piątek, września 13, 2013

The Amazing Spider-Man Zabawny Powrót do Domu Człowieka Pająka

UWAGA na Spojlery ! 
Z wielką satysfakcją odkryłam, że komiksy ze Spider-Manem są wciąż zabawne, a Peter Parker nie przeistoczył się w smęcącego super-nudziarza. Kiedy to odkryłam ? Właśnie wczoraj, po przeczytaniu pierwszego numeru z kolekcji Hachette "Powrót do Domu". 
Okładka polskiego wydania Hachette komiksu Marvela  - The Amazing Spider-Man "Powrót do Domu"


Byłam wręcz zszokowana dawką humoru, który bawi nawet dorosłe osoby (he, czyli mnie). Dzięki temu komiksowi przypomniałam sobie, dlaczego tak niegdyś lubiłam Spider-mana - no właśnie, za dowcip. Fabuła komiksu jest klasycznie prosta - na pająka znowu ktoś poluje, a pająk się musi bronić i robi to, nie zaskakując czytelnika ani trochę. Co mnie natomiast zaskoczyło to były rysunki Johna Romity Jr - zdumiewająco.......strawne jak na tego dżentelmena. Kreskę tego pana dobrze sobie zapamiętałam, bo bardzo jej nie lubiłam, szczególnie, gdy rysował X-Men. Teraz albo się trochę chłop podciągnął, albo po prostu jest to zasługa komputerów, kolorów i oczywiście kredowego papieru, na jakim wydrukowano całość. To nie jest akurat ważne - komiks mi się podoba graficznie i już. 

Największe zalety tego komiksu to humor, humor, humor i dobra zabawa. Czyli w zasadzie, jak dla mnie, (prawie) wszystko co komiks mieć powinien, żeby warto go było czytać i kupować. The Amazing Spider-Man Powrót do Domu to komiks, który ze mną zostanie, mam nadzieję na długo. Bardzo bym chciała sięgnąć po niego za jakieś 20 lat i bawić się przy nim równie dobrze, co wczoraj. Będzie to dla mnie dowód, że niektórzy dziećmi zostają na całe życie. 

Kilka ciekawych momentów z tego wydania:
Przykład zabawnego "dialogu", które zdecydowanie bardziej sobie cenię nad wszechobecne "mięcho", przez co znakomita część komiksów stała się niewłaściwa dla najmłodszych. Tutaj, Spidey ma nie lada orzech do zgryzienia z tym Morlunem, gość się nie męczy, tylko napiera, mimo to nasz pająk dzielnie stara się unikać i atakować adwersarza; niejako przy okazji wtrąca raz po raz jakieś zabawne kwestie: 


Mimo dramatyzmu sytuacji i faktu, że przegrywa pojedynek, pająk wciąż tryska przemyśleniami nietypowymi jak dla osoby w opałach .....

Tonący brzytwy się chwyta, jak to mówią. Tutaj nasz człowiek-pająk z zimną krwią rabuje " niewidomego " łowcę jeleni :)

Prawda, że sympatyczne ? 

Pod koniec wychwyciłam też coś, co zainteresowałoby pewnie wielbicieli tzw. ambitniejszych treści w komiksach, oczywiście na poziomie dla bardzo początkujących. Jak się pewnie domyślacie, nieprzyjemny Morlun zostaje pokonany przez Pająka i ostatecznie ginie, ale nie z ręki naszego bohatera, a swojego własnego, niezadowolonego przymusowego pracownika-pomocnika (ha, tu się nasuwa pierwsza mądrość kierowana do pracodawców "o pracowników trzeba dbać" - "dbaj o pracownika swego, bo możesz mieć niezadowolonego"). Spider-man to zakończenie z mieszanymi uczuciami - z jednej strony czuje ulgę, jednak zabijanie nie mieści się w jego kodeksie honorowym, nie jest pewien jak sam by postąpił naprawdę, bo kwestię ten rozwiązał za niego ktoś trzeci. Jest to pytanie o naturę ludzką, o wiedzę o samym sobie, która nie jest sztuką łatwą. Peter na szczęście nie musi dokonywać przykrego wyboru, dogania sprawcę, udziela mu ustnej reprymendy (w końcu zabijanie należy potępiać), ale puszcza gościa wolno, wszakże ten tłumaczy się, że był krzywdzony i dlatego postąpił, jak postąpił. 
 
