Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Batman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Batman. Pokaż wszystkie posty

sobota, kwietnia 19, 2014

Joker pod mikroskopem - Brian Azzarello, Lee Bermejo

Joker to "wesoły" gostek, przeważnie uśmiechnięty od ucha do ucha i rażący otoczenie swym nieszablonowym poczuciem humoru jak trucizną. Tak było zawsze. Żeby mógł śmiać się ktoś, płakać musi ktoś. Ale Jokerowi rzadko jest do śmiechu - fani Batmana dobrze to wiedzą. Joker to postać tak naprawdę smutna, chora psychicznie i wymagająca intensywnej psychiatrycznej terapii. Tym bardziej zaskakujący jest fakt, że pewnego dnia ze szpitalu dla obłąkanych Arkham, Joker zostaje wypisany. Natychmiast zadaję sobie pytanie "Czy to może nie jest jak w tym opowiadaniu Edgara Allana Poe, gdzie chorzy psychicznie zajęli miejsce lekarzy, których uwięzili natychmiast w izolatkach, a sami odgrywali role pielęgniarek,kucharze i medyków"? Może Joker zwolnił się sam ? To jak zły sen - koszmar na jawie. Wyjście Jokera z Arkham to bomba atomowa spuszczona  w sam środek Manhattanu - tego nie spodziewał się nikt. Joker nie wydobrzał. Joker jest co prawda wciąż uśmiechnięty, ale strasznie wściekły.

Moja ulubiona scena z tego albumu to właśnie Joker opuszczający Arkham - niczym Drakula wynurzający sie z cieni swojego zamczyska. Stąpa pewnym, swobodnym krokiem, jakby  mówił "Idę po Was". Zielonowłosy wychodzi jak niepokorny książę, jak długo upokarzany władca - wychodzi główną bramą, nie uciaka helikopterem ani nie wymyka się świeżo wykopanym tunelem.
To naprawdę świetne zobrazowanie postaci i zapowiedź tego, co się będzie działo.

Joker wychodzi z Arkham - nadchodzi ....i mimo uśmiechu jest bardzo zły..

Niestety reszta komiksu jest mniej finezyjna. Autorzy zabrali się za postać Jokera od kuchni, rozbijając tym samym obecny w głowach czytelników "romantyczny obraz" szaleńca, gdzie niektóre rzeczy pozostają niedopowiedziane, niedorysowane. Joker pod mikroskopem - widzimy, że dalej mu do utartej jokerowatości, a bliżej do zwykłego amerykańskiego bandziora, który liczy, kalkuluje, pamięta, kieruje się rozumem i oczywiście morduje. Przebłyski szaleństwa w dobrze znanym wydaniu się oczywiście pojawiają, jak np. w tej, mrożącej krew w żyłach scenie : 


Ale to za mało, żebyśmy mogli mówić  o tym samym Jokerze. Joker znormalniał, niestety. Tzn. wciąż jest niebezpieczny, ale bardziej brutalny niż szalony - na szaleństwo w dawnym wydaniu mało zostawili autorzy miejsca  i tego zdecydowanie nie lubię. Komiks to przede wszystkim wycieczka z Jokerem po ulicach, melinach, pogoń za odzyskaniem strefy wpływów, kasy (jakie to prozaiczne!) i przede wszystkim mnóstwo krwi, obdzierania ze skóry i, mówiąc zwyczajnie, mięcha. Jest to dosyć nudna opowieść (przepraszam za słowo)- nie zadziwia, nie bawi, rozczarowuje.

Postać Jokera jest sama w sobie ciekawa i myślę, że można ją lepiej wykorzystać, bardziej subtelnie. Cieszą natomiast dobre rysunki, pasujące do klimatu opowieści.


Joker
Brian Azzarello, Lee Bermejo
Wydanie: Egmont 2011 - Obrazy Grozy

środa, stycznia 15, 2014

Bruna bez włosów - błąd rysownika w komiksie Batman Powrót Mrocznego Rycerza

Czasem uwielbiam takie drobiazgi. Nie zawsze je dostrzegam za pierwszym razem. Tym razem zauważyłam, że Bruna na początku księgi trzeciej (Polowanie na Mrocznego Rycerza) została przez Franka Millera na chwilę pozbawiona włosów. Wyrośnięta babka na pierwszej stronie rozdziału wygląda tak:

1. Bruna z Włosami, pierwsza strona
Na trzeciej stronie rozdziału,  podczas ucieczki najpierw wygląda tak (wciąż ma włosy) : 
2. Bruna z Włosami, trzecia strona
....a już na kolejnym kadrze wygląda tak: 

3. Bruna bez włosów, trzecia strona

Żeby było zabawniej, na stronie sąsiedniej włosy Bruny wracają na swoje miejsce. Wygląda to w ten sposób:

 
To oczywista pomyłka przy szkicowaniu - podobnie jak w przypadku filmów, autorzy zawsze mogą się nieco pomylić. I całe szczęście - niech będzie ciekawie.

