by ktokolwiek splamić musiał swe ręce jej krwią. Historia jest bardzo czytelna i wymowna, a do tego pozbawiona patetyczności. Mamy więc chwile smutne, tragiczne zakończenie, które wpłynie na losy wszystkich, mamy też morał i kilka ważnych pytań o istotę człowieczeństwa i cenę poświęcenia. Jakby tego mało, wszystko jest pięknie zilustrowane  wymownymi rysunkami Johna Byrne'a i okraszone zabawnymi dialogami bohaterów, które dla mnie są podstawowym -musiszmieć każdej udanej opowieści. Czy o czymś zapomniałam ? Może tylko nadmienić, że bohaterowie są naprawdę dobrze przedstawieni - każdy ma swój świat, charakter, przyzwyczajenia, obawy, sposób żartowania, indywidualne zalety  i wady, co czyni komiks niesłychanie przyjemnym w odbiorze. Umiejętność przedstawienia postaci jest niesłychanie cenna, bo często stanowi o tym, czy będziemy chcieli śledzić ich przygody, czy też nie. Nad Sagą o Mrocznej Phoenix możemy zarówno zapłakać, jak i pośmiać się z niej, warto się też zastanowić nad morałem i zamknąć komiks na X-Lat, by przeczytać raz jeszcze i sprawdzić, kto się posunął bardziej - bohaterowie opowieści, czy my sami.

Może to tak idealistycznie brzmi, jakbym chciała powiedzieć, że "komiks ten jest bez wad". No cóż, jeżeli nie mogę sobie teraz żadnych wad przypomnieć, to się nie będę wysilać i wymyślać na poczekaniu, coby malkontentom się przypodobać. Na pewno każdy, kto przeczyta tę historię, będzie miał frajdę z lektury i ewentualne niedociągnięcia wyłuska samodzielnie.

Momenty - czyli, pamiętne, zabawne lub z jakiegokolwiek powodu warte przypomnienia sceny z komiksu The Dark Phoenix Saga prezentuję poniżej. Wiele wysiłku kosztowało mnie zrezygnowanie z części wcześniej przygotowanego materiału, gdyż zrozumiałam, że zbyt wiele miejsca poświęcam Wolverine'owi, a nie chciałabym, żeby czytelnicy odnieśli mylne wrażenie, że Saga jest o Loganie, zamiast o Phoenix. Z tego powodu, jeżeli chcecie zapoznać się z resztą czadowych momentów, odsyłam do komiksu. Prezentowane sceny przedstawione są bez zachowania porządku, w tym alfabetycznego ;)

1.
Pisząc o wspaniałości Sagi, zapomniałam wspomnieć o jednej pięknej cesze, która charakteryzuje zarówno tę opowieść, jak i inne  o X-men. W komiksie mnóstwo jest z pozoru nieistotnych wstawek, dodatków, smaczków, bez których w zasadzie fabuła mogłaby się objeść, ale jednocześnie ich brak wpłynąłby negatywnie na wartość i odbiór całości w długim okresie. Przerywniki, które zabierają czasem jeden, czasem dwa lub trzy kadry, pozwalają na wzbogacanie treści o humor, przemyślenia,  budują wizerunek bohaterów przez lata.

Scenka poniżej rozgrywa się w restauracji; podczas gdy Ororo przy stoliczku popijając lemoniadę rozmawia z nowo poznaną mutantką - Kitty Pryde, Wolverine buszuje w dziale z magazynami dla dużych panów - na regale stoją sobie Playboy, Penthouse .... . Logan właśnie przerzuca stronice Penthouse, gdy niegościnny właściciel postanawia go upomnieć, że to nie czytelnia i zanim się poczyta (lub poogląda) to trzeba zapłacić (skąd my to znamy). Wolverine nie przyjmuje takich kazań do wiadomości i już chwycił sprzedawcę za fartuch, aby powiedzieć, co o tym wszystkim myśli i gdyby nie wysłannicy Hellfire Club, pewnie by sobie trochę na nim poużywał. W zasadzie niby nic specjalnego - magazyny dla panów, jak wszędzie i ta sama sroga mina sprzedawcy, gdy się chce skonsumować bez płacenia, ale ile radochy - to wszystko w towarzystwie Logana, jako tło do niezapomnianej historii, jaka się ma dopiero rozegrać. Marvellous!


2. 
Do pamiętnych chwil zaliczam pierwszą małą-wielką akcję Kitty Pryde, gdzie użyła swych zdolności, by na rozkaz Cyclopsa uwolnić członków X-Men, tutaj otwiera klatkę, pozwalając wyjść z niej oszołomionemu Wolverine'owi, po czym stwierdza, że człowiek niewiele wyższy od niej samej ważyć musi chyba z tonę;). Scena jest fantastyczna - drobnej budowy, urocza nastolatka, jeszcze nie bardzo się orientująca w swoich dopiero odkrytych dziwacznych umiejętnościach, ratuje z opresji "starego wyjadacza", który przypomina tutaj niewinne kurczątko, a nie śmiertelnie niebezpiecznego Rosomaka. 