W ten sposób możemy się domyślać, że najwłaściwszym wyborem było właśnie "pozbycie się" niebezpiecznego dla otoczenia przeciwnika, jednak nasz Pająk nie może plamić swych rąk krwią, nawet tych winnych, toteż nieprzyjemne zadanie wykonać musiał ktoś inny. 
Tutaj nasunęła mi się jeszcze jedna myśl. Akcja toczy się w Ameryce i takie zakończenie w tamtej rzeczywistości jest jak najbardziej uzasadnione. W Polsce raczej byłoby inaczej. Sąd pewnie nie dopatrzyłby się żadnych nadzwyczajnych okoliczności zajścia i polski Spider-man, gdybyśmy takiego mieli, musiałby odprowadzić niesfornego sprawcę na komisariat. C'est la vie. ....

Podsumowując krótko - warto mieć tę pozycję!
Komiks przyjazny dzieciom - czyli taki trochę w starym stylu, z dużą dawką humoru, dobrymi rysunkami, a do tego dobrze wydany. 

Skany pochodzą z wydania Hachette, The Amazing Spider-Man, Powrót do Domu, Twarda oprawa

wtorek, września 10, 2013

Sąd Nad Gotham Batman Judge Dredd Wydanie Specjalne Tm-Semic 1993

Po latach flirtów i romansów z komiksami mogę stwierdzić z satysfakcją, że stara miłość nie rdzewieje, a ponadto, można nawet się dopatrzyć uroku w tym, co niegdyś nie było przez nas nazbyt cenione.
Tak mniej więcej wygląda mój na przestrzeni lat ewoluujący stosunek do komiksu Simona Bisley'a i Alana Granta pt. Batman / Judge Dredd : Sąd Nad Gotham. Pierwszy raz nabyłam tę pozycję w chwili jej się ukazania w 1993 roku. Było to chyba pierwsze i (jeszcze większe "chyba") jedno z niewielu wydań Tm-Semic na kredowym papierze. Na tamte czasy śliski papier to był prawdziwy powód do cmokania. Niestety sam komiks nie przypadł mi naówczas do gustu, ani graficznie, ani pod względem scenariusza. Muszę przyznać, że scenariusz z latami nie urósł w moich oczach, fabuła kręci się bowiem wokół jednego takiego zdrowo kopniętego "zabili go i uciekł", tym razem w znaczeniu dosłownym. Najbanalniejszy splot wydarzeń sprawia, że tego właśnie gościa ma interes dopaść przynajmniej kilka postaci; po pierwsze Batman - bo nieumarły szaleniec z przyszłości zagraża Gotham, inny zdrowo kopnięty z przyczyn osobistych (porachunki) a także Sędzia Anderson  - przybyszka z przyszłości, aktualnie występująca w roli strażniczki prawa, dysponującej użytecznymi umiejętnościami telepatycznymi, która ściga Death'a z racji sprawowanego urzędu. Sprawy nie ułatwia fakt, że Death ma naprawdę złowieszcze plany - unicestwia wszystko, co znajduje się wokół, a na domiar złego ma przyjemność w miejskiej kostnicy natknąć się na starego wroga Batmana ' Scarecrow'a. Z takiej dawki wariatów-popaprańców, stróżów prawa i superbohaterów może wyniknąć tylko jedno  - narkotyczno-upajająca maszynka do mięsa hack-and-slay. Krew się leje,  mięcho fruwa tu i tam, są nawet żeberka .... .
No i gdyby nie fantastyczna kreska Simona Bisley'a to nawet bym się nie dopatrzyła pozytywnych cech w scenariuszu, ale Bisley jest tak fantastyczny, tak klimatyczny, że zapiera dech w piersiach. Niestety do tego musiałam dorosnąć. Tego komiksu się nie czyta. Tego komiksu się nawet nie ogląda. Ten komiks się pożera wzrokiem. Postaci są niezwykle przekonujące, brutalne sceny nie przeszkadzają, a nawet cieszą oko, bo tak pięknie zostały zilustrowane. Pod względem estetycznym jest to prawdziwy cukierek w najbardziej kolorowym papierku, jaki można sobie wyobrazić. Myślę że to właśnie dla oddania piękna szaty graficznej TM-SEMIC zdecydował się na odważny na tamte czasy krok wydania komiksu na kredowym - śliskim papierze.  Dla mnie jedna z ulubionych pozycji komiksowych, którą warto mieć. Piękne kolory, piękne miasto przyszłości, piękni "paskudni adwersarze", nawet Scarecrow jest piękny, już nie wspominając o najpiękniejszym Batmanie, jakiego kiedykolwiek widziałam.