Skany pochodzą z komiksu BATMAN: Powrót Mrocznego Rycerza, wydanie EGMONT, 2002
Frank Miller, Lynn Verley, Klaus Janson




czwartek, października 24, 2013

Batman The Long Halloween Top Komiks

Wiem, że nie należy się od razu nastawiać na "nie". Batman był zawsze dla mnie trudnym superherosem. Nigdy nie mogłam się wczuć w jego czarną rycerskość, mroczny klimat komiksów, brakowało mi supermocy i za dużo było typowo pomylonych obszarpańców. W opowieściach brakowało humoru, było ciemno, zimno i nudno.

Ostatnio sięgnęłam po TOP Komiks nr 5/99 wydany przez Tm-Semic, opowieść stworzoną przez duet  Jeph Loeb, Tim Sale). Ze wstydem przyznam, że był to chyba pierwszy przypadek, kiedy udało mi się zasnąć podczas lektury komiksu, a był środek dnia i nie byłam w pozycji leżącej :).

Za oknem świeciło słońce, ale mroczny klimat Batmana wprawił mnie w trans śpiączkowy, a to oznacza tylko jedno - komiks był strasznie nudny.


O czym jest komiks? Szczerze pisząc - nie mam pojęcia. Walczyłam ze snem i nie mogłam się skupić na fabule. Po kartach komiksu szalał Mroczny Rycerz  i dobrze znane mi postaci - Szalony Kapelusznik Trujący Bluszcz, Joker, Pingwin - za dużo tego dobrego jak na taki cienki komiks. Wszystko w ciemnej, mrocznej, grobowej tonacji.




No i generalnie byłoby to tyle na ten temat. Czy w komiksie jest coś wartego uwagi ? Tak, nawiązania do literatury i sztuki, co może się przydać np. studentom piszącym prace na temat inspiracji sztuką i literaturą klasyczną we współczesnej popkulturze.

W Batmanie znajdziemy nawiązania do np. Alicji w Krainie Czarów,
ale także inspiracje rzeźbą Michała Anioła Pieta; tutaj Batman leży cierpiący na kolanach swojej matki:


Inspiracją Pietą nie jest nowością - po ten motyw twórcy zdają się sięgać dosyć często, np. Frank Miller w komiksie Daredevil "Born Again" (Daredevil: Odrodzony). Porównajmy oryginał Michała Anioła z komiksowymi "przeróbkami":

Pieta Michała Anioła (w środku) oraz komiksowe inspiracje - Frank Miller, Daredevil Odrodzony (z prawej) oraz Tim Sale, Batman Halloween ( z lewej).

Ufff. Koniec. Naprawdę nie padłam z wrażenia po lekturze tego komiksu. Dam mu szansę za jakiś czas - może gust mi się zmieni. To był naprawdę ciężki komiks do przetrawienia. Muszę kończyć, bo już mi się zaczyna chcieć spać.


piątek, września 06, 2013

Trzeba Być Wariatem, żeby Całkiem nie Oszaleć Batman 1/91 Zabójczy Żart

Batman "The Killing Joke"(Zabójczy Żart) to klasyka komiksu, której przedstawiać nie trzeba. Polscy czytelnicy zetknęli się z tą historią pierwszy raz w 1991 roku, dzięki wydawnictwu TM-SEMIC. W tej dosyć krótkiej, ale treściwej opowieści odwieczny wróg Batmana, zielonowłosy Joker, próbuje nas przekonać, że szaleństwo jest jedyną drogą ucieczki przed koszmarami, jakie czekają na człowieka w jego bezsensownej egzystencji. Swoich racji próbuje dowieść na żywym przykładzie  komisarza Gordona, któremu płata zabójczego figla (Zabójczy Żart), napada go, rani córkę, bierze go do niewoli i przedstawia makabryczne fotografie jego zmaltretowanej Barbary. Joker jest przekonany, że trudne doświadczenia prowadzą do szaleństwa, które jest jedyną drogą ucieczki  dla udręczonej jednostki. Joker w ten sposób tłumaczy też własne szaleństwo, gdyż niegdyś był przecież normalnym człowiekiem, miał rodzinę i plany, które pokrzyżował mu złośliwy uśmiech losu. Z przeciętnego człowieka, o słabej woli stał się bezwzględnym przestępcą - szaleńcem.

