Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tm-semic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tm-semic. Pokaż wszystkie posty

niedziela, grudnia 29, 2013

Ukojenie w Sercu Bestii - Do czego Wolverine potrzebuje małych dziewczynek ?

"Tam w środku musi być coś z człowieka. I to coś jest przerażone, i cierpi, a ja tego czegoś nie zostawię na pastwę losu" 

(Wolverine nr 39, Wolverine Essential tom 2, wydanie Mandragora).

Gdybyście musieli zostawić swoją 5-letnią córeczkę pod opieką jednego, wybranego superherosa ze świata Marvela, kogo byście wybrali na bodyguarda ? Scenarzyści już od dawna, bo od lat 1980-tych, przekonują czytelników, że najlepszą supernianią dla dzieci jest Logan, który nie tylko ma wszelkie predyspozycje techniczne do przeprowadzenia skutecznej obrony pociechy, ale i potrafi nawiązać z nią niespotykaną wręcz więź uczuciową. Małe dziewczynki uwielbiają Wolverine'a, nawet jeżeli początkowo się go trochę boją, potrafią mu w końcu zaufać i polubić. 

Jak to możliwe, że "najniebezpieczniejszy człowiek na ziemi", mający za sobą traumatyczne doświadczenia życiowe, żłopiący piwsko cysternami, palący jak lokomotywa, nie przebierający tak w środkach, jak i w słowach, może być kojarzony jako idealny kompan i opiekun niewinnych, kilkuletnich dzieci?  To nie jest pomyłka. Autorzy w różnych okresach podrzucali i nadal podrzucają Rosomakowi takie na przykład LeeLee czy Elsie Dee w opałach, którymi ten się natychmiast zajmuje, i to z największym poświęceniem oraz zaangażowaniem, narażając własne, nie takie łatwe, życie. Czy Wolverine ma coś przeciwko wcielaniu się w rolę niani ? Ależ skąd. Nawet jeżeli splot wydarzeń zmusi go do wychrząkania kilku dźwięków dezaprobaty, nie są one wyrazem jego prawdziwych uczuć. Tak naprawdę, dusza Logana jest  niezwykle delikatna, efemeryczna niczym srebrna pajęczyna ("gentle soul", jak to określiła kiedyś Jean Grey) i jeżeli na pierwszy rzut oka tego nie widać, to tylko dlatego, że dostępu do niej broni pokryta skorupą i zawsze jakimiś świeżymi strupami, szorstka powierzchowność. Wnętrze Rosomak to taka perła, ukryta w muszli. Albo skarb, zazdrośnie strzeżony przez ziejącego ogniem smoka. Nie każdy może się do tego skarbu zbliżyć i podziwiać jego piękno. Mogą to zrobić jedynie ci, którzy mają klucz, którym  są najczęściej czystość, niewinność  i dobroć. Któż może mieć więcej tych cech niż dzieci, a szczególnie dzieci płci żeńskiej ? W błędzie byłby ktoś, kto by twierdził, że są one jedynie biernym obiektem obrony. Tak naprawdę pełnią one ważną funkcję w życiu Wolverine'a - są balsamem dla jego duszy, leczą jego poharatane myśli, łatają krwawiące blizny. Wolverine bardzo ich potrzebuje, bo w pewien sposób, odzwierciedlają to, czego bardzo mu brakuje, czego pragnie, z czym chciałby się identyfikować,  co jest jego drugą prawdziwą, acz schowaną za parawanem codzienności naturą. To dlatego tak łatwo mu się otworzyć na te małe istoty, zrozumieć ich ból, strach, pocieszyć, pozyskać ich zaufanie i uczucie. Logan korzysta przy tym ze swej emocjonalnej inteligencji. 

