Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Simon Bisley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Simon Bisley. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, grudnia 16, 2013

Wolverine & Hulk Sześć Godzin - czy Logan potrzebuje plastrów opatrunkowych ?

Nie miałam ochoty czytać tego komiksu, doprawdy. Odstręczały mnie kreskówkowe rysunki  i postać Hulka .....dobry miłosierny, znowu zieloniec.  Jak wrzuciłam w internet nazwisko rysownika, stwierdziłam, że nie koniecznie rysunki są tak bezpłciowe,  a kolory, które są zwyczajnie pastelowo mdłe i ciężko się na to patrzy. Tyle narzekania. Sama historia jest wciągająca i nie żałuję wieczornej lektury. Poznajemy tu chłopca, którego xxxxx  i który xxxx. Na swej drodze spotyka on Hulka (Bannera) i xxxx. Pod koniec do akcji włącza się także Wolverine, który xxxxx i ostatecznie staje do walki ze swoim starym przeciwnikiem Shredderem (co za pseudonim -  wymowny!). Wynik pojedynku jest jak zwykle jedyny możliwy i słuszny. Na fniszu pozostaje jeszcze jeden adwersarz - zielony Hulk .... .

W ten sposób niewinne ukąszenie węża stało się pretekstem do niejednego wysunięcia pazurów przez naszego ulubieńca Logana, dzięki czemu czytelnik stał się świadkiem tańców - szturchanych, ciętych i przeklinanych.

Wszystko pięknie ładnie, tylko się zastanawiam, co robią na koniec plastry na buzi Wolverine'a ?


Nie chcę być męcząca, ale z tego co wiem, jest to zwyczajne marnotrawstwo materiału. Przecież wiadomo, że Hulk spuścił Rosomakowi manto, a i tak to nie zdało się na wiele wobec Logana  zdolności samouzdrawiania. Plasterki są z resztą symboliczne i tak nie byłyby w stanie zakryć obrażeń, jakich doznał Logan w trakcie pojedynku.

Jakaś ciekawa postać  w komiksie  ?
O tak - Shredder. Strasznie brzydaśny typ, mówię Wam. Jeżeli ktoś powinien sobie zrobić plastyczną operację lub wstrzykiwać botox, to na pewno ten gość.

Tutaj Shredder nozycoręki w akcji (myślę, że już z grubsza wiadomo, czym się zajmuje) :

Na pewno godne uwagi są okładki Simona Bisley 'a. Miodzio!



Wolverine uwielbia spokój, ale rzadko jest mu dane go zaznać. Kłopoty jakoś same go znajdują.



Polecam komiks w wersji kolekcjonerskiej, w twardej okładce  i na kredowym papierze. Rysunki może nie powalają, ale fabuła jest ciekawa. Dla fanów Logana i Hulka.


HULK Wolverine Sześć Godzin
Bruce Jones - scenariusz
Scott Kolins - rysunki
Orkanaugorze - tłumaczenie
Okładka - Simon Bisley
Wydanie: Mandragora 2006
Nakład: 500 sztuk


czwartek, października 31, 2013

LOBO - Ostatni Czarnian Simon Bisley i szalona podróż na motorze


Znacie tego gościa ? Taka okładka nie może wróżyć nic dobrego......






Przeciwnie. Komiks to kawał świetnej zabawy, masa śmiechu, nie bez mięsa i soczystych dialogów. Nie ma tu romansideł, pięknych dam w wytwornych strojach, ale jest radocha w czasie podróży z ostatnim czarnianem na jego motorze przez kosmiczne drogi  w towarzystwie starszej, miłej pani, która miała nieszczęście być niegdyś jego nauczycielką, a od niedawna autorką obrazoburczej biografii tytułowego bohatera.