Tak właśnie powinno się rysować Mrocznego Rycerza, prawdziwego mrocznego obrońcę, mrocznego miasta.

Wspaniały Mroczny Rycerz  i odwieczny wróg - Screcrow autorstwa Simona Bisley'a w komiksie BATMAN / Judge Dredd Sąd nad Gotham, wydawnictwo TM-Semic 1993

Sędzia Dredd też jest niczego sobie - postaci rzucone na całą stronę komiksu przytłaczają swym pięknem. 
Wspaniały Sędzia Dredd autorstwa Simona Bisley'a w komiksie BATMAN / Judge Dredd Sąd nad Gotham, wydawnictwo TM-Semic 1993

Jest to komiks niezwykły, zapadł mi w pamięć na długie lata. Serdecznie polecam, nawet jeżeli nie lubicie nawalanek. 



piątek, września 06, 2013

Trzeba Być Wariatem, żeby Całkiem nie Oszaleć Batman 1/91 Zabójczy Żart

Batman "The Killing Joke"(Zabójczy Żart) to klasyka komiksu, której przedstawiać nie trzeba. Polscy czytelnicy zetknęli się z tą historią pierwszy raz w 1991 roku, dzięki wydawnictwu TM-SEMIC. W tej dosyć krótkiej, ale treściwej opowieści odwieczny wróg Batmana, zielonowłosy Joker, próbuje nas przekonać, że szaleństwo jest jedyną drogą ucieczki przed koszmarami, jakie czekają na człowieka w jego bezsensownej egzystencji. Swoich racji próbuje dowieść na żywym przykładzie  komisarza Gordona, któremu płata zabójczego figla (Zabójczy Żart), napada go, rani córkę, bierze go do niewoli i przedstawia makabryczne fotografie jego zmaltretowanej Barbary. Joker jest przekonany, że trudne doświadczenia prowadzą do szaleństwa, które jest jedyną drogą ucieczki  dla udręczonej jednostki. Joker w ten sposób tłumaczy też własne szaleństwo, gdyż niegdyś był przecież normalnym człowiekiem, miał rodzinę i plany, które pokrzyżował mu złośliwy uśmiech losu. Z przeciętnego człowieka, o słabej woli stał się bezwzględnym przestępcą - szaleńcem.

 
Alan Moore, Brian Bolland, TM-SEMIC, BATMAN nr 1/91, "Zabójczy Żart"

Joker podczas swojego mrocznego eksperymentu obserwuje cierpienie Gordona i stwierdza, że egzystencja człowieka jest irracjonalna, bezsensowna i szalona. Jakie jest więc wyjście ? Oczywiście ratunkiem jest szaleństwo. W zwariowanym świecie trzeba zwariować, tylko po to, żeby nie oszaleć. 

Alan Moore, Brian Bolland, TM-SEMIC, BATMAN nr 1/91, "Zabójczy Żart"
Tak to przynajmniej widzi Joker. Jednak w praworządnym świecie nie ma miejsca na taki punkt widzenia. Wiele osób przecież traci bliskich i ma problemy ze znalezieniem pracy i nie każdy staje się z tego powodu niebezpiecznym przestępcą. Wkrótce na miejsce przybywa Batman, by powstrzymać szaleńca i udowodnić, że nie ma racji. Gordon oczywiście nie wariuje, jak tego chciał  Joker. Po krótkiej gonitwie, Batman dopada żartownisia i próbuje mu przemówić do rozumu. Ten jednak nie słucha, ma swoje racje, tylko on wie jak wiele wycierpiał, wie że jest szaleńcem i nie ma już dla niego miejsca "w normalnym świecie", tak więc wszelkie próby wbijania mu mądrości przez Mrocznego Rycerza są niecelowe. W tym momencie współczujemy Dżokerowi, który jest pochłonięty swoim szaleństwem.  Jest groźnym przestępcą, jest umysłowo chory, ale to przecież nie jego wina. Końcowa rozmowa Dżokera z Batmanem to jak konwersacja niemego z głuchym, każda z tych postaci mówi innym językiem, bo każda należy do innego świata.  . 