Logan to postać bogata wewnętrznie, wydająca się przeżywać wszystko z niespotykaną intensywnością. To emocjonalna bomba. Dla stworzeń cierpiących jest boleśnie czuły, dla jednostek wrogich staje się żywym demonem zniszczenia, gotowym je rozszarpać gołymi zębami ( o pazurach nawet nie ma co wspominać). Ma w sobie niezbadane pokłady wrażliwości i dobroci, ale nigdy ckliwości. Oczy dziecka dostrzegają w Loganie dobrą duszę, gdyż dzieci widzą więcej niż dorośli, nie są skażone złymi wzorcami, jakimi nasiąka każdy z latami. W obecności dzieci Wolverine czuje się chyba lepiej, bezpieczniej pod każdym względem, nie tylko fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym. Wie, że ze strony tych istot nie może go spotkać nic złego. Tak samo nie może czuć się w obecności dorosłych, którzy wielokrotnie zawiedli go w przesłości. Z dziećmi szybko nawiązuje wspólny język, jest szczery i czuły, potrafi docenić dziecięcą czystość i delikatność.  Ponieważ dziećmi są przeważnie dziewczynki, te piękne i dobre cechy ulegają jeszcze spotęgowaniu. Chłopcy szukają wojny, dziewczynki miłości. To dlatego Rosomaka zestawia się z tymi drugimi. 

W komiksach często Logan przedstawiany jest jako rosły, nieokiełznany, dziki (półnagi) i brutalny mężczyzna, który trzyma za rękę małą, niewinną i przerażoną dziewczynkę. Łączy ich jednak coś więcej niż uścisk dłoni. Obie kontrastujące  sylwetki mają ze sobą więcej wspólnego niż widać to gołym okiem. Łączy ich czystość dusz i łagodność wnętrza. Kontrast jest więc podwójny. Ich fizyczne przeciwieństwa skontrastowane są z podobieństwem natury i umysłów.  Logan wielokrotnie podkreślał, że wbrew pozorom, nie jest ani maszyną, ani potworem, tylko człowiekiem. Człowieczeństwo jest dla niego ogromnie ważne, a najlepiej demonstruje się ono właśnie w ten sposób. Okazując drugiej osobie, słabszej i cierpiącej pomoc i współczucie, stajemy się lepszymi ludźmi. Czy te dwie splecione dłonie nie są tego przypieczętowaniem ?

O czym chcą nam powiedzieć autorzy, przedstawiający Logana trzymającego za rękę jeszcze jedną małą dziewczynkę ? 
Jesteśmy fizycznie inni, ale łączy nas coś, czego nie można dostrzec gołym okiem.
Nie jestem bestią, jestem człowiekiem.
Jesteśmy podobni, potrzebujemy się nawzajem.

LeeLee i Logan. Okazuje się, że nie tylko Rosomak pomaga małym dziewczynkom, ale i one pomagają Rosomakowi. 


Lee Lee zaopiekowała się Loganem, dała mu miejsce do spania i napoiła. Wszystko co może zrobić mała dziewczynka dla cierpiącego człowieka. 

Sekundę wcześniej, zanim Wolverine zszedł na dół do tej restauracyjnej piwnicy, by uratować małą, przerażoną dziewczynkę, zdążył wybebeszyć pazurami bandę ludzkich bestii na górze. Rosomak szybko przechodzi ze stanu "szał berserka" do stanu "anielskiego" , w zależności od tego, czego wymaga sytuacja. To są jego naturalne, niemal odruchowe zachowania.


Dla niewinnych i cierpiących - oczy Anioła Stróża; oczy które widzą ból i dzielą go z ofiarą, odczuwając go niemal fizycznie .....
- Proszę Pana, czy mogę zadać pytanie
- Pewnie kochana. 
- Czy Pan ....Czy Pan jest Spider- Manem ? 
.........





- Nie kochanie, Spider Man to mięczak....


Mała Po, kolejna dziewczynka, która potrzebuje pomocy Logana ......a ten zrobi dla niej prawie wszystko.

Mała Po uwielbia Logana
Wspaniała historia Logana i małego Androida Elsie Dee, który został zaprojektowany, żeby zniszczyć Wolverine'a. Wolvie ratuje małą z pożaru, nie wiedząc, że to pułapka i z ogromną troskliwością przytula ją do siebie, zapewniając, że wszystko jest już w porządku. Mała, mimo że jest androidem, jest wzruszona okazanymi uczuciami i odwzajemnia się Loganowi, pokonując program, który miał doprowadzić do wybuchu i zniszczyć Rosomaka. Cała opowieść ciągnąca się przez kilka zeszytów jest wciągająca i ciekawa. Logan wyczuwa, że mała Elsie Dee nie jest zwykłym "robotem" i jest przekonany, że tkwią w niej ludzkie uczucia, czego dała dowody. Logan, jako jedyny, traktuje androida jak normalne, czujące  i myślące stworzenie, któremu przysługują takie same prawa, jak każdemu człowiekowi. Inni postrzegają dziewczynkę jako zwykłego robota napakowanego niebezpieczną elektroniką.