 
Alan Moore, Brian Bolland, TM-SEMIC, BATMAN nr 1/91, "Zabójczy Żart"

Joker podczas swojego mrocznego eksperymentu obserwuje cierpienie Gordona i stwierdza, że egzystencja człowieka jest irracjonalna, bezsensowna i szalona. Jakie jest więc wyjście ? Oczywiście ratunkiem jest szaleństwo. W zwariowanym świecie trzeba zwariować, tylko po to, żeby nie oszaleć

Alan Moore, Brian Bolland, TM-SEMIC, BATMAN nr 1/91, "Zabójczy Żart"
Tak to przynajmniej widzi Joker. Jednak w praworządnym świecie nie ma miejsca na taki punkt widzenia. Wiele osób przecież traci bliskich i ma problemy ze znalezieniem pracy i nie każdy staje się z tego powodu niebezpiecznym przestępcą. Wkrótce na miejsce przybywa Batman, by powstrzymać szaleńca i udowodnić, że nie ma racji. Gordon oczywiście nie wariuje, jak tego chciał  Joker. Po krótkiej gonitwie, Batman dopada żartownisia i próbuje mu przemówić do rozumu. Ten jednak nie słucha, ma swoje racje, tylko on wie jak wiele wycierpiał, wie że jest szaleńcem i nie ma już dla niego miejsca "w normalnym świecie", tak więc wszelkie próby wbijania mu mądrości przez Mrocznego Rycerza są niecelowe. W tym momencie współczujemy Dżokerowi, który jest pochłonięty swoim szaleństwem.  Jest groźnym przestępcą, jest umysłowo chory, ale to przecież nie jego wina. Końcowa rozmowa Dżokera z Batmanem to jak konwersacja niemego z głuchym, każda z tych postaci mówi innym językiem, bo każda należy do innego świata.  . 

Czy Batman zabija Dżokera w ostatniej scenie ? 
Każdy ma prawo do swojej interpretacji, dlatego tak lubię interpretacje;). Gdzieś przeczytałam, że ostatnia scena komiksu kończy się zabiciem Jokera przez Batmana. Ja tak nie uważam. Po pierwsze takie zakończenie byłoby bez sensu, skoro Dżoker był już ujarzmiony i bezbronny. Zabijanie bezbronnych nie byłoby dobrą reklamą dla obrońcy prawa. Wbrew pozorom pokusa wcale dla Batmana nie jest wielka, ewentualna korzyść z tak niecnego czynu mizerna. 

Tak wygląda jeden z ostatnich kadrów :
Czy to Batman morduje Jokera ? 
Batman "atakuje" swojego adwersarza, tutaj już ujarzmionego i bezbronnego. Niektórzy widzą  w tej scenie Batmana duszącego zielonowłosego szaleńca, ja jednak sądzę, że Rycerz chwyta go po prostu za poły fraka. Joker śmieje się nadal, bo jest szalony - nie mogąc się bronić ani atakować, wybrał jedyną formę ucieczki - szaleństwo. 

Co mówi nam końcowa scena  ?  Takie jest moje, chyba dosyć proste wyjaśnienie. 
1. najpierw Dżoker i Batman śmieją się z arcyzabawnego żartu. W tle widać światła i słychać syrenę radiowozu.
2. Syrena radiowozu jest coraz głośniejsza, światła oślepiające, śmiech Jokera jeszcze rozbrzmiewa. Batman chwyta Jokera za poły fraka, by oddać w ręce sprawiedliwości
3. Deszcz wciąż pada, panowie stoją w kałuży, Jokera ani Batman już się nie śmieją, wyje tylko policyjna syrena
4.  Wkrótce także odgłos syreny milknie, a na rozrastającej się kałuży widać jeszcze tylko odbicie reflektorów radiowozu. Brak fragmentów stóp świadczy o tym, że Dżoker został zapakowany do radiowozu i udaje się w dobrze mu znanym kierunku. Nic tu także  po Batmanie, który się pewnie udaje do swoich obowiązków. . 
5. W ostatnim kadrze nie mamy już nic prócz wielkiej kałuży i padającego deszczu, zamilkły syreny, znikło odbicie reflektorów radiowozu, nie słychać śmiechów. 

Wg mnie, morał jest taki, że oczywiście, życie doświadcza, niekiedy bardzo boleśnie, jednak nie okropne doświadczenia życiowe nie mogą być nigdy usprawiedliwieniem niegodziwych czynów. Joker nie miał w życiu szczęścia, współczujemy mu, jednak jest groźnym przestępcą, a dla takich jest tylko jedno miejsce. 


Dlaczego tytuł "Zabójczy Żart" ? 
- tytułowy zabójczy żart, to dowcip, który w finale opowiada Joker. Ponieważ żart jest "zabójczo" zabawny, obaj Panowie rechoczą w końcowej scenie .... 
- bohaterami rzeczonego żartu są dwaj umysłowo chorzy, a zabójstwo w formie "zabójczego żartu" (=wyłączenie latarki przez jednego z umysłowo chorych) jego elementem; 
- zabójczy żart to w końcu wszystko, co robi w komiksie Joker, jako nabywca lunaparku, jako złoczyńca zniewalający komisarza Gordona i raniący jego córkę - wszystkie popełniane w opowieści przestępstwa są w rozumowaniu Jokera żartami, ale "zabójczymi żartami" dla jego ofiar.

see