Świat się już dawno znudził ulizanymi chłoptasiami w rajtuzach. Czas na nowego bohatera! Lobo to oczywisty świr, jakich mało.Wpuśćcie go gdziekolwiek na 5 minut, a zrobi demolkę, tak że zapomnicie, jak się nazywacie, zakładając, że przeżyjecie. Lobo osobiście załatwił wszystkich ziomali ze swojej planety Czarni. Prawie wszystkich. Jest on przykładem mrocznego anty-bohatera. Przesiąknięty jest złem i zepsuciem do szpiku kości, stanowi uosobienie wszystkiego, co najgorsze. Nie można mu jednak odmówić dwóch rzeczy - poczucia humoru, czarnego bo czarnego, ale zawsze oraz honoru. "Lobo zawsze dotrzymuje słowa". I basta. Cóż, nie ma postaci doskonałych, tak więc twórcy Lobo postanowili wyposażyć naszego maniakalnego zabójcę-mordercę w jedyną chyba pozytywną i godną podziwu cechę, która tak naprawdę wyginęła w naszej obecnej rzeczywistości. Honorowy świr z mrocznym poczuciem humoru to bomba przemierzająca kosmos celem poćwiartowania kogoś na fragmenty. Najlepiej, żeby tego "kogoś" było bardzo dużo, wtedy Lobo poprawia się nastrój, a przy okazji i nam także. Lobo nie sposób nie lubić, mimo wszystkich jego spływających krwią czynów. W trakcie lektury z przerażeniem odkryjecie, że postać porąbanego świra jest całkiem sympatyczna, aż strach się bać. .... .


Nie chciałabym się rozwodzić nad fabułą - komiks Lobo "Ostatni Czarnian" to niezwykle zabawna opowiastka z dużą dozą śmiechu, wartką akcją, intrygą i zaskakującym, dowcipnym zakończeniem i oczywiście wspaniałymi rysunkami Simona Bisley'a. Komiks dla dorosłego czytelnika.

Jak ocieplić wizerunek pokręconego, maniakalnego zbira uzależnionego od dźgania, cięcia piłą, wypruwania flaków gołymi rękami ?  To proste, trzeba mu stworzyć jeszcze mniej strawnego przeciwnika, o jeszcze gorszej reputacji i akceptacji społecznej - może kółko zwariowanych, zdewociałych babć ?


 
Czy jest coś, z czego pokonaniem Lobo miałby problem ? Na pewno - każdy ma swojego mola. Chociaż nasz bohater-anty-bohater jest świetny w walce z bronią w ręku, jak i bez niej, to w obliczu pytań konkursowych z ortografii jest bezbronny jak niemowlę ....prawie. Tak, tak kochani ....nasz Lobo walczy o życie udzielając odpowiedzi na konkursie ortograficznym (Brrr!).


Lobo to chłopak z 1000 pomysłów. Co zrobić, gdy ochraniana przez Ciebie nauczycielka ciągle się gdzieś ulatania, ściągając Ci na głowę same problemy ?


Obciąć nogi ..... i ewentualnie powiesić gdzieś na wieszaku ....



Najpiękniejszy moment w komiksie, to oczywiście zaskakujące zakończenie.

Posłowie:
Lobo "Ostatni Czarnian" to komiks, którego nie potrafiłam docenić w dzieciństwie. Nie podobały mi się rysunki, postać samego bohatera, nie wiedziałam z czego się śmiać, przemoc nie kręciła. Dzisiaj innym okiem spoglądam na tę opowieść - nie jest to oczywiście epokowe dzieło, jednak potrafię docenić kreskę Bisley'a, przewrotny scenariusz, dowcip fabuły  i samego, nietuzinkowego Lobo - czarny charakterek, nie pozbawiony cech pozytywnych, które stawiają go niekiedy w pozytywniejszym świetle. Przemoc w komiksie jest obecna, ale nie należy jej brać tak dosłownie - przynajmniej nie tak, jak w innych produkcjach. Dokonywane prze Lobo akty zbrodni są mniej więcej tak samo prawdziwe, jak Król Ludwik XIV pojawiający się na balu karnawałowym w Wenecji. 

Komiks polecam wszystkim dorosłym czytelnikom. 