"Tam w środku musi być coś z człowieka. I to coś jest przerażone, i cierpi, a ja tego czegoś nie zostawię na pastwę losu" 

Elsie Dee: "To nie w porządku ....tełaz, kiedy ktoś się o mnie zatłoszczył, wszystko musi się skończyć" (Wolverine nr 39, Wolverine Essential tom 2, Mandragora )


"Tam w środku musi być coś z człowieka. I to coś jest przerażone, i cierpi, a ja tego czegoś nie zostawię na pastwę losu" (Wolverine, nr 39, Wolverine Essential tom 2, Wydanie Mandragora )

"Ty to umiesz postępować z kobietami Logan..... w każdym wieku i w każdej postaci." ( Wolverine, nr 39, Wolverine Essential tom 2, Wydanie Mandragora )

Wolverine" Ona jest inna" . ...."Ten mały robot też ma uczucia".
Mała Energizer, którą polscy czytelnicy znają z opowieści "Wounded Wolf" (Ranny Wilk, X-Men nr 3/93, Tm-Semic 1993) to kolejna mała dziewczynka, która pomaga Rosomakowi i nawzajem. Początkowy strach i przerażenie, zastąpiony jest stopniowo rodzącym się zaufaniem dziewczynki do dzikiego, brutalnego mężczyzny.

Współczucie. Gdy inni widzą w Tobie zagrożenie i bestię, niektórzy potrafią dostrzec, że cierpisz . 

Troska, współczucie, zrozumienie, dialog ....ból i strach - wszystko co nas łączy, to co nas czyni ludźmi, to co nas zbliża do siebie. 
Zaufanie.


Niebezpieczeństwo z zewnątrz.

Człowieczeństwo, strach,  zaufanie. Początek przyjaźni ? 
Logan jest niezwykłą postacią. Najczęściej scenarzyści starają się uwypuklić jego zwierzęcą naturę, która w istocie drzemie gdzieś bardzo blisko pod powierzchnią i najłatwiej ją sprowokować. Sam bohater nie lubi tej części siebie. Na ironię, jest on bardziej ludzki i wrażliwy, niż znakomita większość jego kolegów po fachu. Nie jest to jednak pretekstem do tego, żeby się miał patyczkować z tym czy innym kolesiem. Logan jest brutalny i bezkompromisowy, "najlepszy w tym co robi", a robi to często. Źli ludzie budzą w nim demona, zwykli ludzie nieufność, dzieci i cierpiący dobroć oraz współczucie.
Z uwagi na częste przedstawienia Logana jako rozjuszonej, opętanej szałem bestii, małe dziewczynki wydają się stanowić najbardziej jaskrawy kontrast dla tej części jego fizyczności, która jest najbardziej powierzchowna, ale i najmniej mówiąca o nim, jako o człowieku. Tymczasem dusze tych dzieci są jakby lustrzanym odbiciem tego, co Wolverine skrywa wewnątrz.

Czy się z tym zgadzacie?

Skany z następujących komiksów:
- X-Men 3/93 Tm-Semic
- Essential Wolverine t. 2, Mandragora
- Wolverine / Hulk, Mandragora
- Wolverine Vol.2 nr 181
- Giant Size Wolverine nr 1 / 2006

czwartek, grudnia 12, 2013

John Byrne rysuje Supermana - moje ulubione komiksy z człowiekiem ze stali

Moje pierwsze zetknięcie z postacią Supermana to komiksy wydawane przez Tm-Semic w ramach regularnej serii na początku lat 1990-tych.  Po dziś dzień uważam, że Superman w wykonaniu Johna Byrne'a to był najlepszy człowiek ze stali ever. Na pewno dużo w tym czaru dzieciństwa, ale nawet jak patrzę na tego latającego herosa obecnie, wydaje mi się, że nie miał sobie równego, ani wcześniej, ani później.
Oto skany z pierwszych komiksów o Supermanie, które ukazały się w Polsce.








czwartek, listopada 14, 2013

Supergirl spalona na skwarek - Pogrzeb przyjaciela Superman 9/95

Postanowiłam sobie odświeżyć stare historyjki z Supermanem, a to z powodu nowo zakupionego albumu All Star Superman, który w rankingach jest stawiany na piedestale, jako jedna z najlepszych opowieści o Człowieku ze Stali. Rankingi te oprócz innych opowieści, takich jak "Superman na Wszystkie Pory Roku" czy też "Whatever Happened to the Man of Tomorrow?" wymieniają m.in. tytuł Pogrzeb Przyjaciela, która to historia ukazała się w Polsce nakładem Tm-Semic w 1995 roku.