Czy Batman zabija Dżokera w ostatniej scenie ? 
Każdy ma prawo do swojej interpretacji, dlatego tak lubię interpretacje;). Gdzieś przeczytałam, że ostatnia scena komiksu kończy się zabiciem Jokera przez Batmana. Ja tak nie uważam. Po pierwsze takie zakończenie byłoby bez sensu, skoro Dżoker był już ujarzmiony i bezbronny. Zabijanie bezbronnych nie byłoby dobrą reklamą dla obrońcy prawa. Wbrew pozorom pokusa wcale dla Batmana nie jest wielka, ewentualna korzyść z tak niecnego czynu mizerna. 

Tak wygląda jeden z ostatnich kadrów :
Czy to Batman morduje Jokera ? 
Batman "atakuje" swojego adwersarza, tutaj już ujarzmionego i bezbronnego. Niektórzy widzą  w tej scenie Batmana duszącego zielonowłosego szaleńca, ja jednak sądzę, że Rycerz chwyta go po prostu za poły fraka. Joker śmieje się nadal, bo jest szalony - nie mogąc się bronić ani atakować, wybrał jedyną formę ucieczki - szaleństwo. 

Co mówi nam końcowa scena  ?  Takie jest moje, chyba dosyć proste wyjaśnienie. 
1. najpierw Dżoker i Batman śmieją się z arcyzabawnego żartu. W tle widać światła i słychać syrenę radiowozu.
2. Syrena radiowozu jest coraz głośniejsza, światła oślepiające, śmiech Jokera jeszcze rozbrzmiewa. Batman chwyta Jokera za poły fraka, by oddać w ręce sprawiedliwości
3. Deszcz wciąż pada, panowie stoją w kałuży, Jokera ani Batman już się nie śmieją, wyje tylko policyjna syrena
4.  Wkrótce także odgłos syreny milknie, a na rozrastającej się kałuży widać jeszcze tylko odbicie reflektorów radiowozu. Brak fragmentów stóp świadczy o tym, że Dżoker został zapakowany do radiowozu i udaje się w dobrze mu znanym kierunku. Nic tu także  po Batmanie, który się pewnie udaje do swoich obowiązków. . 
5. W ostatnim kadrze nie mamy już nic prócz wielkiej kałuży i padającego deszczu, zamilkły syreny, znikło odbicie reflektorów radiowozu, nie słychać śmiechów. 

Wg mnie, morał jest taki, że oczywiście, życie doświadcza, niekiedy bardzo boleśnie, jednak nie okropne doświadczenia życiowe nie mogą być nigdy usprawiedliwieniem niegodziwych czynów. Joker nie miał w życiu szczęścia, współczujemy mu, jednak jest groźnym przestępcą, a dla takich jest tylko jedno miejsce. 


Dlaczego tytuł "Zabójczy Żart" ? 
- tytułowy zabójczy żart, to dowcip, który w finale opowiada Joker. Ponieważ żart jest "zabójczo" zabawny, obaj Panowie rechoczą w końcowej scenie .... 
- bohaterami rzeczonego żartu są dwaj umysłowo chorzy, a zabójstwo w formie "zabójczego żartu" (=wyłączenie latarki przez jednego z umysłowo chorych) jego elementem; 
- zabójczy żart to w końcu wszystko, co robi w komiksie Joker, jako nabywca lunaparku, jako złoczyńca zniewalający komisarza Gordona i raniący jego córkę - wszystkie popełniane w opowieści przestępstwa są w rozumowaniu Jokera żartami, ale "zabójczymi żartami" dla jego ofiar.