3.
W opowieści, na kolejnych jej stronach pokazany jest w sposób nienachalny, powolny proces demoralizacji Jean przez mieszkającą w niej Phoenix. Rozkład ten zapoczątkował się na długo przed Sagą, a jego przejawami są drobne gesty, czyny, słowa, spojrzenia i myśli bohaterki. 

Tutaj Jean spotyka Emmę Frost, "Jak rozumiem, uważasz się za telepatkę" ....rzuca ambitnej blondynce pogardliwe wyzwanie......... . Ciemna strona Phoenix bierze górę nad delikatną naturą członkini X-Men i jest to szczególnie widoczne nie tylko za sprawą wyniosłego jej tonu , ale i specyficznego zobrazowania sceny przez rysownika.

W tej scenie, kilka stron wcześniej, obserwujemy inny przejaw mocy Phoenix, która bezceremonialnie zatrzymuje wóz z najemnikami Hellfire Club. Sytuacja do której doprowadza jest groźna, a użyte środki niewspółmiernie ostre do okoliczności.  
Phoenix jest wyniosła i wydaje się napawać tą chwilą. Cyclops upomina Phoenix "Coś ty narobiłą? Mówiłem, żebyś zatrzymała ten wóz, a nie zamieniła go w kupę złomu". Phoenix jednak nie czuje skruchy "Te zwierzęta dostały to, na co zasługiwały".

Niszczycielska, żądna zemsty moc Phoenix wzbiera. Ocucona z transu Jean, postanawia brutalnie obejść się ze swoim oprawcą Mastermindem, wysyłając jego umysł w bezkresną podróż po kosmosie, w wyniku czego nieszczęśnik "zamienia sie" w wysuszone warzywo. Dla Phoenix jest to tryumf, który stanowi dla niej źródło przyjemności i jest symptomem jednego z ostatnich stadiów deprawacji osobowości bohaterki przez pozaziemską siłę.

4.
Wolverine w akcji - to jest to ! To chyba mój ulubiony występ Logana ever  - jeszcze tego "ever' nie jestem pewna, jednak faktem jest, że scena poniżej przeszła do historii. Wolverine jest gościem, który jeżeli już upada, to tylko po to, żeby się podnieść. Generalnie w komiksach ląduje na grzbiecie średnio częściej niż inni członkowie grupy, ale po latach stwierdzam, że to tylko dlatego, żeby móc zrobić coś takiego :
 "Dobra frajerzy...pokazaliście, na co was stać! Teraz moja kolej!" I jest git! Tak się kończy numer 132 X-Men. W następnym - 133, mamy samotnego wilka szarżującego po zakamarkach Hellfire Club i obracającego całe towarzystwo cieniasów w perzynę. Logan nie szczędzi nam zawadiackiego humoru i funduje wiele stron akcji, gdzie każdy kadr jest odlotowo czaderski i wart pokazania. Jednak, jak już wspomniałam, nie czas tu i miejsce na wychwalanie wyczynów Rosomaka, wszakże opowieść dotyczy czego innego ;).
Na specjalne uznanie zasługuje scena, gdzie Logan błyskotliwie rozprawia się ze swoim przeciwnikiem wykorzystując nie pazury, a ukryte zdolności negocjacyjno - perswazyjne. W wyniku klarownego przedstawienia sytuacji przez naszego bohatera, zbir z Hellfire Club poddaje się bez walki " Co robisz? Nie podchodź! Poddaję się Poddaję!!! Nie proszę nie!" - krzyczy.  Logan oczywiście dopada paskudnika, który o mały włos nie dostaje zawału serca  - " Spokojnie, koleś. Nie zabiję cię. Nawet nie zrobię ci krzywdy...", a w duchu myśłi " Odkąd przyłączyłem się do X-Men trochę złagodniałęm. Dawniej gnojek nie miałby wyboru."

Cały rozdział będący przedrukiem numeru 133 X-Men jest jak najbardziej godny uwagi, podobnie jak i kolejny, w którym Logan także ma kilka swoich fajowych momentów.