Okładka pierwszego numeru traktującego o pogrzebie Supermana wyglądała tak:

 Superman bez Supermana. Za to tłumy opłakujących lub żałujących jego odejścia, wśród których znalazły się także takie postaci jak Lobo i Lex Luthor.
W komiksie występują gościnnie inni superbohaterowie m.in. Batman, ale także Supergirl, która po starciu z Doomsday'em przypominała raczej obcego z filmu sci-fi. Oto pokiereszowana Supergirl:

 Obrazek budzi współczucie, ale na szczęście "uraz" nie jest trwały; Lex Luthor - znany superłotr i odwieczny wróg  poległego właśnie Supermana zabiera stworzoną przez siebie Supergirl do domu ...

i każe przybrać dawną, piękną formę ponętnej blondynki  ....

Zdolność przybierania jakiejkolwiek postaci okazała się nie być tylko zwykłym gadżetem, a naprawdę potężnym narzędziem dla tej młodej damy. "Jak pięknie być sobą". Szkoda, że Superman miał mniej szczęścia.

Ten epizod z Supergirl był dla mnie bardziej poruszający od śmierci głównego bohatera. Nie wiem czemu, chyba nie potrafię się wczuć w tragizm sytuacji. I wiem dlaczego. Tylko postaci z rzeczonego komiksu nie mogą przypuszczać, że przecież Superman nie może sobie tak po prostu umrzeć. Po tej gorszej stronie lustra czekają na niego wszakże wierni czytelnicy, których nie wypada rozczarować.

Skany pochodzą z numeru Superman 9/95 wydanego przez wydawnictwo Tm-Semic.

sobota, listopada 02, 2013

X-Men Storm - Forge Love Story Barry Windsor Smith

Bardzo dawno temu zakupiłam pierwszy superbohaterski komiks z X-Men w roli głównej, z Phoenix na okładce. Był to numer 1/93 wypuszczony przez wydawnictwo Tm-Semic. Zachwyciłam się tą opowieścią, pokochałam wszystkie postaci, szczególnie białowłosą Storm, która ciskała piorunami niczym prawdziwe bóstwo. Wszystko było ładnie pięknie dopóki nie wyszedł drugi numer serii, której kolejne zeszyty w tamtych czasach ukazywały co 2 miesiące. Tak więc nie bez podniecenia wyczekałam te okropne 8 tygodni i doznałam szoku, gdy zobaczyłam w kiosku coś takiego:


O co chodzi ? - zapytałam się siebie.  Dwie damulki, z czego jedna o niezbyt uprzejmym wyrazie twarzy, druga trochę jakby nieprzytomna. Naprawdę nie miałam pojęcia o co tu biega. Ta stojąca osoba to pewnie Rogue, jak się potem okazało całkiem zabawna  i sympatyczna osóbka. A ta druga .......
...a ta druga kobieta "niegdyś mogła latać", jak informował dymek na pierwszej stronie komiksu  :
No i wszystko jasne, ta pięknie narysowana postać kobieca to Storm, prywatnie Ororo Munroe, pogrążona w rozpaczy i depresji, pozbawiona swoich mocy, dawna bogini burz, grzmotów i błyskawic.
Pozbawiona swoich dawnych mocy Bogini burz, nie mogąca się już wznosić nad ziemią, ani wywołać deszczu, zrezygnowana, pogrążona  w depresji ....