niedziela, września 01, 2013

Daredevil Essential Tom 1 Mandragora 2006 - komiks nie dla dorosłych


Komiksy zauroczyły mnie, gdy miałam 10 lat i od tamtego czasu, hobby to mnie prześladuje, to opuszcza - tak już chyba zawsze zostanie. Gdy zaczynałam zbierać komiksy, w Polsce nie było wielkiego wyboru pod tym względem, a i możliwość zakupu wydań zagranicznych, była bardzo ograniczona. Dzisiaj wydaje się to nieprawdopodobne dla nastolatków, bo przecież losy ulubionych bohaterów można śledzić nabywając komiksy w internecie, w sklepach polskich lub ściągając je z zagranicy, ewentualnie, czytać wersje elektroniczne. Jako początkująca fanka komiksów, mając limitowany dostęp do wydań oryginalnych, byłam zdana na to, co zaserwował mi ulubiony na tamte czasy wydawca - Tm-Semic, a że komiksów o Daredevilu nie wydawali regularnie, tak jak X-Men czy Batmana, o "Diabełku" wiedziałam niewiele, znając tę postać jedynie z epizodów (Elektra, Mega Marvel, etc.). Po latach wydawnictwo Mandragora zdecydowało się wypuścić komiks-cegłę, będącą zbiorem pierwszych amerykańskich zeszytów o Daredevilu. Akurat w roku 2006 moją pasją były komiksy europejskie, nie amerykańskie, których większości pozbyłam się lata wstecz, toteż historyjki o nieznanym mi herosie, i to w dodatku w czerni i bieli, nie wzbudziły mojego entuzjazmu. Dzisiaj, jakiś impuls kazał mi się zainteresować tą postacią i, powiedzmy szczerze, przy okazji studiowania serii komiksów Marvel od Hachette, pozaglądać do korzeni.



Polskiego Essential'a nabyłam korzystnie- nie kosztował mnie nawet 20 zł. To ogromny plus ( dodatni !), szczególnie gdy się ma w planach na najbliższe miesiące zakupy kolejnych komiksów.  Nabywając tę pozycję nie miałam złudzeń i byłam świadoma, że lektura nie będzie należała do łatwych. Komiksy z lat 1960-tych to głównie produkty dla dzieci, nie mamy tam przekleństw, seksu, brutalnej przemocy, wszystkiego co tak naprawdę jest częścią współczesnych komiksów, będących w zasadzie lekturą dla dorosłych. Tamte stare komiksy były tworzone z myślą o dzieciach, ale dzieci zaczęły dorastać, i w latach 80-tych, ci sami chłopcy, którzy  zaczytywali się opowiastkami o Pająku w 1965 roku, mieli zupełnie inne zapotrzebowanie na fabułę 20 lat później. Z dzieciaków zrobili się dorośli ludzie z problemami dorosłych, o których trzeba pisać także w komiksach, aby zatrzymać publiczność.

Na razie zapoznałam się z pierwszymi 11 zeszytami zgromadzonymi w polskim wydaniu Essential Daredevil Tom 1 z Mandragory i ze zdumieniem stwierdzam, że jest to podróż do krainy dzieciństwa, gdzie przestępcami są najzwyklejsi ludzie, często pyszałkowaci, ze zwykłymi słabostkami, popełniający całkiem przyziemne przestępstwa, jak ustawianie walk bokserskich, oszustwa podatkowe czy kradzieże. Jedynie domieszka przedziwnych strojów i " nabytych " umiejętności ekstra robi z nich "plugawych arcyłotrów". Historyjki są niewinne, nie ma tam bluzgów (hę, na razie jestem na 11 rozdziale), prostytucji, narkotyków - nie ma nawet mowy o umieraniu.

Essential nie jest łatwy dla dorosłego czytelnika przyzwyczajonego do ciętych dialogów i zwrotów akcji, gdyż komiksy tam zaprezentowane pochodzą z zamierzchłych czasów, gdy tworzyło się je z myślą o dzieciakach. Jeżeli chcesz przeczytać te komiksy i nie zanudzić się na śmierć, musisz wiedzieć po co czytasz. Jeżeli masz skończone 15 lat, to Twoim celem prawdopodobnie nie jest dobra zabawa. Essential Daredevil tom 1 czytasz dla poznania. Poznania głównego bohatera, poznania jego wrogów, strojów, sposobu narracji, historii przygód.

Ja z takim zamiarem poznawczo-ciekawskim sięgnęłam po tę cegłę i nie zawiodłam się. Daredevil to idealny superbohater bez skazy, co dorosłych czytelników może oczywiście denerwować, z wiadomych powodów. Archaiczny sposób narracji rozbawił mnie, podobnie jak wymyślne przebrania opryszków, którzy co kadr tryskają groteskowym zarozumialstwem.

