Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najlepsze komiksy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najlepsze komiksy. Pokaż wszystkie posty

sobota, marca 01, 2014

Thor - W poszukiwaniu bogów Dan Jurgens i John Romita Jr.


Z wielką nieśmiałością podchodzę do pisania o komiksach, które mi się nie spodobały. Pierwszy mój odruch, jaki następuje po uczuciu zniesmaczenia, to próba odnalezienia cech pozytywnych. Tak, komiks ma takie. Jest ładnie wydany, na dobrym papierze i ma twardą okładkę, do tego rysunki Romity nie są aż tak nieznośne, jak w przypadku starych X-Men. Szczególnie jego przedstawienie Odyna wyróżnia się pozytywnie. Do zdecydowanych plusów można zaliczyć gościnną wizytę Avengers, Submeriner'a i Herkulesa :).
Thor, Subariner i wodna poszukiwaczka miłosnych przygód


Herkules - bawidamek

Komiks wygodnie trzyma się w dłoniach i przyjemnie kartkuje, a fragment grafiki na grzbiecie uzupełni obrazek, dla którego niektórzy zbierają wszystkie tomy kolekcji, nawet takie, które im nie przypadają do gustu. Na pochwałę zasługują także wizualne i tekstowe dodatki do komiksu.
Nie lada tarapaty - Thor w objęciach morskiej bestii ....Niewiasta : "Wiem tylko, dumny wojowniku, że po niekończącej się samotności, mam męża, którego pragnęłam od tak dawna!" - Mężny Thor daje odpór "Nigdy! Pókim zdolny do Walki i mam własną wolę, nie poddam się!" - tekst godny Szekspira !

Przebrnąwszy przez lekturę tego dzieła, niestety zadaję sobie to jedno pytanie "ale o co właściwie biega ?" . To podstawowa wada tego wydania, bo rysunków i tekstu mamy na 7 części, a jakby tak dobrze wycisnąć, to nie wiem czy w 1 zeszycie nie byłoby na ten tom zbyt wiele miejsca.
Thor poległ .....przyjaciele z Avengers opłakują

Thor w objęciach Heli ....czy to już koniec ? 

Prawie "martwemu" bogowi gromów, przychodzi z pomocą Marnot


Zastanawiam się, co tak naprawdę powodowało decydentami w Marvela, że zdecydowali się umieścić tę historię w kolekcji. To zagadka dla mnie i wyzwanie, które na pewno będzie mnie męczyło przez pewien czas, aż do chwili, gdy któreś pięknego dzionka, siądę i przetrawię ten tomik raz jeszcze. W poszukiwaniu "bogów"......
Thor i uzurpator ....
Nie wiem dlaczego, ale akurat tę "pozcyję" siedzącą znajduję niezwykle zabawną ....nie wiem, ale może prawa fizyki nie przeszkadzają gromowładnemu ? Cóż, za paliwo się nie płaci, gdy jazdę funduje Mjolnir ....


Postać Thora nie jest mi całkiem obca, ale nie jest mi tak bliska, jak innych supermocarzy. Thor z racji sprawowanego "urzędu" jest nieco bardziej poważną figurą niż większość superbohaterskiego światka, ma skłonność do patosu i trochę więcej niż inni honoru. Kto po raz pierwszy ma okazję się spotkać z Thorem, zdecydowanie powinien sięgnąć po inny tytuł z jego udziałem.


Cytaty i grafiki pochodzą z :
Kolekcja Hachette, Tom 27
Thor W poszukiwaniu Bogów
Autorzy: Dan Jurgens, John Romita Jr.
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela


sobota, listopada 02, 2013

X-Men Storm - Forge Love Story Barry Windsor Smith

Bardzo dawno temu zakupiłam pierwszy superbohaterski komiks z X-Men w roli głównej, z Phoenix na okładce. Był to numer 1/93 wypuszczony przez wydawnictwo Tm-Semic. Zachwyciłam się tą opowieścią, pokochałam wszystkie postaci, szczególnie białowłosą Storm, która ciskała piorunami niczym prawdziwe bóstwo. Wszystko było ładnie pięknie dopóki nie wyszedł drugi numer serii, której kolejne zeszyty w tamtych czasach ukazywały co 2 miesiące. Tak więc nie bez podniecenia wyczekałam te okropne 8 tygodni i doznałam szoku, gdy zobaczyłam w kiosku coś takiego:


O co chodzi ? - zapytałam się siebie.  Dwie damulki, z czego jedna o niezbyt uprzejmym wyrazie twarzy, druga trochę jakby nieprzytomna. Naprawdę nie miałam pojęcia o co tu biega. Ta stojąca osoba to pewnie Rogue, jak się potem okazało całkiem zabawna  i sympatyczna osóbka. A ta druga .......
...a ta druga kobieta "niegdyś mogła latać", jak informował dymek na pierwszej stronie komiksu  :
No i wszystko jasne, ta pięknie narysowana postać kobieca to Storm, prywatnie Ororo Munroe, pogrążona w rozpaczy i depresji, pozbawiona swoich mocy, dawna bogini burz, grzmotów i błyskawic.
Pozbawiona swoich dawnych mocy Bogini burz, nie mogąca się już wznosić nad ziemią, ani wywołać deszczu, zrezygnowana, pogrążona  w depresji ....

Tak mnie urządzili wydawcy w roku 1993. Postać, którą polubiłam natychmiast po lekturze jednego numeru X-Men została zdegradowana do rangi zwykłego śmiertelnika, zaraz w kolejnym zeszycie. Do tego jeszcze ta okropna fryzura, która pewnie w latach 1980-tych, gdy ukazał się komiks pewnie uchodziła za trendy, ale w latach 1990-tych, w dodatku w Polsce, była synonimem mało grzecznej subkultury. Bogini przestała być boginią, zbrzydła i straciła swój charakter. Tak to odebrałam  w tamtym czasie.
Numer 2/93 miał być wprowadzeniem do komiksu ambitnego. O ambicjach świadczyć miały wspaniałe rysunki Barry'ego Windsor Smith'a, a także nietuzinkowy scenariusz, pozbawiony takich elementów jak np. regularne mordobicie i ciskanie czerwonymi promieniami spod paznokci. Dzisiaj, gdy po latach spoglądam na tę historię nieco chłodniejszym okiem, jestem w stanie docenić tę opowieść, próbującą się wybić ponad przeciętność i dostarczyć ciekawych treści dojrzalszemu czytelnikowi. Nie jest to jednak jakieś wybitne dzieło, ale miłośnikowi mutantów, a zwłaszcza tej jednej damy daje możliwość przyjrzenia się skomplikowanym przemianom, jakim ona uległa, przybliża tę postać i więzy zależności łączące ją z innym mutantem - Forge'm. Zdecydowanie nie jest to historia, od której czytelnik powinien zaczynać przygodę z X-Men, bez znajomości innych postaci i ich historii ciężko będzie przełknąć "historię miłosną" dawnej bogini, rozegraną w jednym akcie.

Historia miłosna, love story ?  - nigdy nie lubiłam takich etykiet, z daleka czuć od nich tandetą. Na szczęście opowieść o Storm+Forge nie jest tego typu historyjką z ochami i achami, tkliwością i przesłodzoną naiwnością.  Postaci nawiązują dialog, próbują się odnaleźć w tej nowej sytuacji, zachowują się naturalnie, nie wypowiadają kwestii niepotrzebnych, wahają się, wstydzą, grają.

Komiks kończy się ciosem Storm wymierzonym w szczękę "ukochanego", który ją zawiódł i to bardzo.

Potem jeszcze parę słów goryczy i Bogini oddaliła się z niesmakiem.

Nie byłam zachwycona tym komiksem, nową postacią Storm, jej metamorfozą, ani tym, że wspaniałego Johna Byrne'a zastąpiono Barry'm Windsor-Smith'em. Biorąc pod uwagę lata dzielące Sagę Phoenix od Life Death, była to rzecz raczej nieunikniona. Nie można było się spodziewać, że firma Tm-Semic zapewni wydanie wszystkich numerów X-Men. Decyzja o selektywnym wydawaniu X-Men była słuszna, gdyż tak naprawdę na płytkim rynku polskim było miejsce jedynie dla dobrych, dobranych opowieści, a przynajmniej dla tych, które miały jakiś sens i znaczenie.
 
Dzisiaj polecam ten komiks wszystkich, którzy mają odrobinę czasu, by zanurkować w starsze opowieści. Nie należy ona do łatwych, ale i nie jest banalna i nie jest stratą czasu. Storm jest jedną z tych postaci, które na przestrzeni lat przeszły wiele zmian, nie tylko fizycznych, ale i mentalnych. Jest to szczególnie czytelne, gdy zestawi się współczesne komiksy z udziałem Ororo z tymi, wydanymi na przełomie lat 1970/1980. Tak naprawdę są to dwie zupełnie odmienne postaci. Dawna Ororo, była prawdziwą Boginią, pełną egzotycznych subtelności, wyposażoną przez twórców w specyficzny warsztat mentalny i werbalny. Ororo jaką znamy dzisiaj to daleko mniej ciekawa osobistość, jest po prostu jeszcze jedną, silną kobietą, jak chcą ją postrzegać  w opowieściach czytelnicy.