Tak mnie urządzili wydawcy w roku 1993. Postać, którą polubiłam natychmiast po lekturze jednego numeru X-Men została zdegradowana do rangi zwykłego śmiertelnika, zaraz w kolejnym zeszycie. Do tego jeszcze ta okropna fryzura, która pewnie w latach 1980-tych, gdy ukazał się komiks pewnie uchodziła za trendy, ale w latach 1990-tych, w dodatku w Polsce, była synonimem mało grzecznej subkultury. Bogini przestała być boginią, zbrzydła i straciła swój charakter. Tak to odebrałam  w tamtym czasie.
Numer 2/93 miał być wprowadzeniem do komiksu ambitnego. O ambicjach świadczyć miały wspaniałe rysunki Barry'ego Windsor Smith'a, a także nietuzinkowy scenariusz, pozbawiony takich elementów jak np. regularne mordobicie i ciskanie czerwonymi promieniami spod paznokci. Dzisiaj, gdy po latach spoglądam na tę historię nieco chłodniejszym okiem, jestem w stanie docenić tę opowieść, próbującą się wybić ponad przeciętność i dostarczyć ciekawych treści dojrzalszemu czytelnikowi. Nie jest to jednak jakieś wybitne dzieło, ale miłośnikowi mutantów, a zwłaszcza tej jednej damy daje możliwość przyjrzenia się skomplikowanym przemianom, jakim ona uległa, przybliża tę postać i więzy zależności łączące ją z innym mutantem - Forge'm. Zdecydowanie nie jest to historia, od której czytelnik powinien zaczynać przygodę z X-Men, bez znajomości innych postaci i ich historii ciężko będzie przełknąć "historię miłosną" dawnej bogini, rozegraną w jednym akcie.

Historia miłosna, love story ?  - nigdy nie lubiłam takich etykiet, z daleka czuć od nich tandetą. Na szczęście opowieść o Storm+Forge nie jest tego typu historyjką z ochami i achami, tkliwością i przesłodzoną naiwnością.  Postaci nawiązują dialog, próbują się odnaleźć w tej nowej sytuacji, zachowują się naturalnie, nie wypowiadają kwestii niepotrzebnych, wahają się, wstydzą, grają.

Komiks kończy się ciosem Storm wymierzonym w szczękę "ukochanego", który ją zawiódł i to bardzo.

Potem jeszcze parę słów goryczy i Bogini oddaliła się z niesmakiem.

Nie byłam zachwycona tym komiksem, nową postacią Storm, jej metamorfozą, ani tym, że wspaniałego Johna Byrne'a zastąpiono Barry'm Windsor-Smith'em. Biorąc pod uwagę lata dzielące Sagę Phoenix od Life Death, była to rzecz raczej nieunikniona. Nie można było się spodziewać, że firma Tm-Semic zapewni wydanie wszystkich numerów X-Men. Decyzja o selektywnym wydawaniu X-Men była słuszna, gdyż tak naprawdę na płytkim rynku polskim było miejsce jedynie dla dobrych, dobranych opowieści, a przynajmniej dla tych, które miały jakiś sens i znaczenie.
 
Dzisiaj polecam ten komiks wszystkich, którzy mają odrobinę czasu, by zanurkować w starsze opowieści. Nie należy ona do łatwych, ale i nie jest banalna i nie jest stratą czasu. Storm jest jedną z tych postaci, które na przestrzeni lat przeszły wiele zmian, nie tylko fizycznych, ale i mentalnych. Jest to szczególnie czytelne, gdy zestawi się współczesne komiksy z udziałem Ororo z tymi, wydanymi na przełomie lat 1970/1980. Tak naprawdę są to dwie zupełnie odmienne postaci. Dawna Ororo, była prawdziwą Boginią, pełną egzotycznych subtelności, wyposażoną przez twórców w specyficzny warsztat mentalny i werbalny. Ororo jaką znamy dzisiaj to daleko mniej ciekawa osobistość, jest po prostu jeszcze jedną, silną kobietą, jak chcą ją postrzegać  w opowieściach czytelnicy.

Skany zaczerpnięte zostały z polskiego wydania X-Men, nr. 2/93, wydanego przez wydawnictwo Tm-Semic w 1993 roku.

czwartek, października 24, 2013

Batman The Long Halloween Top Komiks

Wiem, że nie należy się od razu nastawiać na "nie". Batman był zawsze dla mnie trudnym superherosem. Nigdy nie mogłam się wczuć w jego czarną rycerskość, mroczny klimat komiksów, brakowało mi supermocy i za dużo było typowo pomylonych obszarpańców. W opowieściach brakowało humoru, było ciemno, zimno i nudno.

Ostatnio sięgnęłam po TOP Komiks nr 5/99 wydany przez Tm-Semic, opowieść stworzoną przez duet  Jeph Loeb, Tim Sale). Ze wstydem przyznam, że był to chyba pierwszy przypadek, kiedy udało mi się zasnąć podczas lektury komiksu, a był środek dnia i nie byłam w pozycji leżącej :).