Jak dotąd, moim ulubionym antagonistą jest Matador (Daredevil nr 5) - czytając rozdział z jego udziałem roześmiałam się nie raz, nie dwa razy.

Matador zrezygnował ze spluwy i innych współcześniejszych rodzajów broni na rzecz koca (mulety), którym skutecznie obezwładnia swoich przeciwników. Tak oto, rzucając muletą,  skutecznie uziemia naszego Daredevila, który w ułamku sekundy analizuje swoje położenie i dochodzi do oczywistego wniosku, że nie jest w stanie się wygrzebać się spod płachty. 

Matador korzysta z chwili, by okładać swego wroga pięściami i jakby tego było mało, daje wyraz swojej bezwzględności informując ofiarę, jak perwersyjną przyjemnością jest móc go poniżyć, a na odchodnym zapowiada Śmiałkowi koniec kariery. 


Matador nie spoczywa na laurach. Właśnie szykuje się do popełnienia arcyzuchwałego przestępstwa, którym jest obrabowanie fabryki alarmów antywłamaniowych. 
Obezwładniając strażnika, korzysta ze swej niezawodnej broni:
Pełen hiszpańskiego temperamentu Matador nie marnuje chwili, żeby dokładnie poinformować wszystkim o tym co robi  i popysznić niezwykłymi umiejętnościami.....

Od umiejętności Matadora, jeszcze bardziej niezwykłe są motywy jego działania ...(tu naprawdę nie mogłam wytrzymać ze śmiechu) ....


...i Matadorowi wcale nie przeszkadza, że jego skradzionych skarbów będą strzegły alarmy antywłamaniowe, które wykrada pokonując zabezpieczenia antywłamaniowe ich strzegące, prawdopodobnie te same, które są przedmiotem kradzieży (prawdziwy mętlik). Takie drobiazgi oczywiście nie mają znaczenia - ważne, że jest łotr, stanowi zagrożenie i należy go wyeliminować :).

W ten oto sposób Matador stał się moim ulubieńcem tego wydania (czy go jeszcze spotkamy ? - tego nie wiem, bo jak już napisałam, serii o Daredevilu nigdy nie śledziłam).

Inna ciekawa postać to Sowa,  człowiek o niewiadomym nazwisku ale klarownie sportretowanym profilu przestępczym - "najbezwzględniejszy finansowiec wszechczasów", osoba plugawa, o mrożącym krew w żyłach spojrzeniu. 
Już sam fakt, że jest "finansowcem" nie wróży nic dobrego ;) Pan Sowa finansowymi machlojkami dorobił się fortuny,  a teraz ma zamiar poszerzyć swoje spektrum działalności, "robiąc karierę w zbrodni". Oczywiście jest podły i bezwzględny i  nie ma z tym żadnych problemów ..... . W zdobyciu majątku pomógł mu jeden kreatywny księgowy .....

....za którego drogocenne usługi Pan Sowa odwdzięcza się po swojemu .... 

I gdyby nie fakt, że jakimś cudem pan Sowa posiadł umiejętność latania, można by go zaliczyć do grona zwyczajnych adwersarzy-biznesmenów, jacy są stałym elementem opowiastek o superbohaterach (a tacy są zazwyczaj najniebezpieczniejsi, dysponujący najniebezpieczniejszą bronią - pieniędzmi).

Pan Sowa szybko do teamu skrzykuje sobie pomagierów , Goryla Horgona- prostego osiłka o fizjonomii małpy i Sama Simmsa - biegłego we władaniu bronią :

W jednym z rozdziałów spotykamy starego dobrego znajomego - Electro ;). Dowiadujemy się o tym, jak Electro stał się tym, kim jest, zanim przestał być przeciętnym elektrykiem.......

Należy pamiętać,  że nie wszyscy złoczyńcy chcą od razu przejąć kontrolę nad światem, czasem to jest ewolucja  z łotra w arcyłotra ......