Skany zaczerpnięte zostały z polskiego wydania X-Men, nr. 2/93, wydanego przez wydawnictwo Tm-Semic w 1993 roku.

środa, września 18, 2013

Był sobie Logan - niezapomniane momenty Wolverine'a - subiektwnie o Rosomaku

Wolverine jest gościem nie do zdarcia - udowodnił to on sam i to na tysiąc sposobów, ale i udowodnili to też wydawcy, scenarzyści i rysownicy, wielokrotnie i niezmordowanie eksploatując postać w różnych swoich coraz to nowszych produkcjach . I nawet mimo to, że nie wszystkie te produkcje były udane, Wolvie nie zdarł się, a nawet i nie zakurzył. I mimo, że się nie oszczędza w żadnym komiksie, pali jak parowóz, pochłania piwo jak Smok Wawelski Wisłę,  to wciąż jeszcze może i bezpardonowo wywija swoimi ostrzami z adamantium. A trzeba pamiętać, że Logan swoje latka ma, zdrowo ponad 100 :).

Przyznam, że nie śledzę wszystkich ruchów Wolverine 'a w Universum Marvela, a to z tak prostego powodu, jak brak czasu; piszę to na wypadek, gdyby moje następujące spostrzeżenie nie było zgodne z prawdą, a brzmi ono następująco: Im komiksowi twórcy więcej miejsca poświęcają Loganowi w swoich produkcjach, tym większemu spłyceniu ulega ta postać. Takie mam subiektywne odczucie, po lekturze komiksów z ostatnich lat. Niestety w tych poznanych przeze mnie pozycjach najwięcej miejsca zajmują ból, cierpienie, przemoc. Oczywiście są to bardzo ważne elementy scenariusza, ale nie powinny być dawkowane w tak przytłaczającej ilości. W ostatnich latach, za sprawą swych twórców Wolverine stał się maszynką do cięcia mięsa, przez co takich obrazków, poza fanami Rosomaka, chyba nikt już nie pamięta:
Wolverine jakiego nie pamiętamy :) Czułe "Do zobaczenia", tutaj w X-Men Essential tom. 2, wydanie Mandragora. pierwotnie X-Men nr 120 z 1979
To jest jedna z twarzy Wolverine'a, na które warto czekać latami , żeby powiedzieć " You've made my day" :). Dla mnie jest to debeściak w swojej kategorii. Gdybyśmy widzieli takiego słitaśnego Logana w każdym komiksie, pewnie by się nam szybko przejadł. Na szczęście twórcy nie słodzą aż tak bardzo, ale za to popadają w drugą skrajność i serwują prawie wyłącznie takie obrazki:

Wolverine, Wróg Publiczny, Tom 2, Mucha Comics
Okej, może nie jest to tak do końca prawda. Logan wydaje się "normalnieje" w grupie, czyli najczęściej w regularnych numerach X-men , występując jako jeden z mutantów Xaviera. Gdy tylko scenarzyści poświęcają mu jakieś samodzielne numery, Rosomak dostaje nagle małpiego rozumu i przez większość czasu spędzonego na wizji robi z otoczenia mielone.
Gwałtowna natura Wolverine 'a jest częstym pretekstem do umęczania go cieleśnie  i umysłowo. We "Wrogu Publicznym" scenarzyści po raz kolejny odbierają Loganowi pełnię władz nad własną osobą, by mógł sobie poszaleć bez wyrzutów sumienia, bez grzechu i do syta. W ten sposób, w pierwszej części Logan robi rozróbę na konto tych "złych", a gdy w drugiej części dowiaduje się co zrobił  w pierwszej, jest tak wkurzony, że znowu zaczyna jatkę, ale tym razem w jedynym słusznym i uzasadnionym celu.

Obecnie jestem na etapie przewracania pierwszych Essentiali z X-men,  które pewnie dla wielu osób mogą stanowić jedynie komiksową ciekawostkę. To prawda, wydania te (oryginały z których zrobiono przedruki) powstały w zupełnie innych czasach, więc pewna archaiczność formy i treści jest nieunikniona. Mimo, że wiele z tych historii to w istocie bardzo proste opowieści, to występujący tam bohaterowie wydają się być bardzo dobrze naszkicowani, zaryzykuję stwierdzenie, znacznie lepiej niż postaci  współczesnych komiksów. Zachwyca mnie bardzo subtelna natura bogini burz i piorunów, nieśmiałość i płochliwość Nightcrawler 'a, kontrastująca z jego diabelską fizycznością - zabieg na pewno celowy scenarzystów, no i oczywiście skomplikowana postać Wolverine 'a,  który odkrywa w tamtych starych komiksach wszystkie światła i cienie swojego oblicza.