Za oknem świeciło słońce, ale mroczny klimat Batmana wprawił mnie w trans śpiączkowy, a to oznacza tylko jedno - komiks był strasznie nudny.


O czym jest komiks? Szczerze pisząc - nie mam pojęcia. Walczyłam ze snem i nie mogłam się skupić na fabule. Po kartach komiksu szalał Mroczny Rycerz  i dobrze znane mi postaci - Szalony Kapelusznik Trujący Bluszcz, Joker, Pingwin - za dużo tego dobrego jak na taki cienki komiks. Wszystko w ciemnej, mrocznej, grobowej tonacji.




No i generalnie byłoby to tyle na ten temat. Czy w komiksie jest coś wartego uwagi ? Tak, nawiązania do literatury i sztuki, co może się przydać np. studentom piszącym prace na temat inspiracji sztuką i literaturą klasyczną we współczesnej popkulturze.

W Batmanie znajdziemy nawiązania do np. Alicji w Krainie Czarów,
ale także inspiracje rzeźbą Michała Anioła Pieta; tutaj Batman leży cierpiący na kolanach swojej matki:


Inspiracją Pietą nie jest nowością - po ten motyw twórcy zdają się sięgać dosyć często, np. Frank Miller w komiksie Daredevil "Born Again" (Daredevil: Odrodzony). Porównajmy oryginał Michała Anioła z komiksowymi "przeróbkami":

Pieta Michała Anioła (w środku) oraz komiksowe inspiracje - Frank Miller, Daredevil Odrodzony (z prawej) oraz Tim Sale, Batman Halloween ( z lewej).

Ufff. Koniec. Naprawdę nie padłam z wrażenia po lekturze tego komiksu. Dam mu szansę za jakiś czas - może gust mi się zmieni. To był naprawdę ciężki komiks do przetrawienia. Muszę kończyć, bo już mi się zaczyna chcieć spać.


piątek, września 06, 2013

Trzeba Być Wariatem, żeby Całkiem nie Oszaleć Batman 1/91 Zabójczy Żart

Batman "The Killing Joke"(Zabójczy Żart) to klasyka komiksu, której przedstawiać nie trzeba. Polscy czytelnicy zetknęli się z tą historią pierwszy raz w 1991 roku, dzięki wydawnictwu TM-SEMIC. W tej dosyć krótkiej, ale treściwej opowieści odwieczny wróg Batmana, zielonowłosy Joker, próbuje nas przekonać, że szaleństwo jest jedyną drogą ucieczki przed koszmarami, jakie czekają na człowieka w jego bezsensownej egzystencji. Swoich racji próbuje dowieść na żywym przykładzie  komisarza Gordona, któremu płata zabójczego figla (Zabójczy Żart), napada go, rani córkę, bierze go do niewoli i przedstawia makabryczne fotografie jego zmaltretowanej Barbary. Joker jest przekonany, że trudne doświadczenia prowadzą do szaleństwa, które jest jedyną drogą ucieczki  dla udręczonej jednostki. Joker w ten sposób tłumaczy też własne szaleństwo, gdyż niegdyś był przecież normalnym człowiekiem, miał rodzinę i plany, które pokrzyżował mu złośliwy uśmiech losu. Z przeciętnego człowieka, o słabej woli stał się bezwzględnym przestępcą - szaleńcem.

 
Alan Moore, Brian Bolland, TM-SEMIC, BATMAN nr 1/91, "Zabójczy Żart"

Joker podczas swojego mrocznego eksperymentu obserwuje cierpienie Gordona i stwierdza, że egzystencja człowieka jest irracjonalna, bezsensowna i szalona. Jakie jest więc wyjście ? Oczywiście ratunkiem jest szaleństwo. W zwariowanym świecie trzeba zwariować, tylko po to, żeby nie oszaleć