5. 
Czy pamiętacie Nightcrawlera ? W ostatnich przedrukach komiksów amerykańskich, jakie pojawiają się w Polsce, niewiele go widać. Nightcrawler jest z Niemiec i oprócz zdolności teleportacyjnych, akrobatycznych i osobliwego wyglądu, odznacza się szczególnym poczuciem humoru. Tutaj, jest w trakcie ciekawego "pojedynku"z Sebastianem Shawem z Hellfire Club. Lubię tę scenę, gdyż świadczy o niebywale lekkim stosunku "diabełka" do otaczającego świata, który nawet w obliczu zagrożenia, potrafi śmiać się niebezpieczeństwu w twarz. Nightcrawler to naprawdę odlotowa postać i tym bardziej brakuje mi go w ukazujących się u nas komiksach. 
6. 
No i są nasze ptaszki nierozłączki. -  Jean i Cyclops. Los sprawił, że mają chwilę spokoju dla siebie; Jean zachciało się zobaczyć twarzy Scotta ( co nie jest łatwe, bo ten cały czas chodzi i śpi w specjalnych okularach ), zdjęła więc wizjer chroniący przed możliwą tragedią i przy pomocy telekinezy trzymała promienie w ryzach, a potem buzi buzi. To romantyczny moment, kiedy Scott wypowiada w myślach niby nic nie znaczące zdanie " Jak Jean może powstrzymywać tak wielką moc?!" . To prawda moc Jean-Phoenix jest ogromna i jeszcze pewnie nie zdaje sobie sprawy jak ogromna. 
Nie przepadam za Scottem jako postacią, jednak moment jest uroczy, intymny i wymowny. To jeden z niewielu szczęśliwych chwil, które para ta będzie mogła przeżyć razem przed nieuchronnie zbliżającym się finałem.


7. 
To decydujący moment opowieści - burzliwy punkt zwrotny, który zadecyduje losach wszystkich. Niszczycielska, żarłoczna moc osiąga swój szczyt  - Phoenix pochłania gwiazdę, jednocześnie skazując miliony "miłujących pokój" istnień na zagładę. Tak wielka zbrodnia nie może pozostać bez kary. Zaraz po tym, Phoenix unicestwia statek imperium Shi'Ar, stawiając w ten sposób kropkę nad i. Teraz mamy już z górki.  

8. 
Triumfująca Phoenix wraca na ziemię, a tam koledzy z X-men próbują ją ostudzić wszelkimi możliwymi sposobami. Beast nawet skonstruował diadem, którego celem jest ujarzmienie przeciwniczki. Nie jest łatwo walczyć na poważnie z kimś, kto jest Twoją przyjaciółką, za którą cały czas uchodzi Phoenix. Jedynie Wolverine, zdaje się, potrafi rozdzielić te dwie istoty i dosyć zdecydowanie przechodzi do ofensywy, gdy tylko nadarza się taka okazja. "Wszyscy się cackają"  - myśli, wysuwa pazury z zamiarem zakończenia tej kwestii definitywnie i po swojemu bez ceregieli, przeczuwając, że to nie jest "kochana Jean", a niebezpieczna Phoenix. 

Dla Wolverine'a musiała być jeszcze trudniejsza akcja, niż dla innych członków zespołu ....
...no i jak wiemy z komiksu, Logan zawahał się, przez jedną okropną chwilę, gdy nagle przemówiła Jean, tylko po to, by za chwilę znów Phoenix mogła przejąć całą kontrolę nad jej ciałem i umysłem.

9. 
No i pamiętna chwila tuż po tym, jak profesorowi X udało się wyzwolić Jean ze szponów Phoenix. Jean osunęła się na ziemię nagusieńka jak ją Pan Bóg stworzył. "O rety, nie do wiary. Tata się zaczerwienił!" szepcze do siebie w myślach rudowłosa mutantka. Czyż to nie jest surrealizm sytuacyjny?! Uwielbiam takie wstawki - to ogromna siła niemal wszystkich historii o X-men. 

10.
Onegdaj nazywałam go kosmitą - dla mnie wyglądał jak kosmita ze starożytnego Rzymu, a był to po prostu WATCHER, postać która otworzyła i zamknęła ostatni rozdział Sagi o Mrocznej Phoenix. Watcher grzecznie przedstawia się czytelnikowi na samym początku, mówi kim jest i co robi, a robi niewiele, po prostu obserwuje i nie miesza się do spraw, które jego nie dotyczą. Pamiętam, że zawsze ten fragment komiksu wzbudzał we mnie jakiś rodzaj respektu - istota wyższa, nie będąca ani aniołem, ani bogiem, łącząca jednocześnie cechy ich obu, obserwuje i komentuje wydarzenia, nie zamierzając w nich uczestniczyć ani manipulować jakimś tam wihajstrem. To było wielkie - WOW - wreszcie pojawia się jakaś super istota i nie chce nikomu pokrzyżować planów! Watcher, mimo że tylko sobie patrzy, nie jest nierobem. To postać bardzo ważna, bo komunikuje czytelnikowi bardzo istotny przekaz "to co za chwilę się wydarzy, będzie miało ogromny wpływ na losy świata". Dzięki niemu dowiadujemy się, że uczestniczymy w widowisku, prawie jak na meczu piłkarskim, którego wynik będzie decydujący tak dla grających drużyn, jak i kibiców.  