Skany pochodzą z polskiego wydania LOBO "Ostatni Czarnian",  TM-Semic Wydanie Specjalne 2/94.

wtorek, września 10, 2013

Sąd Nad Gotham Batman Judge Dredd Wydanie Specjalne Tm-Semic 1993

Po latach flirtów i romansów z komiksami mogę stwierdzić z satysfakcją, że stara miłość nie rdzewieje, a ponadto, można nawet się dopatrzyć uroku w tym, co niegdyś nie było przez nas nazbyt cenione.
Tak mniej więcej wygląda mój na przestrzeni lat ewoluujący stosunek do komiksu Simona Bisley'a i Alana Granta pt. Batman / Judge Dredd : Sąd Nad Gotham. Pierwszy raz nabyłam tę pozycję w chwili jej się ukazania w 1993 roku. Było to chyba pierwsze i (jeszcze większe "chyba") jedno z niewielu wydań Tm-Semic na kredowym papierze. Na tamte czasy śliski papier to był prawdziwy powód do cmokania. Niestety sam komiks nie przypadł mi naówczas do gustu, ani graficznie, ani pod względem scenariusza. Muszę przyznać, że scenariusz z latami nie urósł w moich oczach, fabuła kręci się bowiem wokół jednego takiego zdrowo kopniętego "zabili go i uciekł", tym razem w znaczeniu dosłownym. Najbanalniejszy splot wydarzeń sprawia, że tego właśnie gościa ma interes dopaść przynajmniej kilka postaci; po pierwsze Batman - bo nieumarły szaleniec z przyszłości zagraża Gotham, inny zdrowo kopnięty z przyczyn osobistych (porachunki) a także Sędzia Anderson  - przybyszka z przyszłości, aktualnie występująca w roli strażniczki prawa, dysponującej użytecznymi umiejętnościami telepatycznymi, która ściga Death'a z racji sprawowanego urzędu. Sprawy nie ułatwia fakt, że Death ma naprawdę złowieszcze plany - unicestwia wszystko, co znajduje się wokół, a na domiar złego ma przyjemność w miejskiej kostnicy natknąć się na starego wroga Batmana ' Scarecrow'a. Z takiej dawki wariatów-popaprańców, stróżów prawa i superbohaterów może wyniknąć tylko jedno  - narkotyczno-upajająca maszynka do mięsa hack-and-slay. Krew się leje,  mięcho fruwa tu i tam, są nawet żeberka .... .
No i gdyby nie fantastyczna kreska Simona Bisley'a to nawet bym się nie dopatrzyła pozytywnych cech w scenariuszu, ale Bisley jest tak fantastyczny, tak klimatyczny, że zapiera dech w piersiach. Niestety do tego musiałam dorosnąć. Tego komiksu się nie czyta. Tego komiksu się nawet nie ogląda. Ten komiks się pożera wzrokiem. Postaci są niezwykle przekonujące, brutalne sceny nie przeszkadzają, a nawet cieszą oko, bo tak pięknie zostały zilustrowane. Pod względem estetycznym jest to prawdziwy cukierek w najbardziej kolorowym papierku, jaki można sobie wyobrazić. Myślę że to właśnie dla oddania piękna szaty graficznej TM-SEMIC zdecydował się na odważny na tamte czasy krok wydania komiksu na kredowym - śliskim papierze.  Dla mnie jedna z ulubionych pozycji komiksowych, którą warto mieć. Piękne kolory, piękne miasto przyszłości, piękni "paskudni adwersarze", nawet Scarecrow jest piękny, już nie wspominając o najpiękniejszym Batmanie, jakiego kiedykolwiek widziałam.

Tak właśnie powinno się rysować Mrocznego Rycerza, prawdziwego mrocznego obrońcę, mrocznego miasta.

Wspaniały Mroczny Rycerz  i odwieczny wróg - Screcrow autorstwa Simona Bisley'a w komiksie BATMAN / Judge Dredd Sąd nad Gotham, wydawnictwo TM-Semic 1993

Sędzia Dredd też jest niczego sobie - postaci rzucone na całą stronę komiksu przytłaczają swym pięknem. 
Wspaniały Sędzia Dredd autorstwa Simona Bisley'a w komiksie BATMAN / Judge Dredd Sąd nad Gotham, wydawnictwo TM-Semic 1993

Jest to komiks niezwykły, zapadł mi w pamięć na długie lata. Serdecznie polecam, nawet jeżeli nie lubicie nawalanek. 



see