Alan Moore, Brian Bolland, TM-SEMIC, BATMAN nr 1/91, "Zabójczy Żart"
Tak to przynajmniej widzi Joker. Jednak w praworządnym świecie nie ma miejsca na taki punkt widzenia. Wiele osób przecież traci bliskich i ma problemy ze znalezieniem pracy i nie każdy staje się z tego powodu niebezpiecznym przestępcą. Wkrótce na miejsce przybywa Batman, by powstrzymać szaleńca i udowodnić, że nie ma racji. Gordon oczywiście nie wariuje, jak tego chciał  Joker. Po krótkiej gonitwie, Batman dopada żartownisia i próbuje mu przemówić do rozumu. Ten jednak nie słucha, ma swoje racje, tylko on wie jak wiele wycierpiał, wie że jest szaleńcem i nie ma już dla niego miejsca "w normalnym świecie", tak więc wszelkie próby wbijania mu mądrości przez Mrocznego Rycerza są niecelowe. W tym momencie współczujemy Dżokerowi, który jest pochłonięty swoim szaleństwem.  Jest groźnym przestępcą, jest umysłowo chory, ale to przecież nie jego wina. Końcowa rozmowa Dżokera z Batmanem to jak konwersacja niemego z głuchym, każda z tych postaci mówi innym językiem, bo każda należy do innego świata.  . 

Czy Batman zabija Dżokera w ostatniej scenie ? 
Każdy ma prawo do swojej interpretacji, dlatego tak lubię interpretacje;). Gdzieś przeczytałam, że ostatnia scena komiksu kończy się zabiciem Jokera przez Batmana. Ja tak nie uważam. Po pierwsze takie zakończenie byłoby bez sensu, skoro Dżoker był już ujarzmiony i bezbronny. Zabijanie bezbronnych nie byłoby dobrą reklamą dla obrońcy prawa. Wbrew pozorom pokusa wcale dla Batmana nie jest wielka, ewentualna korzyść z tak niecnego czynu mizerna. 

Tak wygląda jeden z ostatnich kadrów :
Czy to Batman morduje Jokera ? 
Batman "atakuje" swojego adwersarza, tutaj już ujarzmionego i bezbronnego. Niektórzy widzą  w tej scenie Batmana duszącego zielonowłosego szaleńca, ja jednak sądzę, że Rycerz chwyta go po prostu za poły fraka. Joker śmieje się nadal, bo jest szalony - nie mogąc się bronić ani atakować, wybrał jedyną formę ucieczki - szaleństwo. 

Co mówi nam końcowa scena  ?  Takie jest moje, chyba dosyć proste wyjaśnienie. 
1. najpierw Dżoker i Batman śmieją się z arcyzabawnego żartu. W tle widać światła i słychać syrenę radiowozu.
2. Syrena radiowozu jest coraz głośniejsza, światła oślepiające, śmiech Jokera jeszcze rozbrzmiewa. Batman chwyta Jokera za poły fraka, by oddać w ręce sprawiedliwości
3. Deszcz wciąż pada, panowie stoją w kałuży, Jokera ani Batman już się nie śmieją, wyje tylko policyjna syrena
4.  Wkrótce także odgłos syreny milknie, a na rozrastającej się kałuży widać jeszcze tylko odbicie reflektorów radiowozu. Brak fragmentów stóp świadczy o tym, że Dżoker został zapakowany do radiowozu i udaje się w dobrze mu znanym kierunku. Nic tu także  po Batmanie, który się pewnie udaje do swoich obowiązków. . 
5. W ostatnim kadrze nie mamy już nic prócz wielkiej kałuży i padającego deszczu, zamilkły syreny, znikło odbicie reflektorów radiowozu, nie słychać śmiechów. 

Wg mnie, morał jest taki, że oczywiście, życie doświadcza, niekiedy bardzo boleśnie, jednak nie okropne doświadczenia życiowe nie mogą być nigdy usprawiedliwieniem niegodziwych czynów. Joker nie miał w życiu szczęścia, współczujemy mu, jednak jest groźnym przestępcą, a dla takich jest tylko jedno miejsce. 


Dlaczego tytuł "Zabójczy Żart" ? 
- tytułowy zabójczy żart, to dowcip, który w finale opowiada Joker. Ponieważ żart jest "zabójczo" zabawny, obaj Panowie rechoczą w końcowej scenie .... 
- bohaterami rzeczonego żartu są dwaj umysłowo chorzy, a zabójstwo w formie "zabójczego żartu" (=wyłączenie latarki przez jednego z umysłowo chorych) jego elementem; 
- zabójczy żart to w końcu wszystko, co robi w komiksie Joker, jako nabywca lunaparku, jako złoczyńca zniewalający komisarza Gordona i raniący jego córkę - wszystkie popełniane w opowieści przestępstwa są w rozumowaniu Jokera żartami, ale "zabójczymi żartami" dla jego ofiar.

see