11. 
Charles Xavier wyzywa Lilandrę na pojedynek o życie Jean Grey - "Lilandro  ! Stój! Jean Grey Arin'nn Helar' " - krzyczy, których to słów Cesarzowa nie może zignorować i przyjmuje wyzwanie. .Charles wierzy, że walka będzie uczciwa i że ma szansę na ocalenie w ten sposób swojej uczennicy. Prawda jednak jest taka, że Jean Grey musi zginąć. Pojedynek sie odbędzie, ale wynik jest z góry przesądzony.

12. 
Lilandra dała członkom X-Men jeden dzień na przygotowanie się do pojedynku. Każdy otrzymał swój pokój i wszystko co niezbędne. W tej scenie Jean przychodzi porozmawiać ze Scottem - zdecydowała się walczyć w swoim pierwszym stroju, gdy zaczynała przygodę z X-men jako Marvel Girl. 

"Przebrałaś się za Marvel Girl! Dlaczego?!" - pyta Scott
- "Nie wiem...może to nostalgia? Duma? Zaczynałam jako Marvel Girl i jako ona zakończę"

To wspaniała scena, złowróżebny wstęp do epilogu. 

13. 
Zawsze lubiłam tę scenę - robiła na mnie spore wrażenie. Colossus ściera się z Gladiatorem i w ferworze walki znikają pod gruzami walącej się starożytnej budowli. Wkrótce spod gruzowiska ktoś się powoli wydostaje. Najpierw widać dłoń, potem ramię i tułów i oczom ukazuje się zwycięzca  - Gladiator z Imperialnej Straży. W ten sposób, krok po kroku, scenarzyście wspaniale budują atmosferę nadchodzącego, tragicznego zakończenia. 

14. 
Po serii porażek, jakie ponoszą X-men w pojedynku z Imperialną Strażą, zakończenie wydaje się być oczywiste. Tym bardziej wzruszająca i piękna jest ta scena:
Gesty mówią więcej niż słowa i śledząc opowieść od samego początku, każdy  z łatwością zda sobie  sprawę z beznadziejności tej sytuacji. Mimo kurczących się szans i w obliczu nadciągającej porażki, Scott i Jean nie dopuszczają do siebie najgorszych myśli, przez słowa miłości, domyślnie cedzą niewysłowione sylaby pożegnania, które parują pięknym uściskiem dłoni jakby chcieli powiedzieć "na śmierć i życie". 
- "gotowa?"
- "gotowa?
- "Ruszajmy!"

15.
"Fastball Special" to popisowy numer Colossusa  i Wolverine 'a, podczas którego zazwyczaj rosły i silny człowiek ze stali ciska Rosomakiem w kierunku wrogiego celu. Logan z zawrotną prędkością mknie tam gdzie trzeba  i robi co należy swoimi pazurami, nie patyczkując się z obiektem. Dla wszystkich, którzy znają ten numer i jak on powinien wyglądać, zabawna się okaże scena, gdzie role zostają odwrócone i  to Wolverine podnosi Colossusa i rzuca nim w kierunku wroga. Wolverine uznaje to za konieczność, gdyż obawia się, że znowu może się zawahać w decydującym momencie i nie zadać Phoenix decydującego coup de grâce . Jest przekonany, że Colossus nie związany uczuciowo z Jean, będzie miał mniej skurpułów. 
Scenka zabawna - jest jak śmiech przez łzy, bo rozegrana w obliczu tragedii ....Jean Grey ponownie przeistoczyła się w Phoenix. 


16. 
Finał się dokonał. Jean wie, że jest potworem i Phoenix, która się w niej narodziła, musi zostać unicestwiona. Popełnia samobójstwo, uwalniając w ten sposób swoich kolegów od ciężaru podejmowania najtrudniejszej decyzji w ich życiu, a świat od widma zagłady. Jakkolwiek by nie wyglądała ta scena, jest oczywistym zakończeniem historii ....

17. 
......do której dodaje swoje dwa grosze poznany na wstępie WATCHER, komentując oglądane wydarzenia:. 

"Jean Grey mogła żyć. Stać się Bogiem. Ale dla niej ważniejsze było to, by pozostać człowiekiem - nawet za cenę własnego życia."




Skany pochodzą z X-Men Mroczna Phoenix, komiksu wydanego w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, nakładem wydawnictwa Hachette w roku 2013. Wspaniała przygoda - gorąco polecam. 



see