Poniżej wrzucam trochę skanów pochodzących z X-Men z drugiej połowy lat 1970-tych i początku 1980-tych,. To są twarze Wolverine'a, którego uwielbiam.


1. Wolverine posłuszny :) Brzmi to pewnie trochę jak "gorzki cukier", ale takie rzeczy się zdarzają. Wolverine zazwyczaj robi co mu się akurat w danym momencie zamarzy i nie przyjmuje rozkazów od nikogo, ale są od tej reguły wyjątki. Jeżeli rozkaz jest wydawany przez kogoś, do kogo Rosomak ma słabość, jak Jean Grey dla przykładu, to potulnie go wykona.

Okazja jedna na milion - Logana zamurowało (i mnie także).... :)


2. Częściej można liczyć jednak na takie zachowanie...tutaj : miłe powitanie profesora Charles'a Xaviera. ...


3. Wolverine wkurzony nr 1 "właśnie się wkurzyłem i bardzo to lubię". To mój ulubiony Wolverine - zadziorny, pewny siebie, wymachujący pazurkami  i do ran kłutych  i szarpanych, dorzucający cięte żarciki za friko :) 
  
to już klasyk - Wolverine sam przeciwko wszystkim .....
The Dark Phoenix Saga, Claremont John + Byrne + Logan = The Best Team Ever, The Dark Phoenix Saga, polskie wydanie Hachette, Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, Tom 6 , Mroczna Phoenix 

4. Wolverine wkurzony nr 2  "właśnie mnie wpieniłeś na maxa .......".  Tutaj niech się chowa kto może, berserk szarżujący w amoku to mało, żeby określić stan w jakim się znajduje Logan..... .  

...po prostu leci do przodu i tnie jak popadnie, bez względu na konsekwencje.......

4.b. Wśród różnych wersji wkurzonego i napierającego Wolverine'a, możemy wyróżnić podtypy, jak np.  Wolverine "zmów paciorek"


5. Wolverine coach; Każdy Cyryl ma swoje metody, a oto dydaktyczne metody Logana. Motywacja to podstawa. 



6. Wolverine mało znany .......zakochany i romantyczny :))) 
....czy ktoś tak jeszcze rysuje komiksy, jak John Byrne ? 


Logan kupuje kwiaty dla leżącej w szpitalu Jean Grey, jednak na miejscu okazuje się, że przy Jean czuwa już cała drużyna X-Men. Na widok swoich kolegów,  Logan pośpiesznie pozbywa się bukieciku utylizując go w szpitalnym koszu.

7. Wolverine, subtelny podrywacz :) Działo się w Japonii....


Absolutnie uwielbiam ten fragment :))) Zauroczony Rosomak daje pięknej Mariko chryzantemę na pożegnanie ......


Wolverine zdecydowanie nie jest tutaj sobą ....

8. Wolverine dżentelmen :)  Logan może jest narwany, ale nie toleruje bicia kobiet....a zwłaszcza jednego rudzielca ..... .

9. Wolverine pomocna dłoń;) Jeżeli sukienkę chce skrócić dziewczyna, niech idzie po pomoc do Wolverine 'a.

10.  Jak się należy zwracać do Profesora X ....


11. Wolverine psycholog i sztuka persfazji ....

The Dark Phoenix Saga, polskie wydanie Hachette, Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, Tom 6 , Mroczna Phoenix


12. Wolverine wpada z niezapowiedzianą wizytą .....uwielbiam ostatni kadr z Nightcrawlerem :)))


13. Kodeks Wolverine 'a 


14. Wolverine jako wspaniały przyjaciel i ostatnia deska ratunku, w popisowym numerze Nightcrawlera :)))



Aby właściwie ocenić klasę tego humoru, najlepiej zderzyć go ze współczesnością; oto fragment New X-Men Imperialni (Hachette, 2013, T. 21), który nabyłam i przeczytałam wczoraj,  pierwsza lepsza "zabawna" scenka, et voilà
The New X-Men "Imperialni", Logan ratuje nową mutantkę i ma pełne .....roboty .......
Czy takie sceny mogą kogoś bawić ? Może, ale dla mnie to ciężki humor. Odradzam lekturę przy posiłku.