Umiejętności Daredevila prezentują się nader skromnie, nie potrafi latać ani strzelać ogniem z palców. Ma jednak wyostrzone zmysły słuchu i dotyku, a także smykałkę do majsterkowania  - w oka mgnieniu, ad hoc potrafi skonstruować wymyślny pocisk ....
...a także sprytnie unieruchomić przeciwnika tym co pod ręką .....


Mimo że komiks stary, to niekiedy można przeczytać jakąś zabawną kwestię ...
Lub nawet dwie ...

Wrogowie to głównie przeciętni, zwykli ludzie, pałający nieprzeciętną żądzą posiadania lub władzy, tylko poprzebierani w dziwaczne stroje... a superbohater to po prostu zwykły człowiek, który stawia czoła niegodziwościom wyrządzanym przez tych zwyczajnych opryszków. Odrobina niezwykłych mocy jest dla okrasy i rozbudzenia wyobraźni, spowicia przeciętnych przestępstw, jakie popełniane są na co dzień w realnym świecie aurą niesamowitości i fantazji.



Dla kogo jest ten komiks ?
Dla fanów komiksów, dla fanów postaci Daredevila, dla ciekawskich, dla kolekcjonerów i pasjonatów ....dla każdego, kto zdaje sobie sprawę, że komiks jest żywy i ewoluuje. To dzieciństwo utracone, świat, w którym duzi się czują nieswojo, zakażeni bakteriami dorosłości.

Wszystkie skany pochodzą ze zbiorczego, polskiego wydania pierwszych  komiksów o Daredevil'u,  Essential Daredevil, tom 1, wydanego przez wydawnictwo Mandragora w 2006 roku.

czwartek, lipca 18, 2013

polska polityka antyimigracyjna

Dlaczego w Polsce wciąż imigranci nie "rzucają się w oczy", tak jak ma to miejsce na zachodzie? No bo u nas Rząd prowadzi niezwykle skuteczną politykę antyimigracyjną  - zamiast dawać pieniądze obywatelom, odbiera je, a co za tym idzie, nasz piękny kraj nie jest tak atrakcyjny jak reszta Europy. Nie wiem czy się cieszyć, czy może płakać. Jedno jest pewne - jeszcze długo Polska będzie tylko dla Polaków, bo tak cierpliwego narodu nie ma żadne mi znane państwo.



czwartek, sierpnia 02, 2012

Spacerkiem po Warszawie - ogród Saski w ciepły, letni wieczór...

Kilka zdjęć z mojego spacerku po Warszawie. To zdjęcia z lipca, kiedy urzekła mnie atmosfera parkowa, lampy i ciepłe letnie powietrze przypomniały mi wiersze Gałczyńskiego i nie mogłam się oprzeć i musiałam to zrobić... Zdjęcia nigdy nie oddadzą tej atmosfery. Kocham letnie spacery i uwielbiam Ogród Saski. Także tuż po burzy (ostatnie zdjęcie).















środa, sierpnia 01, 2012

czwartek, stycznia 26, 2012

Jak zabezpieczyć swoje należności? Zabezpieczenie wierzytelności.

Jak zabezpieczyć swoje należności? Zabezpieczenie wierzytelności.: Kiedy chodziłam jeszcze do szkoły rodzice powtarzali mi często, - "lepiej wydać na piekarza, niż na aptekarza"; robili tak, aby zachęcić mnie oraz przekonać do jedzenia artykułów spożywczych, niekoniecznie smacznych dla dziecka. Jedzenie

czwartek, grudnia 29, 2011

Irena Kwiatkowska i Tango Kat - można słuchać w nieskończoność



Cudowne wykonanie Ireny, zabawne, teatralne, prawdziwie artystyczne. Wspaniały tekst i nasza legendarna gwiazda, której niestety nie ma już  z nami. Dzięki wynalazkom końca XIX i XX wieku te wszystkie wspaniałości pozostaną już na zawsze z nami. Cieszmy się tym...

sobota, września 24, 2011

Historyjki z gumy Donald - smak PRL



Aż się łezka w oku kręci. Pamiętam ten donaldowy smak - to były najpyszniejsze gumy pod słońcem i z każdą gumą dostawało się super odjechaną historyjkę. Donaldówy żuła cała Polska i cała Polska zbierała historyjki.
Przypomnijmy sobie to gumowe szaleństwo :

http://myvimu.com/collection/10719519-historyjki-donald

see