Do zobaczenia :) 



Skany wykorzystane w poście pochodzą z 
The Essential X-men Vol 1., Giant Size X-men nr 1 
Essential X-men, tom 2, Mandragora
X-Men, Mroczna Phoenix, Wielka Kolekcja Komiksów Marvela Hachette, tom 6, 2013
Wolverine - Wróg Publiczny, tom 2, wydanie Mucha Comics
New X-men Imperialni, Wielka Kolekcja Komiksów Marvela Hachette, tom 21, 2013

wtorek, września 10, 2013

Sąd Nad Gotham Batman Judge Dredd Wydanie Specjalne Tm-Semic 1993

Po latach flirtów i romansów z komiksami mogę stwierdzić z satysfakcją, że stara miłość nie rdzewieje, a ponadto, można nawet się dopatrzyć uroku w tym, co niegdyś nie było przez nas nazbyt cenione.
Tak mniej więcej wygląda mój na przestrzeni lat ewoluujący stosunek do komiksu Simona Bisley'a i Alana Granta pt. Batman / Judge Dredd : Sąd Nad Gotham. Pierwszy raz nabyłam tę pozycję w chwili jej się ukazania w 1993 roku. Było to chyba pierwsze i (jeszcze większe "chyba") jedno z niewielu wydań Tm-Semic na kredowym papierze. Na tamte czasy śliski papier to był prawdziwy powód do cmokania. Niestety sam komiks nie przypadł mi naówczas do gustu, ani graficznie, ani pod względem scenariusza. Muszę przyznać, że scenariusz z latami nie urósł w moich oczach, fabuła kręci się bowiem wokół jednego takiego zdrowo kopniętego "zabili go i uciekł", tym razem w znaczeniu dosłownym. Najbanalniejszy splot wydarzeń sprawia, że tego właśnie gościa ma interes dopaść przynajmniej kilka postaci; po pierwsze Batman - bo nieumarły szaleniec z przyszłości zagraża Gotham, inny zdrowo kopnięty z przyczyn osobistych (porachunki) a także Sędzia Anderson  - przybyszka z przyszłości, aktualnie występująca w roli strażniczki prawa, dysponującej użytecznymi umiejętnościami telepatycznymi, która ściga Death'a z racji sprawowanego urzędu. Sprawy nie ułatwia fakt, że Death ma naprawdę złowieszcze plany - unicestwia wszystko, co znajduje się wokół, a na domiar złego ma przyjemność w miejskiej kostnicy natknąć się na starego wroga Batmana ' Scarecrow'a. Z takiej dawki wariatów-popaprańców, stróżów prawa i superbohaterów może wyniknąć tylko jedno  - narkotyczno-upajająca maszynka do mięsa hack-and-slay. Krew się leje,  mięcho fruwa tu i tam, są nawet żeberka .... .
No i gdyby nie fantastyczna kreska Simona Bisley'a to nawet bym się nie dopatrzyła pozytywnych cech w scenariuszu, ale Bisley jest tak fantastyczny, tak klimatyczny, że zapiera dech w piersiach. Niestety do tego musiałam dorosnąć. Tego komiksu się nie czyta. Tego komiksu się nawet nie ogląda. Ten komiks się pożera wzrokiem. Postaci są niezwykle przekonujące, brutalne sceny nie przeszkadzają, a nawet cieszą oko, bo tak pięknie zostały zilustrowane. Pod względem estetycznym jest to prawdziwy cukierek w najbardziej kolorowym papierku, jaki można sobie wyobrazić. Myślę że to właśnie dla oddania piękna szaty graficznej TM-SEMIC zdecydował się na odważny na tamte czasy krok wydania komiksu na kredowym - śliskim papierze.  Dla mnie jedna z ulubionych pozycji komiksowych, którą warto mieć. Piękne kolory, piękne miasto przyszłości, piękni "paskudni adwersarze", nawet Scarecrow jest piękny, już nie wspominając o najpiękniejszym Batmanie, jakiego kiedykolwiek widziałam.

Tak właśnie powinno się rysować Mrocznego Rycerza, prawdziwego mrocznego obrońcę, mrocznego miasta.

Wspaniały Mroczny Rycerz  i odwieczny wróg - Screcrow autorstwa Simona Bisley'a w komiksie BATMAN / Judge Dredd Sąd nad Gotham, wydawnictwo TM-Semic 1993

Sędzia Dredd też jest niczego sobie - postaci rzucone na całą stronę komiksu przytłaczają swym pięknem. 
Wspaniały Sędzia Dredd autorstwa Simona Bisley'a w komiksie BATMAN / Judge Dredd Sąd nad Gotham, wydawnictwo TM-Semic 1993

Jest to komiks niezwykły, zapadł mi w pamięć na długie lata. Serdecznie polecam, nawet jeżeli nie lubicie nawalanek. 



see